28 lutego 2012

Zło wciąż się pleni


Maryse Condé
Ja, Tituba, czarownica z Salem
WAB, 2007

Tituba żyła spokojnie na uboczu, w skleconej przez siebie chatce, korzystając z wiedzy o ziołach, lecząc ludzi, pomagając w miarę swoich umiejętności. Do dnia, w którym poznała Johna Indiena i postanowiła się z nim związać, kosztem własnej wolności. Zauroczenie i namiętność spowodowały, że wkroczyła na równię pochyłą. Tituba w chwili zamieszkania z Johnem jeszcze tego nie wie, ale czytelnik, czerpiąc z innych lektur, jest świadomy jej przyszłego losu, tak jak znają go duchy przodkiń czarnoskórej „czarownicy”.
Wyjazd z rodzinnego Barbadosu z rodziną wielebnego Samuela Parrisa dał jej okazję do poznania świata, o jakiego istnieniu wcześniej nie wiedziała, świata chrześcijan w jego skrajnej odmianie – purytańskiej. Na plan pierwszy wysuwały się w oczach Tituby uciążliwe cechy tej społeczności: ignorancja, nadmierna surowość wychowania przez zastraszanie i pomniejszanie wartości człowieka, przenoszenie winy ze sprawcy na ofiarę, obłuda, mściwość, małostkowość (drażniło mnie to już wcześniej podczas czytania Szkarłatnej litery Hawthorne’a) – Maryse Condé opisuje purytan w bardzo obrazowy sposób, ciekawie i wciągająco.
Coś lub ktoś sprawia, że córka Parrisa zaczyna odgrywać nawiedzoną przez szatana. Gdy dołączają do niej inne dziewczynki, zabawa w opętanie przeradza się w niedającą się powstrzymać lawinę oskarżeń o czary, igranie z ogniem przynosi krwawy plon – proces musi się odbyć, skazani muszą ponieść karę. Ale przesłanie jest jasne: niech świadectwo udręczonych kobiet, mężczyzn i dzieci, zakuwanych w kajdany, torturowanych i katowanych, będzie miarą człowieczeństwa ich sędziów. Jakimż cierpieniem jest okupiona przynależność „do rzeszy wykorzystywanych, upokarzanych, do tych, którym narzuca się nazwisko, język, wierzenia, ach, co za męka!” (s. 191). Czy życie w takim społeczeństwie rzeczywiście jest darem?
W tej niewielkiej objętościowo powieści Maryse Condé poruszyła wiele ciągle aktualnych problemów, z których najważniejszymi zdają się być różnice w traktowaniu ludzi różnych płci, kolorów skóry czy wyznań. Zaślepienie przedstawicieli społeczeństwa siedemnastowiecznego, ich uporczywe i dosłowne opieranie się na narzędziach udostępnianych przez religię, egoistyczne wykorzystywanie tych narzędzi do prześladowania bliźnich, zatruwanie im życia i uśmiercanie w imię poronionych idei tak naprawdę przecież nie ustało, ciągle trwa, jeszcze teraz, w XXI wieku. Czy powieść o Titubie może coś zmienić? Czy spełni się marzenie bohaterki: „Życzę przyszłym pokoleniom, aby żyły w czasach, gdy państwo będzie opiekuńcze i będzie się starało zapewnić dobrobyt swoim obywatelom.” (s. 188)?
(Ocena: 4,5/6)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz dotyczący posta.
Proszę o nieskładanie mi życzeń świątecznych, bo świąt nie obchodzę, a inne uwagi najlepiej kierować na podanego maila, pocztę sprawdzam każdego dnia. Dziękuję! :)