15 lutego 2012

Pączki twarogowe

Robię te pączki z okazji i bez niej, jak mnie najdzie ochota. Dłużej zachowują świeżość niż zwykłe, beztwarogowe.

składniki rozczynu:
● 2 dag drożdży
● 1 łyżka mąki
● 1 łyżeczka cukru
● 1/5 szklanki letniego mleka

pozostałe składniki:
● 2 szklanki mąki
● 1 jajko
● 2,5 dag miękkiego masła
● 10 dag sera twarogowego
● 2 łyżki śmietany
● cukier waniliowy (16 g)
● szczypta soli
● 5 płaskich łyżek cukru (ok. 7 dag)
● olej do smażenia
● cukier puder do obtoczenia


sposób przygotowania:
1. Wymieszać składniki rozczynu, odstawić do podwojenia objętości.
2. Twaróg przepuścić przez maszynkę albo rozgnieść porządnie widelcem.
3. Wszystkie składniki wymieszać z rozczynem, wyrobić. Odstawić do wyrośnięcia.
4. Zagnieść ponownie, podsypując odrobiną mąki.
5. Formować kuleczki wielkości orzecha włoskiego, odstawić do podrośnięcia na ok. pół godziny.
6. Smażyć na głębokim tłuszczu po kilka naraz (muszą mieć miejsce na swobodne obracanie). Osączyć na ręczniku papierowym i obtoczyć lub posypać pudrem.

[szklanka to 250 ml, masło zawsze extra, natomiast mąka, jeśli nie zaznaczyłam inaczej, to szymanowska typ 480]

14 lutego 2012

Faworki trydenckie

Nieco inna wersja faworków. Troszkę grubsze, ale równie dobre jak zwykłe przewijane. Od lat ta wersja króluje u nas z okazji i bez okazji.

składniki:
● 2 i 1/4 szklanki mąki pszennej
● 1/2 szklanki mleka
● 1/4 szklanki cukru
● 1 jajko
● 15 ml wódki
● 2,5 dag masła
● 1 łyżka oleju
● 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
● aromat pomarańczowy
● szczypta soli
● olej do smażenia
● cukier puder do posypania



sposób przygotowania:
1. Wymieszać mąkę, sól i proszek do pieczenia, dodać pozostałe składniki, zagnieść ciasto, aż będzie elastyczne. Odstawić na godzinę, aby odpoczęło.
2. Rozwałkować na grubość 1-2 mm, wycinać nożem lub radełkiem prostokąty, przecinać jak faworki, ale nie przewijać.
3. Smażyć na dość głębokim tłuszczu, osączać na papierowym ręczniku. 
4. Posypać pudrem.

Opinie o tych faworkach można przeczytać tutaj. Smacznego!

[szklanka to 250 ml, masło zawsze extra, natomiast mąka, jeśli nie zaznaczyłam inaczej, to szymanowska typ 480]

13 lutego 2012

Rękawiczki

Jesienią zaczęłam się uczyć robić rękawiczki. Na początek wydrutowałam mitenki, o czym pisałam wcześniej. Potem doszła jedna ćwiczebna rękawiczka, z jakiejś szarej resztki. I... musiałam zająć się innymi, pilniejszymi robótkami. Przyszedł jednak czas mrozów, co mi przypomniało o biednej, samotnej nałapce czekającej na drugą do pary. Tym razem poszło trochę szybciej, najwidoczniej nie zapomniałam, jak to się robi. Tylko musiałam sobie rządki liczyć, na którym palcu ile okrążeń robiłam.


Na wierzchu po ściągaczu warkocz zostawiłam tylko wzdłuż jednego palca, ciekawiej to wygląda niż całe ściągaczem. Całkiem fajnie wyszły jak na pierwszy wyrób.


Przy okazji chciałam się pochwalić wygranym candy. Małe łapki Mai wyciągnęły karteczkę z moim nickiem. A dzisiaj przyszła przesyłka: włóczka akrylowa z delikatnym włoskiem w pięknym kolorze czekoladowego brązu i słodycze, które na zdjęcie się nie załapały, bo zostały zaraz rozdzielone i pożarte. :) Bardzo dziękuję, Madline! :)


12 lutego 2012

Sezamowe ciasteczka szczęścia

Pierwotny przepis na te ciasteczka podany był kiedyś na Mniamie przez AgusięH. W wersji nieco zmienionej wszedł na stałe do domowego kanonu ciasteczkowego. Uwielbiam ten smak.

składniki:
● 20 dag miękkiego masła
● 1 szklanka białego cukru
● 1/2 szklanki jasnego brązowego cukru (trzcinowego lub zwykłego karmelizowanego)
[z czasem zmniejszyłam całkowitą ilość cukru do 3/4 szklanki; wolę mniej słodkie]
● cukier waniliowy
● 2 jajka
● 2 i 1/2 szklanki mąki [bezglutenowo ok. 3 szklanki, w różnych proporcjach: ryżowa, gryczana, kukurydziana, z ciecierzycy czy z maranty, a nawet z orzechów — co akurat mam pod ręką]
● 1 łyżeczka proszku do pieczenia
● 1/2 łyżeczki soli
● 1/2 łyżeczki cynamonu
● 1 szklanka uprażonego na suchej patelni sezamu, zwykłego lub czarnego (ew. jeszcze 1/2 szklanki do obtoczenia — na zdjęciach bez obtaczania)

sposób przygotowania:
1. Utrzeć masło z całym cukrem, dodać jajka.
2. Wymieszać mąkę z proszkiem, solą i cynamonem, dodać do ciasta, dobrze utrzeć. Wymieszać sezam z ciastem. Schłodzić ciasto w lodówce.
3. Formować kulki wielkości orzecha włoskiego, lekko rozpłaszczać i kłaść na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. (Można kuleczki dodatkowo obtoczyć w sezamie, ale nie jest to konieczne.)
4. Piec kilkanaście minut w 200 stopniach, aż będą lekko złote (uważać, żeby się nie przepiekły).

Smacznego!


[szklanka to 250 ml, masło zawsze extra, natomiast mąka, jeśli nie zaznaczyłam inaczej, to szymanowska typ 480]

10 lutego 2012

Pikantne ciasteczka z serem

Bardzo proste, bardzo pikantne, bardzo dobre. Doskonałe same albo do zup kremowych, wina, piwa czy czerwonego barszczu.

składniki:
● 1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
● 3/4 łyżeczki soli
● 2 żółtka
● 6-7 dag masła
● 2 łyżki kwaśnej śmietany (18%) lub jogurtu naturalnego
● odrobina białka
● 5-10 dag startego żółtego sera
● mielona słodka papryka
● mielony pieprz czarny



sposób przygotowania:
1. Wymieszać mąkę z solą, posiekać z masłem i żółtkami, szybko wyrobić dodając po trochu śmietanę (czasem wystarczy 1 łyżka). Ciasto jest dosyć twarde i może ciężko się wyrabiać. W razie potrzeby schłodzić.
2. Rozwałkować na grubość ok. 4-5 mm, wyciąć raczej spore ciasteczka o dowolnych kształtach, przełożyć na papier do pieczenia. Posmarować ciasteczka białkiem, posypać obficie serem i przyprawami.
3. Piec w temperaturze 180°C około 20-30 minut.

Smacznego!


[szklanka to 250 ml, masło zawsze extra, natomiast mąka, jeśli nie zaznaczyłam inaczej, to szymanowska typ 480]

9 lutego 2012

Wygrana książka

Był sobie raz konkurs u Lirael. Taki sympatyczny, okładkowy. A ja znalazłam się wśród laureatów. :) I mogłam sobie wybrać książkę w nagrodę. Trudna to była decyzja, bo wielu książek pożądam, ale padło na brakującą część cyklu lubianego i przeze mnie, i przez Aguti. „Złamana przysięga” Michelle Paver właśnie dzisiaj do mnie dotarła. Bardzo dziękuję, Lirael!


Bardzo się z córą ucieszyłyśmy i już szykujemy się do powtórnego czytania cyklu.


Korzystając z książkowego tematu przypominam, że ciągle można się zarejestrować na fincie, żeby wymieniać się książkami i innymi rzeczami. Szczegóły dotyczące zasad są w tym poście.

8 lutego 2012

Torebki

Może torebki to za dużo powiedziane, raczej torebeczki. Dla małych elegantek. :)
Torebki to obiekty nieduże, dlatego można je wykonać z nieco większych resztek włóczki, a przy okazji poćwiczyć nowe techniki.
Najpierw była taka:



Na niej ćwiczyłam wzór pętelkowy (musiałam opanować trzymanie dodatkowego przedmiotu w trakcie pracy) i prosty ścieg tunezyjski doskonale nadający się na pasek. Wyszła bardzo ładna, więc powędrowała do znajomej miłośniczki różowego koloru. Mam nadzieję, że dobrze służy. :)

Potem była mała czarna robiona na zamówienie Aguti, do stroju galowego na zakończenie i rozpoczęcie roku szkolnego. Bardzo prosta i szybko powstająca, z zapięciem na suwak i haftkę i dzyndzlem dla ozdoby. Wykonana prostym wzorem tunezyjskim.


Mieści się w niej legitymacja szkolna, chusteczki, klucz od szafki – bardzo praktyczna torebka.

Ostatnio powstała trzecia torebeczka, tak zupełnie nieplanowo i mimochodem. Chciałam się nauczyć techniki broomstick, świetnie wyłożonej w tym tutorialu. Wzór okazał się również bardzo łatwy, wszak trzymanie dodatkowego elementu w łapkach miałam już opanowane. Wyszło takie ćwiczebne maleństwo:


Jako twór mocno niedoskonały posłuży tylko do zabawy. Ale korzyść z niego jest taka, że broomstick mam opanowany i nauczyłam się robić sznureczek laleczką dziewiarską, na której zrobiłam pasek. Torebka ozdobiona jest kwiatkiem wykonanym sposobem podanym w tym poście.

6 lutego 2012

Resztkowe maskotki

Ostatnio trochę kombinuję z wykorzystaniem resztek włóczki, co mi przypomniało, że kilka lat temu robiłam zwierzaki i zabawki dla dziecka, wówczas małego. :) Doskonale nadają się do wykorzystania kolorowych resztek. Zabawki wypchane są drobnymi ścinkami i nitkami, można je prać bez ryzyka zdefasonowania.
Znalazłam zająca, żółwia, bałwanka i piłeczkę:




Widać, że zabawki były mocno eksploatowane, czyli spełniały swoją zabawkową rolę. :)
Wzory na zająca i żółwia pochodziły z jakichś gazetek, których już nie mam, a bałwanka i piłeczkę robiłam z głowy. Na pamiątkę zostaną zdjęcia.

5 lutego 2012

Płaszcz Śmierci

Zacznę od tego, że nie lubię szyć. Mimo że nawet nienajgorzej mi to wychodzi. Jakoś ta kłująca igła wyraźnie nie leży w mojej łapce. A dziecię miało odegrać rolę Śmierci w szkolnym przedstawieniu. W przedszkolu co chwila były jakieś przebieranki i trzeba było dziecku zapewnić ubiór, potem w pierwszych latach podstawówki córka należała do kółka teatralnego – myślałam, że jako młodsza młodzież ma już z głowy udział w scenowych szrankach. A tu niespodzianka – znowu potrzebny strój. Udałyśmy się z Aguti do wypożyczalni, bowiem naiwnie sądziłam, że coś dopasujemy. Potem poszłyśmy do sklepu (na Ducha), gdzie bardzo miłe panie doradziły, jaką płachtę czarnej materii kupić i jak szyć, żeby było najprościej. Wymieniłyśmy też uwagi, kto co najbardziej lubi robić – tu byłyśmy osamotnione w miłości do szydła i drutów, bo panie wolały szycie. Ale nic to. Jeszcze czarna tasiemka w pasmanterii i do domu.
Zrobiłam to najprościej jak się dało i efekt nas zadowolił. Oto postać Śmierci: 


Mam nadzieję, że to już koniec przedstawień. Albo przynajmniej, że następnym razem przebranie będzie można skomponować ze zwykłych, codziennych ubrań. ;)

4 lutego 2012

Wielki marsz

„Najdoskonalszą formą gry będzie taki show, w którym przegrywający zostanie zabity.” (s. 58) – to motto jednego z rozdziałów Wielkiego marszu (CIA-Books – Svaro, 1992) Stephena Kinga i jednocześnie streszczenie motywu wiodącego.
Grupa stu chłopców wyrusza w śmiertelną drogę, po której muszą maszerować w tempie co najmniej 4 mil na godzinę, do utraty sił. Nagroda jest dla zwycięzcy, a zwycięzca może być tylko jeden, pozostali są eliminowani przy pomocy broni palnej. Zaraz po rozpoczęciu marszu chłopcy unikają poznawania się, jednak wspólna nieprzerwana wędrówka i jej trudy mimowolnie zbliżają ich do siebie. Chociaż pomaganie innym jest działaniem przeciwko sobie, zdarzają się odruchy dobrego serca, podanie ręki, podtrzymanie na duchu, oddanie części prowiantu. Coraz trudniej wyobrazić sobie odejście tych, którzy idą najbliżej, z którymi dobrze się rozmawia. Wbrew własnemu interesowi, dyktowanemu przez rozsądek, więź została zaciągnięta. Początkowo chłopcy przeżywają każdą śmierć, analizują jej dramatyzm, ale z czasem obojętnieją ze zmęczenia, omijają tylko leżące zwłoki, niekiedy zauważają drobne szczegóły przy zabitym, medalik w dłoni, stłuczone okulary, opuszczone spodnie, otwarte niewidzące oczy. „To właśnie tak wygląda [...], głuchnie się, ślepnie i zostaje tylko droga. Droga fascynuje, przyciąga, zasłania świat. Idzie się po niej jak po linie prowadzącej do bezdennej otchłani.” (s. 87)
Co skłoniło tych szesnasto-, siedemnastoletnich chłopców do udziału w marszu? Czy pieniądze, nawet duże, są warte śmierci dziewięćdziesięciu dziewięciu towarzyszy bólu, udręki, upokorzenia, krańcowego wyczerpania? Dlaczego dopiero po kilkunastu godzinach pojawia się refleksja: „Jak to się stało, że w to wdepnąłem? [...] Czemu nie zostałem w domu?” (s. 86) Jakie są ich motywy? Czy to tylko niechęć do życia, przywoływanie śmierci, poczucie odrzucenia przez najbliższych skłoniły ich do tej skomplikowanej formy popełnienia samobójstwa?
Czym jest wielki marsz? Może hołdem złożonym tym wszystkim, którzy w czasie wielu wojen musieli maszerować setki kilometrów, pilnowani i zabijani przez wrogich żołnierzy, padający z wyczerpania, głodu, chłodu i nienawiści.
King nie jest pisarzem piszącym pięknie, ale umie wstrząsnąć czytelnikiem, pobudzić do myślenia, nie pozwala przejść obojętnie. Każe spojrzeć na człowieka w całej jego gamie dobra, zła i odcieni pośrednich, pokazuje okrucieństwo i bezsensoną śmierć na tle przyjaźni, współczucia, braterstwa i litości, pokazuje siłę i słabość jednocześnie tkwiące w ludziach. Pokazuje człowieczeństwo w godzinie próby.
(Ocena: 5/6)

2 lutego 2012

Ciasteczka z płatków owsianych

Mało słodka przegryzka z dużą ilością drobnych dodatków. Kruchutkie, delikatne ciasteczka można nawet uznać za zdrowe ze względu na zbożowo-bakaliowe dodatki. ;)


składniki:
● 1 szklanka płatków owsianych
● 8 dag miękkiego masła
● 1/3 szklanki cukru pudru
● 2/5 szklanki mąki pszennej
● 1/2 szklanki bakalii (płatki migdałów, posiekane orzechy, pestki słonecznika lub inne)
● 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
● 1/2 łyżeczki cynamonu

sposób przygotowania:
1. Płatki zrumienić na suchej patelni, ostudzić, wymieszać z bakaliami.


2. Utrzeć masło z cukrem. Dodać mąkę wymieszaną z sodą i cynamonem, wymieszać. Wsypać płatki z bakaliami, wymieszać na jednolitą masę. Masa wychodzi dosyć sucha, ale powinna dać się formować w dłoniach. Jeśli formowanie jest utrudnione, można dodać kilka łyżek mleka lub śmietanki.
3. Wykładać na pergamin uformowane małe porcje ciasta.


4. Piec w temperaturze 190-200°C kilkanaście minut, do lekkiego zrumienienia. Zostawić do przestudzenia na blaszce.

Podana ilość jest dobra tylko na spróbowanie, zwykle robię z wielokrotności, co najmniej razy dwa. Smacznego! :)


[szklanka to 250 ml, masło zawsze extra, natomiast mąka, jeśli nie zaznaczyłam inaczej, to szymanowska typ 480]

1 lutego 2012

Czarno widzę

Jesienią, po konsultacjach na forum Maranty, kupiłam kilogram czarnej włóczki Shetland Yarnart (to znaczy mąż kupił po wskazaniu tejże kursorem). Pora może mało odpowiednia na dłubanie z czarnego, bo światło słabe, ale potrzeba taka była, żeby coś ciepłego na zimę wydziergać dla mojej kochanej teściowej. Miała być kamizelka, zupełnie prosta, bez udziwnień. Powstała taka:

Wzór bardzo prosty, na bazie ryżu:
1. 1 o.p., 1 o.l. - powtarzać
2. tak, jak schodzi z drutu
3. i 4. wszystkie prawe
Powtarzać rzędy 1-4.
Plisa wzorem francuskim robiona od razu, wykończenie wokół ramion też francuskim (zdecydowanie nie lubię nabierania oczek, zaraz po zszywaniu to najgorsza część roboty).

Na kamizelę poszła połowa włóczki (dobra jest, wydajna), więc trzeba było zagospodarować resztę. Wymyśliłam, że zrobię sweterek dla siebie, ale żeby już nie trzeba było zszywać to użyłam sposobu od góry. Pozostały mi wprawdzie do nabierania oczka na plisę, ale wobec rezygnacji ze zszywania to już dało się przeżyć. Sweter wyszedł tak:

Wzór też łatwy do zapamiętania:
Liczba oczek podzielna przez 6 +4.
1. powtarzać na zmianę: 4 o.p., 2 o.l., na końcu 4 o.p.
2.-6. robić tak, jak oczka schodzą z drutu
7. powtarzać na zmianę: 4 o.l., 2 o.p., na końcu 4 o.l.
8. robić tak, jak oczka schodzą z drutu
Powtarzać rzędy 1-8.
Żeby nie było za dużo tych schodków, rękawy zrobiłam gładkie, tylko na końcu dając częściowe powtórzenie wzoru. Plisa zrobiona jest lekko zmodyfikowanym wzorem głównym.

Na razie zdjęcia tylko na płasko (kamizelę trochę krzywo ułożyłam), jak wróci mój nadworny fotograf z aparatem to będą też na ludziach. :)

31 stycznia 2012

styczeń 2012 – podsumowanie

Bardzo dobry czytelniczo miesiąc. Aż cztery razy postawiłam 5,5 i to w większości książkom dla młodzieży. Sporo też jest piątek. Niestety trafiła się jedynka i dwójka, co rzadko się zdarza. Pełna lista przeczytanych książek jest po prawej, w zakładce „przeczytane w 2012”. Część doczekała się oddzielnych recenzji, a tu pokrótce omawiam pozostałe tytuły.

● ● ●

Ryszard Kapuściński, Rwący nurt historii
Świetne, jak zawsze u Kapuścińskiego, podsumowanie tendencji rozwoju poszczególnych regionów świata. Autor opisuje różnice między kontynentami, religiami, kulturami i przejawami cywilizacji, omawia zalety i wady rozwoju technologicznego, globalizacji, walki z terroryzmem, dominacji cywilizacji zachodniej i prognozy rozwoju państw basenu Oceanu Spokojnego.
(Ocena: 5/6)

Terry Pratchett, W północ się odzieję
Kolejne spotkanie z Tiffany Obolałą, już prawie szesnastoletnią. Tym razem Tiffany udaje się do Ankh-Morpork, by w tym nieznanym sobie świecie odnaleźć syna zmarłego barona. Za nią podąża bezoczny, śmierdzący cień. Czarownica musi zmierzyć się z obudzonym wcześniej, aroganckim złem.
Jak zwykle u Pratchetta dużo humoru i dużo mądrości przemyconej w niby lekkiej formie. Większość zdań to perełki godne cytowania. Tylko dlaczego podczas czytania uparcie nasuwały mi się skojarzenia z Czarnoksiężnikiem z Archipelagu?
Ciągle jednak zgrzyta mi nazwa Nac Mac Feeglowie, znacznie bardziej podoba mi się Fik Mik Figle.
(Ocena: 5/6)

Kilka cytatów (Prószyński i S-ka, 2011):
„Trucizna trafia tam, gdzie trucizna jest przyjmowana.” (s. 140)

„Przeszłość trzeba pamiętać. Jeśli nie wiesz, skąd przychodzisz, to nie wiesz, gdzie jesteś, a jeśli nie wiesz, gdzie jesteś, to nie wiesz, dokąd zmierzasz.” (s. 160)

„A przecież ja wiem, że nie zrobiłam nic złego. Ale... czy naprawdę? Oglądam swoje życie tylko od wewnątrz, a przypuszczam, że wewnątrz siebie nikt nigdy nie robi nic złego.” (s. 163)

„Nauka polega na odkrywaniu, kim kto jest, gdzie jest i na czym stoi, w czym jest dobry i co leży za horyzontem, i w ogóle wszystkiego. Na szukaniu miejsca, gdzie człowiek będzie pasował.” (s. 287)

„Każdy krok jest pierwszym krokiem, jeśli prowadzi we właściwym kierunku.” (s. 290)

Santa Montefiore, Spotkamy się pod drzewem ombu
Argentyńska telenowela – fabuła kręci się wokół tego, kto kogo kocha i komu przeszkadza w miłości. Dla wielbicieli tasiemcowych seriali. Wytrzymałam może 1/4 książki licząc, że zacznie się dziać coś ciekawego, ale dłużej nie dałam rady. Tej autorce dziękujemy.
(Ocena: 1/6)

Mariusz Szczygieł, Zrób sobie raj
Bardzo dobre reportaże o naszych południowych sąsiadach. Szczygieł potrafi zajmująco opisać życie i mentalność Czechów. Sporo jest o stosunku do wiary i religii, zwyczajach związanych z religią, np. o pogrzebach, można też zapoznać się z genezą takiego stosunku Czechów do kościołów. Zrób sobie raj jest dla mnie lepszy i ciekawszy od Gottlandu.
(Ocena: 5/6)

Rafał Kosik, Felix, Net i Nika oraz Świat Zero
Kolejny tom świetnej serii dla młodzieży o trójce przyjaciół ustawicznie wpadających w tarapaty. Tym razem wpadli w Pierścień, znany z Teoretycznie Możliwej Katastrofy, a zbudowany w celach eksperymentalnych w Instytucie Badań Nadzwyczajnych.
Powieść bardzo dobra, trzymająca w napięciu, błyskotliwa i pełna humoru, ale te błędy... Dlaczego młodzież musi się tu nauczyć takich kwiatków, jak ten, że kobieta i mężczyzna to „obaj”? Panie Kosik, bardzo proszę... Takie wpadki nie pozwalają mi ocenić dzieła wyżej, nawet jeśli treść na to zasługuje.
(Ocena: 5,5/6)

Kathryn Stockett, Służące
Świetna powieść o amerykańskim Południu lat sześćdziesiątych XX wieku. Jackson w stanie Mississippi to miasto pełne uprzedzeń rasowych i trudnych relacji między czarnymi i białymi mieszkańcami. Narracja prowadzona jest zamiennie przez dwie czarnoskóre służące i jedną młodą białą kobietę, które po długich rozterkach podejmują decyzję opisania swoich doświadczeń. Ta decyzja zmieni życie wszystkich zainteresowanych.
(Ocena: 5,5/6)

Axel Munthe, Księga o ludziach i zwierzętach
Urokliwe opowiadania miłośnika wszystkiego, co żywe i piękne; zachwyt nad życiem, zwierzętami, krajobrazami, muzyką, całym pięknem świata; troska o zachowanie tego, co wartościowe na zewnątrz i wewnątrz człowieka. Bardzo sympatyczna lektura dla każdego, komu nie jest obojętny los świata.
(Ocena: 4/6)

Truman Capote, Miriam (powtórka)
Cztery krótkie opowiadania, których tematem przewodnim są dzieci i sny. To zupełnie inny Capote niż z Z zimną krwią, ciepły, a jednocześnie trochę niesamowity.
(Ocena: 4/6)

Jerzy Marian Mech, W blasku szpady
Polska za czasów Sobieskiego. Samowola i warcholstwo, dzielenie kraju między magnatów: kto silniejszy, ten urwie większy kawałek. Pościgi, pojedynki, tajne rokowania, machanie szabelką, panowie i słudzy, czarownice i samowolni inkwizytorzy, miłość i namiętność. Niezła powieść dla młodzieży, ale nic więcej. Zakończenie sugeruje, że będzie ciąg dalszy – ktoś coś wie?
Fabuła skojarzyła mi się z powieściami Hena o starościcu Wolskim.
(Ocena: 4/6)

Nadżib Mahfūz, Rozmowy nad Nilem
Zdecydowanie mało ciekawa powieść. Gadanie, palenie haszyszu, gadanie, wstawki z przemyśleniami egzystencjalnymi, palenie haszyszu, gadanie – i tak przez większą część książki. A czytelnik czeka, aż coś się zacznie dziać. Czeka z coraz mniejszą nadzieją, że będzie ciekawie. Doczytałam tylko dlatego, że to Mahfūz, chociaż nie było warto.
(Ocena: 3/6)

Anatolij Pristawkin, Nocowała ongi chmurka złota
Druga wojna światowa to dla rosyjskich sierot czas głodu i chłodu, tułaczki i strachu. Historia braci bliźniaków jest wstrząsająca nawet bez grasujących wokół partyzantów. Ale i w tak trudnym życiu chłopcy trafiają na życzliwych ludzi, którzy potrafią podzielić się chlebem i miłością.
Ostatnio każda powieść rosyjskiego pisarza, jaką czytam, jest przygnębiająca, epatuje biedą i trudami życia. Czy poleci mi ktoś coś bardziej optymistycznego?
(Ocena: 5/6)

Aleksander Minkowski, Szaleństwo Majki Skowron
Niezła powieść o sprawach ważnych dla młodzieży, relacja z rodzicami, wzajemnym poszanowaniu dla swoich wyborów, szacunku i wierze w słuszność decyzji. O dojrzewaniu i dojrzałości do dzielenia się najbliższymi. Nie wiem, dlaczego ominęła mnie ta powieść w młodości, kojarzę tylko film, a i to mgliście.
(Ocena: 4/6)

Robert Muchamore, Sekta
Bardzo dobra powieść sensacyjna dla młodzieży. I kolejne, po Flanaganie, spotkanie z organizacją bazującą na naiwności wierzących i wykorzystującą ich do swoich celów. Młodociani agenci muszą dokonać rozpoznania wewnątrz sekty i zdobyć dowody powiązania jej z organizacją terrorystyczną. Do akcji wkracza James z Laurą i Daną. Powieść trzyma w napięciu od pierwszej strony.
(Ocena: 5,5/6)

Andrzej Pilipiuk, Czarownik Iwanow
Jakoś wyjątkowo nie leży mi postać Jakuba Wędrowycza. A w kolejce czeka jeszcze jedna powieść z tego cyklu – czytać albo nie czytać, oto jest pytanie.
(Ocena: 3/6)

A.A. Milne, Dwoje ludzi
Dość przyjemna książka autora Kubusia Puchatka. Fabuła nie jest porywająca, ale z powieści tchnie spokój i radość życia na wsi, wśród natury, w przeciwieństwie do chaosu egzystencji miejskiej. Czytelnik może też się delektować delikatnym, niewymuszonym humorem i inteligencją głównego bohatera, którego nie zdołała zepsuć nieoczekiwana sława autora bestselleru.
(Ocena: 4/6)

Jeffrey Archer, Sprawa honoru
Całkiem przyzwoita powieść szpiegowsko-sensacyjna ze wskazaniem na sensacyjność. I to mi właśnie nie pasuje, bo kryminałów i sensacji mam dość od kilkunastu lat, kiedy to nastąpił przesyt powtarzalnymi fabułami, wolę elementy szpiegowskie (chyba muszę powtórzyć sobie coś Grahama Greene’a, on ładnie pisał o tych tajemnicach i podwójnych agentach). Niemniej powieść napisana sprawnie i z werwą, mimo dość długiego zawiązywania się akcji. Dla amatorów na pewno przyjemna rozrywka.
(Ocena: 4/6)

Rick Riordan, Morze Potworów
Kolejna powieść dla młodzieży, z kolejnego cyklu czytanego razem z córką.
Riordan miał dość oryginalny pomysł umieszczając greckich bogów w Nowym Jorku i każąc im działać wśród ludzi nieprzerwanie od trzech tysięcy lat. Jestem już jednak nieco znudzona młodocianymi herosami, czarodziejami czy innymi wybawcami ludzkości, z narażeniem życia i przy użyciu magii bądź nadzwyczajnych przedmiotów ratujących przyjaciół, szkołę, rodzinę czy ogólnie cywilizację, w jakiej żyjemy. Ale dzieciakom się podoba i o to chodzi, nieprawdaż?
(Ocena: 4,5/6)

I mały cytat (Wydawnictwo Galeria Książki, 2009):
„Potwory nigdy nie umierają. Powstają na nowo z chaosu i barbarzyństwa, które zawsze kotłują się pod powierzchnią cywilizacji [...]. Trzeba je w kółko pokonywać albo utrzymywać na odległość.” (s. 250)
● ● ●

Realizacja projektów:
Nobliści – 2 (White,  Mahfūz)
Z półki – 4 
W sumie (w miesiącu/w roku): 29/29

30 stycznia 2012

Konfitura cytrusowa

Póki są jeszcze ładne cytrusy, trzeba się zabrać za zrobienie małego zapasu konfitury. Przepis podała dawno temu na Mniamie Magda z Mediolanu, z nieco innymi proporcjami, ale po wielokrotnym robieniu ustaliłam, jaka ilość cukru i wody najbardziej mi odpowiada.

Na konfiturę będą potrzebne:
● 1 grapefruit
● 1 pomarańcza
● 1 cytryna
● 1-1,2 kg cukru
(u MzM 1,5 kg)
● 1 l wody
(u MzM 2,2 l)

1. Owoce bardzo dokładnie wyszorować, sparzyć i pokroić w kostkę, nie za małą, nie za dużą, jaką kto lubi. Zasypać cukrem, zalać wodą, pomieszać nieco i odstawić na noc.
2. Gotować na niezbyt dużym ogniu do uzyskania pożądanej konsystencji, tzn. gdy kropla kapnięta na zimny talerzyk zastyga ładnie. Trzeba uważać, żeby nie przepalić konfitury, bo nabierze niezbyt przyjemnego aromatu i zrobi się mocno ciemna.
3. Gotową konfiturę przełożyć do wyparzonych słoiczków, zakręcić dokładnie i włożyć pod kocyk, żeby powolutku ostygła.
4. Zajadać z czym kto lubi – dla mnie najlepsza jest z chałką domowej roboty. Smacznego!


28 stycznia 2012

Wybraniec, posłaniec, mściciel

Najpierw była Złodziejka książek. To znaczy napisana była później, ale przeczytałam ją jako pierwszą. Bardzo dobra, dająca do myślenia, niepozostawiająca czytelnika obojętnym. Sięgnęłam więc po kolejną powieść Markusa Zusaka.
Posłaniec (Nasza Księgarnia, 2009) to dziwna powieść. Narracja pierwszoosobowa, prowadzona krótkimi, jakby poszarpanymi zdaniami – irytujący sposób. Fabuła początkowo wydaje się też jakby porwana, dopiero z czasem coś się klaruje, zawiązuje, jakby wyjaśnia. Jednocześnie pociąga i odpycha, intryguje i odrzuca, zaciekawia i nie podoba się. Ale czytam dalej. Dlatego lub pomimo to.
Zakompleksiony dziewiętnastolatek, dotąd zajęty głównie spędzaniem czasu na grze w karty z kumplami i myślami o seksie z dziewczyną, której nie może mieć, przypadkiem udaremnia napad na bank. Staje się chwilowym bohaterem brukowców. Zaczyna dostawać zadania do wykonania. Na kartach do gry przychodzą adresy – pod każdym jest coś do zrobienia. Albo enigmatyczne polecenia poparte groźbami. Lub też nazwiska pisarzy czy tytuły filmów, które łączy jakiś klucz.
Problemem Eda jest to, że za dużo myśli. Zbyt często się zastanawia. Za długo zwleka z działaniem. To nie wychodzi mu na dobre. Ma wątpliwości, które dusi w sobie. To opóźnia działanie. To cały Ed, tylko Ed. Ale Ed zmienia się pod wpływem wykonywanych zadań. Staje się kimś. Wydaje się bardziej odległy. Obcy, ale lepszy. Pozostawił swój ślad w świecie. Zyskał poczucie celu.
Ostatecznie oceniłam powieść wysoko. Przyzwyczaiłam się do dziwnego stylu i zaczęła mi się podobać. Pod irytującą początkowo narracją kryje się sporo tematów do przemyśleń. Warto sięgnąć i spróbować, trzeba tylko wytrzymać kilkadziesiąt początkowych stron.
(Ocena: 5/6)

● ● ●

„Czy naprawdę pozwalamy innym, by nas poznali?” (s. 122)

„Wielkie rzeczy to zazwyczaj drobiazgi, które zostały zauważone.” (s. 212)

„Tradycja może być brzydkim słowem, zwłaszcza w okolicach Bożego Narodzenia.
Rodziny z całego świata spotykają się przy stole i radują swoim towarzystwem przez jakieś kilka minut. Przez godzinę się tolerują. Później już z trudem znoszą swoją obecność.” (s. 271)