31 marca 2012

marzec 2012 – podsumowanie

W lutym odpoczęłam od aktywności czytelniczej, więc w marcu przyszła pora podciągnąć zaległości. Zaraz na początku miesiąca udało mi się wypożyczyć w bibliotece pięć książek, z czego aż cztery były częściami cykli, tak jakoś nierozsądnie wpadły mi w ręce wszystkie razem. ;) Jedna powieść była nawet drugą częścią trylogii, o czym nie pamiętałam na czas, ale na szczęście pierwszy tom zmagania się Dicka z tematyką religijną miałam własny – zaczęłam tedy miesiąc z Valisem.
Jak zwykle lista przeczytanych książek, uzupełniana na bieżąco, jest po prawej, w zakładce „przeczytane w 2012”. Część doczekała się oddzielnych recenzji, a tu pokrótce omawiam pozostałe tytuły.

● ● ●

Philip K. Dick, Valis
(Ocena: 4/6)

Philip K. Dick, Boża inwazja
(Ocena: 4/6)

Patrick White, Wóz ognisty
Patrick White zdążył mnie już przyzwyczaić do solidnego pisarstwa – nie zawiodłam się również na kolejnej jego powieści. Tym razem miejsce akcji rozciąga się od Australii po Europę, a czas obejmuje okres przed, w trakcie i po II wojnie światowej. Dostajemy znów soczysty obraz społeczeństwa, na które składają się potomkowie kolonizatorów, imigranci i tubylcy, niektórzy obarczeni dużym bagażem doświadczeń, jak Żyd, który przeżywszy cudem holokaust znajduje dopełnienie swojego losu na antypodach, czy Aborygen próbujący dopasować się do warunków życia ustanowionych przez najeźdźców. Ścierają się tu namiętności, dochodzą do głosu uprzedzenia rasowe czy wyznaniowe. Wiele jest nawiązań do dziedzictwa kulturowego białego człowieka, z tytułowym wozem ognistym na czele (Biblia, Księga Ezechiela).
(Ocena: 4,5/6)
„Między Bachem a Hitlerem coś się zepsuło w państwie niemieckim.”

Stephen King, Roland
(Ocena: 4,5/6)

Antoine B. Daniel, Cień pumy
Szesnasty wiek, Ameryka Południowa, kraj Inków, konkwistadorzy. Niby jest wszystko, co powinna zawierać ciekawa powieść historyczna: walka o władzę, nieznany najeźdźca, miłość i nienawiść. Ale jakieś to takie mało wciągające. Zbyt często mój wzrok kierował się ku numerom stron, niecierpliwiłam się, chciałam mieć z głowy. Można przeczytać, ale właściwie nie ma po co. No chyba że ktoś łaknie literatury o tym mało opisanym z punktu widzenia Inków okresie.
(Ocena: 3,5/6)

Helen Oyeyemi, Mała Ikar
Napisana przez gimnazjalistkę powieść o szukaniu swojego miejsca w kulturze, o rozdarciu między dwa środowiska, dwie rasy. Uderza erudycja i dojrzałość młodej autorki, umiejętność obserwacji, wyciągania wniosków i operowania słowem. Bardzo zachęcający debiut.
(Ocena: 5/6)
„Dwóch głodnych nie powinno się zaprzyjaźniać, bo pozjadają się nawzajem. A jak jeden jest głodny, a drugi syty, z przyjaźni też nic nie wyjdzie, bo ten głodny pożre sytego. [...] Tylko dwóch sytych może naprawdę stać się przyjaciółmi. Bo nie chcą od siebie nawzajem niczego innego prócz przyjaźni...” (s. 262)

Robert Muchamore, Bojownicy, Wpadka
Kolejne dwie części sensacyjnego cyklu dla młodzieży. W Bojownikach Muchamore zwraca uwagę młodych czytelników na problem zwierząt – hodowanych na mięso, używanych do badań laboratoryjnych i eksperymentów. Obrońcami udręczonych stworzeń mienią się różne grupy terrorystyczne, z których najwięcej ludzkich ofiar zbiera radykalna OWZ. Kyle, James i Laura mają przeniknąć w jej szeregi i zebrać dowody wystarczające do skazania winnych okaleczeń ludzi.
Wpadka natomiast ukazuje dwa zazębiające się problemy: skalę korupcji w wielkim przemyśle i polityce oraz współczesną formę niewolnictwa, czyli sprowadzanie dziewcząt z biedniejszych rejonów świata dla zaspokajania seksualnych potrzeb bogaczy. Obie sprawy toczą się równolegle, a główną rolę grają w nich James i Laura – oboje nieoczekiwanie zostają narażeni na duże niebezpieczeństwo.
Jak zawsze akcja trzyma w napięciu od pierwszych stron. Mimo że nie jest to literatura wybitna, warta jest jednak poznania ze względu na ważkie tematy, poruszane w każdym tomie. No i poza tym to niezła rozrywka dla miłośników sensacji i/lub książek młodzieżowych.
(Ocena: obie po 5/6)

Ryszard Kapuściński, Ten inny
Sześć krótkich wykładów o różnorodności rasowej i kulturowej naszego szeroko pojętego świata. Za mało, za pobieżnie – lepiej by to wyglądało dołączone do jakiejś większej całostki. Trochę szkoda.
(Ocena: 3,5/6)

Pearl Buck, Ukryty kwiat
Zwykle nie czytuję romansów i omijam szerokim łukiem nawet to, co się do tej kategorii zbliża. Jednak powieści Pearl Buck bardzo lubię i spodziewam się po nich więcej niż tylko powierzchniowej warstwy. Ukryty kwiat to jednak głównie opowieść o miłości, niespodziewanej i nagłej miłości między przedstawicielami dwóch kultur, dwóch krańcowo odmiennych stylów życia. Czy Josui i Allen zdołają pokonać przeciwności piętrzące się na drodze ku ich szczęściu? Czy przekonają rodziny do tak egzotycznego związku? I najważniejsze, czy zdołają się usamodzielnić psychicznie, poprzecinać pępowiny, dojrzeć do samodzielnego życia?
Ładnie napisana, ale mało optymistyczna powieść.
(Ocena: 4/6)

Jerzy Krzysztoń, Obłęd
Przejmujące, surowe studium schizofrenicznego obłędu, od pierwszych sygnałów obsesyjnego wrażenia czyjejś obserwacji, przez leczenie, aż po wyzdrowienie. Bardzo dobra, sugestywnie napisana powieść, wciągająca realizmem urojeń.
(Ocena: 5/6)

Jacqueline Carey, Strzała Kusziela
Ciężka, mało ciekawa powieść. Miało być interesująco: świat wzorowany na średniowiecznej Europie, głównie Francja i okolice, szpiegostwo połączone z prostytucją, techniki dedukcyjne w praktyce. Ale... Tak długo się to rozkręcało, aż mnie znużyło, zwłaszcza że o atrakcyjności miały chyba stanowić opisy sado-masochistycznych praktyk seksualnych – takie zdobywanie informacji „wywiadowczych” niespecjalnie wciąga. Nie doczytałam, mam książkę na zbyciu. :(
(Ocena: 3/6)

Maja Lidia Kossakowska, Żarna niebios
Doczytałam dwa opowiadania, których nie było w Obrońcach Królestwa. Poziom przyzwoity, całkiem interesujące kreacje, ale jakoś nie mogę zasmakować w anielim świecie, nie pociąga mnie – wolałam już wampiry Magdaleny Kozak, chociaż i za tymi tworami zasadniczo nie przepadam.
(Ocena: 4,5/6)

Stephen King, Powołanie trójki
(Ocena: 4,5/6)

Richard Feynman, „A co ciebie obchodzi, co myślą inni?”: Dalsze przypadki ciekawego człowieka
Druga część wspomnień Feynmana jest nieco mniej ciekawa niż pierwsza. Opowiada głównie o związku noblisty z pierwszą żoną i o pracach komisji badającej przyczynę katastrofy promu kosmicznego. Jest w niej jednak znany nam już humor Feynmana, jego interesujące skojarzenia i przejawy intuicji, patrzenie na świat z ciekawością i dociekliwością, które prowadzą do odkrywania mechanizmów rządzących naturą.
(Ocena: 4,5/6)

● ● ●

Realizacja projektów:
Nobliści – 2 (White, Buck)
Z półki – 3 (razem: 10/16)
Wyczekane – 3 (Valis, Roland, Powołanie trójki)
W sumie (w miesiącu/w roku): 15/54

30 marca 2012

Mroczna Wieża. Powołanie trójki

Kończąc pierwszą część Mrocznej Wieży Stephena Kinga czułam, że ciąg dalszy mi się spodoba. Wprawdzie w drugim tomie jest spora doza sensacji, czyli teoretycznie to, za czym nie przepadam, ale podana tak wartko i ciekawie, że Powołanie trójki pochłonęłam.
Powieść rozpoczyna się kilka godzin po wydarzeniach opisanych w Rolandzie. Bohater, według wróżby z tarota, ma spotkać trzy postacie: Więźnia, Władczynię Mroku i Śmierć, które pomogą mu w dotarciu do Mrocznej Wieży. Te postacie żyją swoimi sprawami w rzeczywistości dwudziestego wieku, w Nowym Jorku, a dostać się do nich można przez drzwi umiejscowione wprost na plaży. Żeby nie było tak prosto: na Rolanda czyhają niebezpieczeństwa i po jednej, i po drugiej stronie każdego przejścia – na plaży homaropodobne potwory o stalowych szczękach, a w Nowym Jorku nowa i nieznana rzeczywistość pełna narkomanów, działaczy murzyńskich, złodziei i morderców, czyli niespodzianki „świata, który nie poszedł naprzód”. Konieczność pokonania kolejnego trudnego etapu drogi i dobrania towarzyszy wyzwala w Rolandzie nadludzkie siły, niezbędne ostatniemu rewolwerowcowi w dotarciu do celu.
W Powołaniu trójki mniej jest surrealistycznego klimatu tchnącego z Rolanda, a więcej znanej nam z książek i filmów dwudziestowiecznej brudnej codzienności. Mniej mrocznej atmosfery malowanej słowem, a więcej realizmu, niezbyt pięknego, ale bardzo sugestywnego. Nie czuje się tu dłużyzn, co często zarzuca się Kingowi, a ciekawość czytelnika jest potęgowana z każdymi napotkanymi drzwiami. I nie przeszkadza nawet świadomość, że w tym tomie Roland może przebyć tylko niewielki kawałek drogi, że jest to odcinek dosyć statyczny, jeśli rozpatruje się całość cyklu, ot, plaża, homaropotwory i trzy wstawki pobudzające produkcję adrenaliny (no może dwie, bo przejście Odetty nie było aż tak emocjonujące, w przeciwieństwie do jej późniejszych odjazdów na plaży). I tylko sprawa Jake’a i paradoksu czasowego mnie męczy, bo jeśli Mort nie popchnął go pod koła samochodu i Jake nie umarł to dlaczego Roland pamięta go ze swojego czasu? I jak przeszedł długą drogę przed spotkaniem z Walterem, skoro chłopiec tak bardzo mu w niej pomógł? (Już czytam następny tom i wiem, jak King poradził sobie ze sprawą Jake’a.)
Podobno kolejne części mają być ciekawsze, więc, nie tracąc czasu, zaczynam Ziemie jałowe.
(Ocena: 5/6)

25 marca 2012

Talarki z cukinii

Zamiast chipsów, popcornu czy innej takiej niezbyt zdrowej przegryzki można szybko i łatwo zrobić talarki z cukinii. Z zewnątrz chrupiące, w środku soczyste są doskonałą, lekką przekąską.

składniki:
młoda cukinia
mąka do obtoczenia
olej do smażenia
sól lub ulubione zioła, np. czubryca










sposób przygotowania:
1. Cukinię umyć, w razie potrzeby obrać, pokroić na plastry grubości około pół centymetra, obtoczyć w mące.
2. Smażyć krótko na oleju, na dobrze rozgrzanej patelni, z obu stron do uzyskania złotego koloru. Po przewróceniu na drugą stronę posolić odrobinę albo posypać ziołami.

Podawać jako samodzielną przegryzkę albo jako dodatek do dań mięsnych. Smacznego!

24 marca 2012

Grzybek

Ostatnio częściej wracam do kuchni, jednak sił wystarcza tylko na proste potrawy. Dzisiaj też zamieszczam przepis na łatwą, szybką przekąskę. Grzybek to nazwa funkcjonująca w mazowieckiem, w innych rejonach określa się tak rodzaj omletu. Nie wiem, skąd pochodzi przepis, bo jest tak stary, że jego rodowód zaginął w niepamięci mych przodków.

składniki: 
2 jajka
1/2-3/4 szklanki mąki pszennej
łyżeczka masła
sól, ewentualnie słodka papryka w proszku








sposób przygotowania:
1. Jajka roztrzepać, wsypać mąkę (ilość mąki zależna od wielkości jajek) i sól, wymieszać bardzo dokładnie. Ciasto powinno być dość gęste.
2. Na rozgrzane na patelni masło wyłożyć ciasto, smażyć chwilę, przewrócić. Rozdrobnić łopatką albo nożem na małe kawałki. Mieszając smażyć, a właściwie suszyć, na złoty kolor. I gotowe.

Grzybek świetnie smakuje popijany mlekiem albo kakao. Można go pogryzać zamiast chipsów, jest dobry i mało kaloryczny.

18 marca 2012

Wodne rogaliki

Miłe wspomnienie z dzieciństwa, czyli przepis z rodzinnego archiwum. Znany i lubiany przez wielu znajomych i nieznajomych też. Rogaliki są bardzo łatwe do zrobienia i mało czasochłonne – zdążymy zrobić nawet w półtorej godziny.

składniki:
rozczyn:
25 g drożdży
1-2 łyżki kwaśnej śmietany (18%) albo nawet mleka
1 łyżeczka cukru

1 i 2/3 szklanki mąki (25 dag)
1-2 łyżki drobnego cukru
1 łyżka cukru waniliowego
szczypta soli
10 dag masła
1 jajo

gęsta kwaskowa marmolada lub dżem

sposób przygotowania:
1. Drożdże rozetrzeć z cukrem i śmietaną. Odstawić do podwojenia objętości.
2. Mąkę wymieszać z cukrami i solą, posiekać z masłem, dodać jajko i rozczyn. Ciasto wyrobić, uformować z niego kulę, włożyć do miski z zimną wodą, odczekać, aż wypłynie (20-40 minut).
3. Wyrobić ciasto powtórnie, w razie potrzeby podsypać mąką, ale ostrożnie, nie za dużo. 
4. Ciasto podzielić na dwie części. Każdą część rozwałkować cienko w kształt koła (można podsypać odrobiną mąki). Każde koło pociąć na 12 części, kłaść po pół łyżeczki marmolady na grubszym końcu, zawijać rogaliki: zrolować zaczynając od szerszego końca, wygiąć rogi. (Lepiej nie kłaść za dużo marmolady, bo będzie uciekać w czasie zwijania albo podczas pieczenia.)


5. Piec na papierze do pieczenia 20-25 minut w temperaturze 190°C.

Jeszcze ciepłe rogaliki można posypać cukrem pudrem albo, po ostygnięciu, polukrować.


Smacznego!

16 marca 2012

Kolejny ślimak

Miała powstać czapka do kompletu z mitenkami. Nowa, o innym wzorze, ale dziecię moje, pardon – młodzież moja zażyczyła sobie ślimakową. Pohamowałam więc nowatorskie zapędy i machnęłam znany już wzorek. Mam nadzieję, że będzie się dobrze nosić, chociaż nie wiem, czy długo posłuży jeszcze tej zimy/wiosny.


Włóczka Pearl Inter-Fox (285 m w 100 g), druty 4. Została mi jeszcze większość jednego motka, może jakiś szaliczek zrobię...

15 marca 2012

Dżem z suszonych moreli

Zachciało mi się dżemu z suszonych moreli. Poszukałam w necie, ale żaden przepis mnie nie zachwycił, więc wymyśliłam sobie własną wersję. Delikatny w smaku, pyszny dżem o przepięknym kolorze powstaje z bardzo prostych składników:
200 g ładnych suszonych moreli
szklanka cukru (lub nieco mniej, jeśli morele są dość słodkie)
2 jabłka (ok. 35-40 dag obranych owoców)
sok z jednej cytryny

sposób przygotowania:
1. Morele zalać gorącą wodą w takiej ilości, żeby się w niej schowały. Odstawić do napęcznienia na 2-3 godziny.
2. Gotować morele w wodzie, w której się moczyły, aż zaczną się rozdzielać na połówki (można im trochę pomóc nożem). W razie potrzeby dolać nieco wody.
3. Wsypać cukier i gotować do chwili, gdy część będzie już rozciapana.
4. Obrane i pokrojone jabłka włożyć do moreli, wlać sok z cytryny, gotować owoce, często mieszając, do uzyskania odpowiedniej konsystencji.


Uwaga: dżem szybko gęstnieje i lubi się przypalać, trzeba go pilnować.
5. Gotowy dżem przełożyć do wyparzonych słoiczków, zakręcić i odstawić pod kocyk do wystudzenia. Można odwrócić do góry nogami, chociaż ja tego nie robię i nic mi się nie psuje.
Wychodzi ok. 700-800 ml dżemu.


Robienie dżemu jest niestety czasochłonne, ale zakochałam się w jego smaku. Mogę go jeść po prostu łyżeczką, mogę z chałką, nawet ze zwykłym chlebem, na herbatnikach, w bułeczkach drożdżowych – w każdej konfiguracji jest pyszny.
Smacznego!

I jeszcze dokładam gotowy słoiczek:

14 marca 2012

Mroczna wieża. Roland

Pierwsza część cyklu Mroczna Wieża Stephena Kinga wprowadza nas w świat daleko wybiegający w postapokaliptyczną przyszłość, tchnący beznadzieją egzystencji, próżnymi staraniami ocalałych ludzi, zatartymi wspomnieniami cywilizacji, która przeminęła. Pomysł na fabułę zrodził się u Kinga pod wpływem wiersza Roberta Browninga (Autor pisze o tym w posłowiu) Sir Roland pod Mroczną Wieżą stanął, który dobrze, acz tajemniczo wprowadza czytelnika w klimat cyklu – warto ten wiersz przeczytać przed Rolandem.
Bohaterem jest rewolwerowiec Roland, ostatni przedstawiciel dumnego klanu, spadkobierca ideałów wyższych warstw społecznych, prowadzący misję, której celem jest dotarcie do Mrocznej Wieży i pokonanie pilnującej ją Bestii, by dowiedzieć się, czym jest czas i jak kształtować przestrzeń.
Wędrówka Rolanda przez pustynne pustkowia i dziewicze góry nasuwa skojarzenia z innymi powieściami o zniszczonych cywilizacjach bądź innych planetach. Pierwsza na myśl przyszła mi postapokaliptyczna powieść Cormaca McCarthy’ego, gdzie wprawdzie nie ma piaszczystej pustyni, ale jest pustkowie pozbawionej cywilizowanych mieszkańców Ameryki – tak jak bohater Drogi, Roland musi czujnie przechodzić przez miasteczka i uważać na spotkanych ludzi. Drugim skojarzeniem są powieści drogi, których akcja toczy się na obcych planetach, a bohaterowie stykają się z innymi formami życia (Hyperion Simmonsa czy Pan Lodowego Ogrodu Grzędowicza) – tu bohater musi sobie radzić z nieznanymi zagrożeniami ze strony mutantów czy demonów. Podążając za mężczyzną w czarnej szacie czarnoksiężnika, Roland pokonuje pustynię i góry, przechodzi tunelami metra pozostałymi po upadłej cywilizacji, zamieszkałymi przez mutantów, by, poświęcając życie towarzysza, dotrzeć do kolejnych wskazówek w drodze ku Mrocznej Wieży.
Jako całość Roland zasługuje na mocną czwórkę, ale jako początek cyklu, gdzie dopiero zawiązuje się akcja, obiecuje nam coś więcej, przyznam, że w sposób intrygujący i żądający zaspokojenia ciekawości – dostaje więc awansem 4,5. I z niecierpliwością czekam na następne tomy.
(Ocena: 4,5/6)

12 marca 2012

Mitenki raz jeszcze

W oczekiwaniu na całkowity odwrót zimy robię drobiazgi na okres przejściowy. Powstały mitenki zamiast rękawiczek i opaska zamiast czapki. Już się sprawdziły w działaniu. Mam jeszcze w planach zrobienie czapki, ale nie wiem, czy zdążę, żeby się jeszcze tej zimy przydała. Dobrze, że na razie są chociaż takie ogrzeje.

Opaska:
Robiona za pomocą magic loop, zszyta niewidocznym szwem.
Mitenki:
Robione też magic loopem, podobnie jak poprzednie.












Kolor na żadnym zdjęciu nie jest właściwy. Ma to być jeans, taki miły dla oka przygaszony ciemnoniebieski. Włóczka Pearl Inter-Fox (285 m w 100 g), wyszedł niecały motek, pewnie ok. 80 g, druty 4.

11 marca 2012

Ciasteczka kawowe

Delikatne, kruche ciasteczka z kawą. Bardzo łatwe do zrobienia, doskonale nadają się do zabawy z dziećmi w kuchni.

składniki:
10 dag miękkiego masła
5 dag cukru pudru (2/5 szklanki)
1-1,5 szklanki mąki (pszennej lub jakiejś bezglutenowej, np. gryczanej)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka kawy rozpuszczalnej
● 3-4 łyżki wody




sposób przygotowania:
1. Rozpuścić kawę w ciepłej wodzie, ostudzić.
2. Utrzeć masło z cukrem, dodać kawę i mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Wymieszać do połączenia składników. Ciasto powinno mieć konsystencję miękkiej plasteliny, jeśli jest zbyt rzadkie, można dosypać trochę mąki.
3. Wyciskać ciasteczka szprycą na blachę wyłożoną papierem do pieczenia (można też nakładać łyżeczką lub formować dłońmi).
4. Piec w temperaturze ok. 190°C. W moim piekarniku pieką się pół godziny, ale normalnie powinno im wystarczyć 10-15 minut. Trzeba uważać, żeby nie przepiec, bo zrobią się gorzkawe – kawa nie lubi być za długo pieczona. ;)

10 marca 2012

Herbatniki angielskie

Dzisiaj proponuję zwykłe, proste herbatniki, w smaku podobne do petit beurre. Robi się je bardzo łatwo, a ciasto wychodzi plastyczne, dzięki czemu dobrze poddaje się wałkowaniu. Wspólne przygotowanie domowych herbatników to świetna zabawa dla rodziców i dzieci.

 składniki:
4 szklanki mąki pszennej (w wersji bezglutenowej: 3,5-4 szklanki mąki ryżowej lub gryczanej (albo obu pomieszanych), 1 szklanka mąki kukurydzianej i 4 łyżeczki mielonego siemienia)
2 szklanki mąki ziemniaczanej
25 dag masła
szklanka mleka
szklanka cukru
łyżeczka sody
cukier waniliowy

sposób przygotowania:
1. Wymieszać oba rodzaje mąki, dodać masło, posiekać. 
2. Do mleka wsypać cukier, cukier waniliowy, wymieszać do rozpuszczenia, dosypać sodę.
3. Połączyć składniki, wyrobić gładkie ciasto. 
4. Wałkować na grubość 3-5 mm (według upodobań), wycinać ciasteczka foremkami. Wersja bezglutenowa wałkuje się ciężko, bo jest bardziej krucha, ale na pewno się da.
5. Piec na złoty kolor w temperaturze ok. 200°C.
Jeśli ktoś woli słodsze ciasteczka, może dodatkowo posypać pudrem.

Z powyższej porcji powstaje spora puszka ciastek:

8 marca 2012

„Boża inwazja” czyli powtórka z Dicka

Druga część trylogii Dicka, Boża inwazja (Zysk i S-ka, 1996), rozwija tematykę podjętą w Valisie, tyle że w sposób nieco bardziej strawny. Czas akcji nie jest podany, jednak wspomniany motyw kolonizowania dalekich planet pozwala przypuszczać, że opowiadana historia dzieje się w bliżej nieokreślonej przyszłości.
Zaczyna się obiecująco zwyczajnie: Elias Tate przyprowadza do szkoły specjalnej upośledzonego chłopca, który stracił rodziców w wypadku – matka zginęła, a ojciec leży zahibernowany w oczekiwaniu na przeszczep śledziony. Następne ujęcie to retrospekcja: ojciec i matka chłopca pracują na odległej planecie, poznają się, biorą ślub. A nie, nie jest to takie proste, bo pojawia się element mistyczno-fantastyczny – do ślubu doprowadza miejscowy bóg Jah, wygnany dawno temu z Ziemi, okrutny i nieliczący się z ludzkimi planami, przeprowadzający własne zamysły bez brania pod uwagę kogokolwiek innego, dla jakiegoś iluzorycznego pożytku, ludzkości czy może własnego. Dlaczego jednak lokalne bóstwo nagle zapragnęło połączyć dwójkę Ziemian? Jah zrobił to, by uzyskać prawną podstawę do przemycenia na Ziemię samego siebie, w łonie kobiety, żeby mógł się odrodzić w postaci swojego syna, z kolejnej dziewicy.
I znowu mamy tu, jak w Valis, dużo rozważań o sensie życia i przyszłości świata, rozmowy o Bogu, Zbawicielu i siłach zła, uosabianych przez Beliala, o roli stwórcy w pełnym zła świecie. Sporo jest nawiązań do mitologii greckiej i wierzeń żydowskich, do korzeni znanej nam cywilizacji. Tym razem dyskusje Boga-dziecka z jego mentorką mogą być pożywką do rozmyślań o wszystkich istotnych dla człowieka sprawach, przy czym pytania o cel i sens niektórych działań rodzą sprzeciw tych, których kosztem odbywa się realizacja boskich planów: „Nie mam wiary ani nadziei, a on nie ma miłości, tylko siłę. Bóg jest przejawem siły, niczym więcej.” (s. 58). Odmiennie jednak niż w Valis, gdzie podróżowaliśmy między czasami, a właściwie czas, jakim go znamy, nie istniał, w Bożej inwazji mamy okazję przemieszczać się między rzeczywistościami alternatywnymi.
Dick maluje swój powieściowy świat sugestywnie, z wyczuciem dramatyzmu, ale ciągłe mielenie tych samych motywów staje się z czasem nudne. Zwłaszcza że zagadnienia poruszane w powieści są mi zasadniczo obojętne, a rozterki Dicka dotyczące wiary już dawno zostawiłam za sobą wraz z młodością. ;) Jednak dla kogoś zainteresowanego tematyką powieść ta może się okazać ciekawym studium wyobrażeń Autora o relacjach i zależnościach Boga i ludzi. Z powyższych względów, mimo że Boża inwazja jest nieco ciekawsza niż Valis, musiałam ocenić ją również tylko na czwórkę.
(Ocena: 4/6)

7 marca 2012

Nawiedzony Dick

Jakiś czas temu przeczytałam tom opowiadań Dicka Impostor. Nie spodziewałam się po nim wiele, bo za tą formą nie przepadam – wolę dłuższe teksty, w których można się przywiązać do bohaterów. Doznałam jednak miłego zaskoczenia, bo większość opowiadań podobała mi się bardzo, co zachęciło mnie do dalszego poznawania twórczości Autora. Jedną z wyczekanych powieści, wołających od jakiegoś czasu z mojej półki, był Valis (Rebis, 1994).
Wyjaśnienie tytułu widnieje już na stronie drugiej:

„VALIS (skrót od Vats Active Living Intelligence System, czyli Rozległy Czynny Żywy System Informatyczny, z amerykańskiego filmu) – turbulencja w polu rzeczywistości, w której tworzy się spontaniczne, samokontrolujące się negentropijne zawirowanie dążące stopniowo do podporządkowania sobie otoczenia i wykorzystywania go do tworzenia zestawów informacji.
Charakteryzuje się pozorną świadomością, celowością, inteligencją, rozwojem i swoistą koherencją.
Wielka Encyklopedia Sowiecka
Wydanie szóste, 1992”

Fabuła nie jest skomplikowana, w odróżnieniu od mistycznych wywodów. Autor jako on sam i jego alter ego, czyli Koniolub Grubas, w schizofrenicznym rozdwojeniu prowadzi ze swoimi przyjaciółmi dyskusje o naturze Boga, jego ingerencjach w los ludzi, wszechwiedzy i sterowaniu każdym człowiekiem i, co szczególnie nurtuje wielu dociekliwych wierzących, o przyzwalaniu na zło pleniące się w świecie. Koncentracja Dicka na problemach teologicznych po doznanej przez niego w latach siedemdziesiątych XX wieku wizji, którą uważa za wskazówkę od Boga, prowadzi przyjaciół do poszukiwań kolejnego Zbawiciela, piątego już w znanych dziejach ludzkości. Fabułę urozmaicają zapiski Konioluba Grubasa, zwane przez niego „egzegezą”, w których wykłada swoje przemyślenia na tematy teologiczno-filozoficzno-historyczne, w oparciu o znane mitologie, w tym głównie chrześcijańską.
Dla kogo przeznaczona jest ta powieść? Może dla tych, którzy szukają jeszcze swojej drogi, wątpią i nie są do końca przekonani, którędy pójść, chcą wiedzieć więcej, a jeszcze nie znudziły im się para-teologiczne dysputy. Ci znajdą tam prawdopodobnie jakieś wskazówki czy punkt oparcia, na którym zbudują swoje wyobrażenie świata i Boga, używając rozumu bądź wiary. Natomiast ci, którzy są już ukształtowani, będą nieco znudzeni wywodami i rozterkami bohaterów – dla nich pozostaje sam Valis, niby tytułowy, a ledwie zaznaczony motyw, który przynależy bardziej do fantastyki. Za to można spokojnie dać czwórkę, ale nie więcej.
(Ocena: 4/6)

● ● ●
„Lubiliśmy wciągać Grubasa w teologiczne dysputy, bo zawsze się zacietrzewiał, wychodząc z założenia, że to, co mówimy na ten temat, ma jakiekolwiek znaczenie, że sam temat ma jakieś znaczenie.” (s. 23-24)

„Powinno się ustanowić prawo, że skoro ktoś znajdzie Boga, to może go sobie zatrzymać.” (s. 31)

„W Biblii jest coś o spadających wróblach [...]. O tym, że On ma na nie oko. To jest właśnie całe nieszczęście z Bogiem, że On ma tylko jedno oko.” (s. 33)

„Ludzie i świat są dla siebie nawzajem toksyczni.” (s.72)

1 marca 2012

luty 2012 – podsumowanie

Po nieco zbyt obfitym i wciągającym styczniu musiałam zwolnić i zabrać się za książki, które czyta się dłużej nie tylko ze względu na objętość, ale i na treść, jaką niosą. W lutym jest ilościowo mniej, głównie powieści dokańczane i wyczekane (w jednym przypadku wymęczone, co trwało znacznie dłużej niż zakładałam).
Pełna lista przeczytanych książek jest po prawej, w zakładce „przeczytane w 2012”. Część doczekała się oddzielnych recenzji, a tu pokrótce omawiam pozostałe tytuły.

● ● ●

Romain Rolland, Colas Breugnon
Prosta, ale pełna treści i humoru opowieść o mieszkańcach Burgundii. Bardzo przyjemna lektura. Ciekawsza i pełniejsza niż niedawno przeczytane Pamiętniki Paska.
(Ocena: 4,5/6)

Andrzej Pilipiuk, Zagadka Kuby Rozpruwacza
Wędrowycz mi nie leży, przekonałam się o tym ostatecznie. Przeczytałam ten tom opowiadań tylko dlatego, że miałam własny i chciałam zdecydować, czy się go pozbywam. Jakby ktoś chciał się wymienić na coś, czego szukam, to zapraszam.
Ogólnie nie jest zły, dla kogoś, kto taką literaturę lubi, może być smacznym kąskiem. Jednak po spotkaniu z tym egzorcystą miałam dużą ochotę na literaturę wyższych lotów. No i to zatrzęsienie literówek i błędów interpunkcyjnych – masakra.
(Ocena: 4/6)

Herbert Wells, Wojna światów
Klasyka fantastyki, która świetnie broni się przed upływem czasu. Wydana pod koniec XIX wieku powieść o inwazji Marsjan na Ziemię to prorocza wizja chaosu spowodowanego wojną totalną i jednocześnie studium zachowań ludzkich w obliczu zagrożenia i niepewności jutra. Doskonały wstęp do późniejszych literackich apokaliptycznych wizji, takich jak np.: Miasto ślepców, Dzień tryfidów, Droga i wielu innych.
(Ocena: 5/6)

Richard Feynman, „Pan raczy żartować, panie Feynman!”: Przypadki ciekawego człowieka
Świetna opowieść z życia Feynmana, noblisty z 1965 w dziedzinie fizyki. Autor w sposób barwny i pełen humoru przedstawia ciekawe momenty swojego życia, pracę, wyzwania, żmudną drogę do znaczących rezultatów, otrzymanie nagrody Nobla. Feynman, posiadając twórczy i dociekliwy umysł, nie zgadzał się na schematyczność w myśleniu i dążył do usystematyzowania swej wiedzy i pogłębienia umiejętności nie tylko w zakresie fizyki i dziedzin pokrewnych, ale również w malarstwie i muzyce. Polecam każdemu zainteresowanemu nauką, jej historią, jak i dobrą opowieścią z życia wziętą.
(Ocena: 5,5/6)

Crichton Michael, Trzynasty wojownik
Całkiem niezła historia podróży wysłannika kalifa Bagdadu do kraju Bułgarów. Przypadek sprawia, że poseł na swej drodze spotyka Wikingów i, zmuszony przez ich wodza, rusza z misją ocalenia wikińskiej siedziby od napadających ją Zjadaczy Umarłych. Podróż jest oczywiście pretekstem do zgrabnego opisania mijanych po drodze krain i zwyczajów ludów, wcześniej nieznanych Arabom. Crichton oparł powieść na zapiskach Ahmeda ibn-Fadlana z roku 922.
Surowy styl Trzynastego wojownika przypomina trochę skandynawskie powieści przygodowe, np.: Rudego Orma.
(Ocena: 4/6)

White Patrick, Drzewo człowiecze
Historia rodziny wiodącej proste życie w Australii. Na pozór spokojna, stabilna egzystencja tętni pod powierzchnią miłością, nienawiścią, zastarzałymi urazami, zdradami. Codzienny obrządek zwierząt i uprawa roli urozmaicone są nieoczekiwanymi wydarzeniami, lata liczone są od powodzi czy pożarów. Jaki bilans życia sporządzą bohaterowie?
Pisarstwo White’a jest takie właśnie jak jego powieści: stonowane, solidne, dające pewność dobrego warsztatu, bez fajerwerków, ale zawiera to, co konieczne do poruszenia wyobraźni czytelnika. To kawałek dobrej prozy dającej tematy do rozmyślań, pokazującej, że nie warto przejmować się nieuniknionym, że lepiej żyć tu i teraz.
(Ocena: 4,5/6)
„Wola człowieka jest jego przeznaczeniem.”
„Naprawdę ważna jest tylko teraźniejszość.”

● ● ●

Realizacja projektów:
Nobliści – 2 (Rolland, White)
Z półki – 3 (razem: 7/16)
Wyczekane – 4 (Pieśń o Troi, Wybór Zofii, „Pan raczy żartować...”, Ja, Tituba...)
W sumie (w miesiącu/w roku): 10/39

● ● ●

Pod koniec lutego miały być wyniki losowania z niespodzianką za rejestrację na fincie. Jednak w międzyczasie takie nagradzanie uczestników skuszonych wymianami książek zostało potępione przez admina finty i grozi banem, więc nie mogę oficjalnie nic na ten temat napisać. Szepnę jednak, że ktoś coś ode mnie otrzyma. Szczegóły mailem. Muszę jeszcze podkreślić, że wszystkich trzynaścioro moich zafintowanych wielbię niezmiennie i trzymam kciuki za jak najbardziej owocne dla nich wymiany. :D