5 lutego 2012

Płaszcz Śmierci

Zacznę od tego, że nie lubię szyć. Mimo że nawet nienajgorzej mi to wychodzi. Jakoś ta kłująca igła wyraźnie nie leży w mojej łapce. A dziecię miało odegrać rolę Śmierci w szkolnym przedstawieniu. W przedszkolu co chwila były jakieś przebieranki i trzeba było dziecku zapewnić ubiór, potem w pierwszych latach podstawówki córka należała do kółka teatralnego myślałam, że jako młodsza młodzież ma już z głowy udział w scenowych szrankach. A tu niespodzianka znowu potrzebny strój. Udałyśmy się z Aguti do wypożyczalni, bowiem naiwnie sądziłam, że coś dopasujemy. Potem poszłyśmy do sklepu (na Ducha), gdzie bardzo miłe panie doradziły, jaką płachtę czarnej materii kupić i jak szyć, żeby było najprościej. Wymieniłyśmy też uwagi, kto co najbardziej lubi robić tu byłyśmy osamotnione w miłości do szydła i drutów, bo panie wolały szycie. Ale nic to. Jeszcze czarna tasiemka w pasmanterii i do domu.
Zrobiłam to najprościej jak się dało i efekt nas zadowolił. Oto postać Śmierci: 


Mam nadzieję, że to już koniec przedstawień. Albo przynajmniej, że następnym razem przebranie będzie można skomponować ze zwykłych, codziennych ubrań. ;)

2 komentarze:

  1. Witaj!Wpadłam z rewizytą.Peleryna robi piorunujące wrażenie-jest super!!!Pozdrawiam cieplutko w te mrozy:)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi kiedyś dziecko śmiercią było , i tez coś podobnego tworzyłam , tylko u nas jeszcze był kij od miotły owinięty srebrna folia spożywczą z takim samym błyszczącym kosiskiem:D

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz dotyczący posta.
Proszę o nieskładanie mi życzeń świątecznych, bo świąt nie obchodzę, a inne uwagi najlepiej kierować na podanego maila, pocztę sprawdzam każdego dnia. Dziękuję! :)