Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty

30 listopada 2013

listopad 2013 – podsumowanie

Dużo literatury polskiej, dużo historycznej, trochę klasyki w audiobookach, kilka nieudanych spotkań, ale w sumie dobry miesiąc. :)
Jak zwykle statystyki są na końcu postu, natomiast lista przeczytanych książek, uzupełniana na bieżąco, jest po prawej, w zakładce „przeczytane w 2013”.

● ● ●

Julie Gregory, Mama kazała mi chorować
(Ocena: 4,5/6)

Mark Epstein, Rozpad bez dezintegracji
Połączenie buddyjskich tradycji z psychoanalizą, czyli zderzenie Wschodu z Zachodem. Dla tych, którzy mają problemy z uświadomieniem sobie swojego miejsca w społeczności, w relacjach z innymi. Albo nie załapałam, jak to zrobić, albo po prostu nie mam takich problemów. Poradniki to jednak nie dla mnie. Zamiast coś wnieść do mojego życia, jakąś nową wartość, coś uświadomić, nudzą tylko i męczą. Mam na zbyciu.
(Ocena: 3/6)

Naomi Novik, Języki węży
Szósta część cyklu (pięć części omówiłam wcześniej) przenosi czytelnika na antypody. W Australii rozwija się brytyjska kolonia karna, a Sydney zamieszkałe jest przez wojsko i skazańców, którzy muszą sobie ułożyć współżycie. Kłopoty sprawiają nie tylko więźniowie, ale i gubernator, który nie potrafi dogadać się z oficerami. Przybycie Temeraire’a z Laurence’em i Iskierki z Granbym może zmienić układ sił.
Ten tom jest nieco słabszy. Przygody smoków i ich kapitanów mają miejsce głównie na pustynnych obszarach Australii, gdzie w pogoni za utraconym jajem natykają się na nieznane wcześniej zwierzęta i tubylcze plemiona. Akcja jest bardziej statyczna, a przeciwności losu nie tak intrygujące jak wcześniej.
(Ocena: 4/6)

Gustav Meyrink, Golem
Golem, tarot i kabała to niezła mieszanka powieściowa. A gdy dochodzi do tego jeszcze wątek lekko kryminalny i postacie ze światka drobnej przestępczości, to można spędzić czas przyjemnie. Poszukiwanie tożsamości, teoria spisku, utrata świadomości, przeskok w czasie – jest tu wszystko, co sprawia, że powieść jest interesująca, zwłaszcza że nie wszystko zostaje dopowiedziane i można sobie wyobrażać różne warianty możliwych zdarzeń.
Całkiem niezły kawałek prozy. Poznawanie klasyki w formie audiobooka to bardzo dobry pomysł. Pewnie inaczej nie sięgnęłabym po Golema, gdyby nie wpadł mi w ręce w takiej postaci.
(Ocena: 4,5/6)

Edgar Allan Poe, Beczka Amontillada, Berenice, Czarny kot, Diabeł na wieży, Hop Frog, Król Dżumiec, Maska Śmierci Szkarłatnej, Metzengerstein, Prawdziwy opis wypadków z p. Waldemarem, Rękopis znaleziony w butli, Serce oskarżycielem, Studnia i wahadło, William Wilson, Zagłada domu Usherów
Zestaw opowiadań słuchanych z audiobooków, również z Wolnych Lektur. Interesujący powrót do bardzo już wiekowej klasyki. Nieco trąci myszką, jest mało strasznie, ale można przeżyć to jeszcze raz i zadumać się czasem nad ludzkimi wyborami.
(Ocena: 4/6 i 4,5/6)

Ernst Theodor Amadeus Hoffmann, Dziadek do orzechów
Kolejny audiobook z powyższego źródła.
Baśń z najmłodszych lat ukazuje siłę dziecięcej wyobraźni i brak zaufania dorosłych do tego, co mówią dzieci. Jakoś w tych starych utworach bardzo mi się w oczy rzucają różnice w traktowaniu dzieci dawniej i dziś (chociaż i dzisiaj nie jest idealnie, ale sporo się zmieniło).
(Ocena: 5/6)

Robert Kirkman, Żywe trupy, t. 1 i 2
Przyznam, że z rezerwą podchodziłam do tego audiobooka. I nie posłuchałabym, gdyby nie halloweenowa promocja w Publio.pl za 0 zł. ;) Okazało się, że historia o świecie, w którym panują zombiaki, nie musi być irytująca i sztampowa. Chociaż fabuła coś zanadto przypominała mi Dzień tryfidów, z niezbędnymi różnicami, zamianą tryfidów na zombie itp., ale słuchało się to doskonale. Zwłaszcza że tematyka jest poważna, bo najistotniejsze jest radzenie sobie ludzi w obliczu katastrofy, akty odwagi i poświęcenia, zaradność, wytrwałość, przydatne umiejętności. Do tego świetna obsada lektorska, m.in. mój ulubiony Roch Siemianowski, bardzo dobrze dobrane efekty dźwiękowe, potęgująca nastrój muzyka – wystarczy, żeby zagubić się w tym świecie po bliżej nieznanej apokalipsie.
(Ocena: 5/6)

Rafał Kosik, Felix, Net i Nika oraz Nadprogramowe Historie
Po kilku solidnych, wielowątkowych powieściach fani Felixa, Neta i Niki dostali tom opowiadań, które nie odbiegają poziomem od reszty. Jest szybka akcja, zwariowane przygody, niebezpieczeństwa, z których można wyjść wspomagając się wiedzą i pomysłowością, i jest sporo humoru sytuacyjnego – kilka razy śmiałam się głośno. Czas akcji opowiadań jest bardzo różny, ale wplata się w znane już przygody, uzupełniając je i w ładny sposób dopełniając całości. Niestety są też literówki, a co gorsza błędy w odmianie przypadków – czy to się kiedyś zmieni?
(Ocena: 5/6)

Alfred de Musset, Spowiedź dziecięcia wieku
Bohater, doznawszy zawodu miłosnego, nie potrafi już wrócić na łono miłości niewinnej, wszędzie doszukuje się zdrady i przeniewierstwa, węszy rywali, a nawet prowokuje następną kochankę do nierozważnych kroków, stwarzając jej okazje do sam na sam z człowiekiem, którego niegdyś znała. Liryczna powieść, mająca oddać istotę epoki, w jakiej żył Musset i opisać dzieje jego miłości do George Sand.
Nie przepadam za romansami, nawet tymi dobrze napisanymi. Irytuje mnie to odrealnienie od normalnej egzystencji, pewna egzaltacja, z jaką opisywana jest miłość i namiętność, zwłaszcza ograniczona konwenansami i sztywnymi normami postępowania. Ale dobrze, że posłuchałam audiobooka, bo pamiętam, że w papierowej postaci kiedyś mnie ta powieść pokonała.
(Ocena: 4/6)

Maciej Kuczyński, Atlantyda, wyspa ognia
Awaru, syn króla, płynie na Atlantydę rozejrzeć się i poznać punkty obrony, by wojska jego ojca mogły skutecznie opanować  wyspę. Natrafia na liczne pułapki, poznaje wielu mieszkańców, a także spotyka swojego dawnego wroga, wypędzonego z plemienia.
Dziwna powieść. Ani ciekawa, ani wciągająca. Coś tam opowiada, coś przekazuje, ale czuję, że szybko o niej zapomnę.
(Ocena: 3/6)

Maria Krüger, Klimek i Klementynka
(Ocena: 5/6)

Marta Kisiel, Dożywocie
Zabawna powieść fantasy o sympatycznych komplecie mieszkańców Lichotki – ciekawie zaprojektowanego gotyckiego domu z wieżyczką, odziedziczonego przez Konrada. Nowy właściciel, dotychczas żyjący w mieście, nagle musi przenieść się na łono natury i zaopiekować dożywotnimi mieszkańcami siedziby położonej w lesie. Dużo śmiesznych scen, niepowtarzalna galeria postaci i magiczna sceneria – warto sięgnąć po Dożywocie, świetną powieść na poprawę humoru. Ma tylko jedną wadę: jest za krótka.
(Ocena: 5/6)

Nicholas Evans, Zaklinacz koni
Dwie dziewczynki podczas przejażdżki konnej ulegają wypadkowi. Jedna ginie, druga zostaje ranna i okaleczona; podobnie konie. Grace dochodzi do siebie w szpitalu, a jej ranny koń ma problem z pokonaniem lęku. Zaradzić temu może zaklinacz koni. Banał, prawda?
Przereklamowana, płytka powieść, prześlizgująca się po problemie, który opisuje. Żadnej głębi psychologicznej, żadnych emocji, wszystko oglądane jakby z zewnątrz, bez zarysowania przyczyn, sama akcja, sama powierzchowność. Za to fabuła świetnie nadaje się na nieskomplikowany amerykański film.
(Ocena: 3/6)

Platon, Obrona Sokratesa
Konkretna, prosta i jasna obrona mędrca przed bzdurnymi oskarżeniami zawistnych głupców. Pełna emocji i wiary w rozsądek, jednocześnie smutna i refleksyjna, jak wiadomo, nie osiągnęła celu – Sokrates został skazany na śmierć.
(Ocena: 4/6)

Jerzy Edigey, Szpiedzy króla Asarhaddona
(Ocena: 4/6)

Jeffrey Eugenides, Middlesex
Duże rozczarowanie. Miszmasz historii i wrażeń z życia kilku pokoleń emigrantów greckich w Stanach Zjednoczonych. Napisane chwilami bardzo ciekawie, ale częściej nużąco i usypiająco. Mnóstwo szczegółów, zbędnych i nudnych, niewnoszących nic istotnego do akcji, fabuła rozmyta i rozwleczona do granic cierpliwości czytelnika. 
Za fragmenty, od których nie można się oderwać podniosłam ocenę o pół punktu.
(Ocena: 3,5/6)

Kazimierz Korkozowicz, Pierścień wezyra, Wilcze tropy, Koło fortuny, Oślepłe źrenice, Laur i kadzidło
(Ocena: 5/6)

Philippa Gregory, Błazen królowej
Niezła powieść historyczna o czasach Tudorów: Maria i Elżbieta, córki Henryka VIII w walce o tron. Dużo polityki, spisków i knowań, przepychanki dynastyczne, strefy wpływów, ścinanie głów itp. Czyta się przyjemnie, ale raczej na długo w pamięci nie zagości.
(Ocena: 4,5/6)

Lee Child, Jutro możesz zniknąć
Niezła sensacja. Przypadkowe spotkanie w metrze, samobójstwo kobiety, zainteresowanie różnych grup „silnych” facetów, niekoniecznie występujących oficjalnie. Jack Reacher musi w tym galimatiasie znaleźć przyczynę samobójstwa, odnaleźć nośnik pamięci i nie dać się zabić. A zabicie go rozwiązałoby problemy niektórych agentów, ryzyko niesie więc każdy kolejny dzień prywatnego śledztwa – aby do jutra. Oczywiście dzięki wcześniejszej służbie jest nie do pobicia. Może trochę za dużo analizuje, przytacza całą masę zbędnych czytelnikowi danych technicznych na temat każdego napotkanego obiektu (na zasadzie stop klatki w bardzo dynamicznych momentach), ale cóż, każdy ma jakieś hobby. ;) Szybko przeczytane, szybko zapomniane.
(Ocena: 4/6)

Teresa Krzyżowska, Pułapki wychowania
Trzeba być kochanym, żeby umieć kochać – tak można w największym skrócie podsumować Pułapki wychowania. Analiza zachowań dzieci i dorosłych i wyjaśnienie ich przyczyn, uwarunkowań pochodzących z dzieciństwa, błędów popełnianych przez rodziców, powielanych przez kolejne pokolenia, nie nastraja dobrze. Może jednak być punktem wyjścia do uświadomienia sobie powodów życiowych niepowodzeń i podjęcia treningu pozwalającego zmienić własne zachowania, ku pożytkowi bliskich. Bo właśnie na najbliższych najbardziej działają nasze uwagi, słowa i przekaz niewerbalny. Dużo przydatnych informacji podanych w zrozumiały dla laika sposób.
Poradnik, choć ważny i wiele wnoszący, traci jednak przez brak korekty. Najbardziej rzuca się w oczy zatrzęsienie błędów interpunkcyjnych, przecinki sprawiają wrażenie stawianych losowo, wypaczając sens zdań i zaburzając możliwość zrozumienia tekstu. Również zbyt wiele jest zwykłych literówek, a nawet błędów stylistycznych, które powodują zupełną nieczytelność, np.: „Mechanizm wytrącenia nie jest każdą sytuacja oceny.” (s. 196). Szkoda, bo te wady mocno utrudniają przyswajanie istotnych treści.
(Ocena: 4/6)
„Nie jest dobrym rodzicem ten, który ukrywa swoje błędy lub udaje, że ich nie ma, choć dziecko ewidentnie źle funkcjonuje. Nie jest dobrym rodzicem też ten, który przerzuca własne błędy i odpowiedzialność na innych (szkołę, rówieśników lub samo dziecko). Nie jest dobrym rodzicem ten, który nie staje po stronie własnego dziecka. Dobry rodzic to ten, który, mimo popełnianych błędów, chce to zrozumieć i zmienić. Dobry rodzic to ten, który nie ocenia swojego postępowania w kategoriach winy, tylko odpowiedzialności. Dobry rodzic nie chce skrzywdzić swojego dziecka, ale jest dorosły i pomimo popełnianych błędów (wszyscy je popełniamy) powinien przyjąć odpowiedzialność za jak najlepsze wychowanie.” (s. 99-100)

Zygmunt Kubiak, Dzieje Greków i Rzymian: Piękno i gorycz Europy
Pięknie napisana historia dawnych ludów, którym zawdzięczamy cywilizację w dzisiejszym kształcie. Od Sumeru i Mezopotamii, przez Egipt dochodzimy do Europy Greków i Rzymian. Autor snuje gawędę o znaczących wydarzeniach, zestawia znane fakty, wysnuwa ciekawe wnioski, opowiada o historii tak, jakby działa się tu i teraz. Bardzo ładnym, sugestywnym językiem potrafi opisać i spokojne czasy dobrobytu, i burzliwe epizody wojny, mądrość i głupotę, rządzące naprzemiennie ludzkimi działaniami, namiętności i stabilizację, działanie dla dobra innych i krwawe odwety, mściwe ściganie przeciwników i łagodne traktowanie przewin. Pokazuje tych bardzo znanych, jak i mniej widocznych na politycznej arenie, ale zaznaczających swój wpływ na przyszłość. Zaiste i piękno, i gorycz leży u podstaw Europy, jaką znamy.
(Ocena: 6/6)

Zygmunt Kubiak, Mitologia Greków i Rzymian
Mitologię Grecji i Rzymu znać powinien każdy Europejczyk. Często nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak głęboko siedzą w nas tamte mity i kultura obszaru Morza Śródziemnego – podstawy naszej cywilizacji. Bo mitologia to nie tylko powstanie świata z chaosu, panteon bogów olimpijskich i naparzający się herosi, ale też pierwsze utwory literackie, napisane przez na poły mitycznych autorów, takich jak Homer czy Hezjod. Opowieści, napisane prostym, a jednocześnie pięknym językiem, nie nudzą, pozwalając na obcowanie z wysoką kulturą. Lektura obowiązkowa.
(Ocena: 5,5/6)

Arkadij Strugacki, Borys Strugacki, Przyjaciel z piekła
Wojna jest piekłem. Planeta, na której trwa wojna, jest Piekłem. Ziemski naukowiec jest władny uratować rannego żołnierza, wyleczyć go i nauczyć innego życia. Jednak Gag nie potrafi się przystosować do innego świata, szkolenie wojskowe okazało się silniejsze od rozumu. Nieduża objętościowo powieść, czyta się szybko i raczej szybko zapomina. Nic szczególnego, inne utwory Strugackich są znacznie lepsze.
(Ocena: 4/6)

● ● ●

Statystyki:
W sumie (w miesiącu/w roku): 28/202
Powtórki: 2 (Krüger, Edigey)
Cykle zakończone: 1 (Ostatni zwycięzca)
Cykle w trakcie: 3 (Temeraire, Żywe trupy, Powieści Tudorowskie)
Autorzy polscy: 13 (Kosik, Kuczyński, Krüger, Kisiel, Edigey, Korkozowicz x 5, Krzyżowska, Kubiak x 2)
Autorzy obcy: 15 (Gregory, Epstein, Novik, Meyrink, Poe, Hoffmann, Kirkman x 2, Musset, Evans, Platon, Eugenides, Gregory, Child, Strugaccy)
Średnia ocen: 4,39

Realizacja projektów:
Książki historyczne – 7 (Krüger, Edigey, Korkozowicz x 5)
Nobliści – 0
Z półki (nowe [powtórki]/razem w roku [z powtórkami]/cel) – 6[2]/53[79]/31
Wyczekane – 10 (Krüger, Kisiel, Eugenides, Korkozowicz x 5, Kubiak x 2)
Z literą w tle – 4 (E: Epstein, Evans, Edigey, Eugenides)
Wojna i... literatura – 6 (Krüger, Korkozowicz x 5)
Czytam fantastykę – 0
Wyzwanie miejskie – 0 (Rzeszów, Sandomierz, Białystok lub powieść obyczajowa osadzona w dowolnym polskim mieście: –)
Eksplorując nieznane – 0
Jubileuszowe lektury – 0
Book-Trotter – 1 (literatura rosyjska: Strugaccy)
Wyzwanie „jutro” – 1 (Child)
Polacy nie gęsi – 13 (Kosik, Kuczyński, Krüger, Kisiel, Edigey/Korycki, Korkozowicz x 5, Krzyżowska, Kubiak x 2 – 32/69 punktów)

8 listopada 2013

Mama kazała mi chorować

Julie Gregory
Mama kazała mi chorować
(Sickened: the true story of a lost childhood)
tłum. Karolina Bober
Amber, 2006

Dla dziecka najważniejsza jest matka. To ona jako pierwsza pokazuje mu świat, ona wyznacza punkty odniesienia i tworzy więź, którą bardzo trudno rozerwać. To jej każde dziecko zawdzięcza to, kim jest i co potrafi osiągnąć w życiu, bo ona buduje pewność siebie i poczucie wartości młodego człowieka. Na nią przypada spora część chwały z sukcesów potomka bądź cząstka winy za niepowodzenia. Jeśli potrafi stworzyć dziecku warunki do rozwoju, może czuć się spełniona i zadowolona z wykonania dobrej roboty. Mała Julie, autorka wspomnień Mama kazała mi chorować, nie miała szczęścia być takim zwykłym, kochanym dzieckiem. Jej dzieciństwo było koszmarem, z którego zdała sobie sprawę zbyt późno, by móc się całkowicie od niego uwolnić.
Sandy Gregory cierpiała na zastępczy zespół Münchhausena. Jest to zaburzenie psychiczne, polegające na wywoływaniu u dzieci, nad którymi sprawuje się opiekę, objawów chorobowych, wymagających poddawania badaniom i leczeniu. Sandy bardzo skutecznie wmawiała swojej córce objawy bólowe, wskazujące na bliżej nieokreślone choroby, by następnie wozić ją do kolejnych lekarzy i kolejnych szpitali w poszukiwaniu przyczyny dolegliwości. Jednocześnie zmuszała dziewczynkę do nadmiernej pracy fizycznej i nie pozwalała normalnie jeść, czyli odmawiała jej normalnego, zwykłego funkcjonowania, jakie powinna zapewnić matka dziecku. Julie często opuszczała szkołę z powodu wizyt u lekarza, nie mogła odrabiać lekcji, bo musiała nakarmić zwierzęta i posprzątać w obejściu, żywiła się napojami witaminizowanymi i płatkami z dużą ilością cukru, bo po całym dniu pracy tylko to zostawało do jej dyspozycji. Jedynymi chwilami, gdy mogła się najeść i odpocząć od nadzoru matki, były dni pobytu w szpitalu.
Rodzina Gregorych składała się z czterech osób: matki, ojca i dwójki dzieci, Julie i Danny’ego. Mieszkali w podwójnej przyczepie, w ciągu lat powiększanej o kolejne przybudówki, tworzące ciekawy labirynt mieszkaniowy. Pozornie wszystko wyglądało normalnie: spora posiadłość z dala od innych gospodarstw, rozległy dom, konie, psy, samochody – wydawałoby się, że są to dobre warunki do wychowywania dzieci i spokojnego życia. Jednak choroba matki i nieumiejętność ojca do sprzeciwiania się jej dziwacznym nieraz żądaniom powodowały, że dzieciom brakło podstaw do zbudowania poczucia wartości i pewności siebie. Matka była tu motorem sprawczym ich działań; wymyślając kolejne dolegliwości Julie, kierowała jej życie coraz bardziej na manowce. Ojciec nie umiał czy nie chciał dostrzec problemów (sam zresztą miał stwierdzony uszczerbek na zdrowiu psychicznym), jakie Sandy stwarzała córce, chociaż potrafił twardo sprzeciwić się temu samemu wobec syna. Dzięki postawie ojca Danny był fizycznie najzdrowszym członkiem rodziny Gregorych, nie ułatwiło mu to jednak współżycia w rodzinie i nie wystarczyło, by jego rozwój przebiegał normalnie. Najbardziej jednak ucierpiała Julie: ciągana bez potrzeby po szpitalach, głodzona i faszerowana zbędnymi lekami, zastraszana i niepewna siebie, rozdarta między miłością do matki a niepewnością, czego ta od niej oczekuje, pałająca jednocześnie chęcią podporządkowania się i buntem w postaci wyrażania własnego zdania, rosła chuda i słabowita, z trwałą skazą w psychice, bez możliwości wyzwolenia się spod destrukcyjnego wpływu najważniejszej dla niej osoby. Znacznie ograniczone kontakty z rówieśnikami miały wpływ na jej upośledzony rozwój społeczny i nieumiejętność nawiązania bliższych relacji z kimś spoza rodziny. Oskarżana przez matkę o wyimaginowane przewiny traciła resztki pewności siebie i nie potrafiła właściwie oceniać otoczenia. Świat Julie był pokawałkowany i niepewny, pozbawiony fundamentu, na którym mogłaby oprzeć swoją odbudowę.
Julie Gregory wykazała ogromne samozaparcie, gdy, uświadomiwszy sobie przyczynę swoich problemów, postanowiła zerwać z dotychczasowym życiem, zacząć od początku, ułożyć od podstaw relacje ze wszystkimi bliskimi. Podjęła próbę wyjaśnienia ojcu, jak się czuła dręczona przez matkę, i zrozumienia, dlaczego jej nie pomógł. Usiłowała porozmawiać z bratem, jak on widział ich dzieciństwo, by spojrzeć innymi oczami na to, co się z nią działo. Wróciła nawet na chwilę do matki w nadziei, że ta się zmieniła, że będą mogły po latach odbudować kontakty na zupełnie innym poziomie. W przetrwaniu zmian pomogła jej nauka i pisanie; wyrzucenie z siebie tego, co boli, na papier podziałało kojąco i porządkująco – swymi wyzwaniami Julie mogła pomagać dzieciom, znajdującym się w podobnej do niej sytuacji, nadal dręczonych i maltretowanych w imię źle pojętej opiekuńczości, z powodu choroby, którą trudno dostrzec z zewnątrz, spoza rodziny.
Wspomnienia Julie są przejmujące. Trudno byłoby nie podejść do nich emocjonalnie. Emocje wpływają jednak nie tylko na sposób patrzenia Julie na dzieciństwo, ale i na przedstawienie jej przeżyć. Relacja jest nieco chaotyczna, swobodnie przeskakuje między bardziej znaczącymi wydarzeniami, bolesnymi i szczęśliwszymi dniami, między czasami dzieciństwa i wieku nastoletniego. Osobiste zaangażowanie wpływa też na niekonsekwencję w zachowaniu czasu relacji – Julie używa raz czasu teraźniejszego, raz przeszłego. Jednak nad tymi drobnymi nieścisłościami przeważa wartość merytoryczna wspomnień Julie Gregory i przestroga, jaką niesie dla tych, którzy mogą mieć kontakt z ewentualnymi ofiarami ludzi z zastępczym zespołem Münchhausena.
(Ocena: 4,5/6)

12 września 2013

„Wszystko jest na styku życia i śmierci”

Maria Nurowska
Hiszpańskie oczy
Wydawnictwo Alfa, 1990

Każda kobieta wie, że wychowanie dziecka jest zadaniem niełatwym. Każda świadoma kobieta zdaje sobie sprawę, że wymaga to ciągłej pracy nie tylko nad dzieckiem, ale i nad sobą. Pomagają w tym doświadczenia, jakie wynosi się z domu rodzinnego, jeśli są dobre. Gorzej, gdy przeważają te złe. Nawet dzieci otoczone, wydawałoby się, miłością i staraniem, miewają duże problemy z akceptacją siebie i znalezieniem swojego miejsca w życiu. Bo kochać też trzeba mądrze i, przede wszystkim, świadomie. Miłość zaborcza, miłość nadopiekuńcza, miłość oparta na nienawiści i wyparciu nie przysłuży się ani dziecku, ani matce. W takiej sytuacji kluczowe staje się uświadomienie sobie, że coś jest nie tak, jak powinno, że coś się nie zgadza, a potem poszukiwanie rozwiązania i dążenie do zmiany, przede wszystkim siebie i swojego nastawienia. Jeśli kobieta wykona tę pracę dobrze, ma szansę wychować szczęśliwą, pewną swojej wartości, akceptującą siebie córkę. I poczuć się spełnioną w macierzyństwie.
Anna jest nieszczęśliwa. Ma córkę, która niszczy siebie, przy okazji unicestwiając związki z matką i synem. Ale istnieje ważki powód, dla którego od początku nie potrafiła zaakceptować istnienia Ewy – córka została poczęta w wyniku gwałtu. Anna nie umiała pokochać tego dziecka, przez lata nie potrafiła go nawet dotknąć, przytulić. Wpłynęło na to również zimne wychowanie, jakiemu sama została poddana, bez czułości i bliskości własnych rodziców. Gdy Ewa coraz gorzej radzi sobie w życiu, gdy powoli się wyniszcza, matka szuka dla niej pomocy u psychologa. Początkowo obu kobietom trudno się otworzyć, jednak z czasem mówią coraz więcej, zaczynają akceptować ujawniającą się prawdę o sobie i o tej drugiej i rozumieć, w czym tak naprawdę tkwi problem. To nie znaczy jednak, że od razu wiedzą, jak go pokonać.
Poznajemy Annę po trochu, raz tę współczesną, borykającą się z opieką nad córką i wnukiem, a raz dawną, z czasów powstania warszawskiego i zesłania do łagru. Kolejne odsłony ukazują kobietę nieszczęśliwą, zagubioną, łaknącą miłości, czy to od uwielbianego mężczyzny, dla którego gotowa jest zrobić wszystko, czy od kobiety, która pomaga jej przetrwać następny trudny rok w niewoli. W tych naprzemiennych obrazach uwidaczniają się przyczyny i skutki, niekiedy odległe w czasie, a niekiedy natychmiastowe. I coraz lepiej można zrozumieć, dlaczego Anna nie radzi sobie z emocjami, dlaczego nie umie okazać córce zaufania, a całą zaborczą miłość przeniosła na wnuka – lęk o bliskich zamraża rozsądek, nie pozwala odetchnąć swobodnie, dusi i gniecie, każe pilnować, chronić i osłaniać, nawet wbrew woli dorosłego dziecka. Zrozumiałe też staje się dążenie Ewy do samounicestwienia, powolne zabijanie siebie, kaleczenie ciała, brak matczynych starań o syna. Ważny staje się ten moment, gdy obie kobiety uświadamiają sobie, że dłużej tak się nie da żyć, że złe relacje między nimi doprowadzą do katastrofy, że muszą się rozdzielić, by przestać wywierać na siebie nawzajem destrukcyjny wpływ. Czy jednak znajdą siłę na tak radykalny krok? Czy ktoś im w tym pomoże, wytłumaczy, wesprze?
Hiszpańskie oczy to bardzo dobra powieść o kobietach i dla kobiet. Raczej dla tych dojrzałych, matek córkom, które w pewnym momencie życia uświadomiły sobie, że łączą je z Anną lub Ewą jakieś wspólne doświadczenia, że dzielą któryś z problemów, i uznały, że czas na zmiany. Mogą się nauczyć, jak poradzić sobie z pewnymi przeciwnościami albo jak próbować uniknąć niesprzyjających okoliczności, mogą wreszcie uświadomić sobie, że potrzebna jest pomoc z zewnątrz, świeże spojrzenie fachowca, rada osoby, która widzi problem z dystansu i wie, jak mu zaradzić. To proza bardziej zrozumiała dla tych dojrzałych kobiet, które miały okazję zetknąć się w dzieciństwie z brakiem miłości albo z miłością zaborczą, spaczoną nadmiarem kontroli, z brakiem oparcia, niekonsekwencją dorosłych – tym wszystkim, co nie pozwala na rozwinięcie skrzydeł i utrudnia samodzielne, odpowiedzialne życie.
(Ocena: 5/6)

● ● ●
„Wszystko jest na styku życia i śmierci.” (s. 112)
„Ani moje dzieciństwo, ani młodość nie nauczyły mnie godnie żyć. I o to mam największe pretensje, i dlatego tak siebie nie lubię.” (s. 170)

31 marca 2012

marzec 2012 – podsumowanie

W lutym odpoczęłam od aktywności czytelniczej, więc w marcu przyszła pora podciągnąć zaległości. Zaraz na początku miesiąca udało mi się wypożyczyć w bibliotece pięć książek, z czego aż cztery były częściami cykli, tak jakoś nierozsądnie wpadły mi w ręce wszystkie razem. ;) Jedna powieść była nawet drugą częścią trylogii, o czym nie pamiętałam na czas, ale na szczęście pierwszy tom zmagania się Dicka z tematyką religijną miałam własny – zaczęłam tedy miesiąc z Valisem.
Jak zwykle lista przeczytanych książek, uzupełniana na bieżąco, jest po prawej, w zakładce „przeczytane w 2012”. Część doczekała się oddzielnych recenzji, a tu pokrótce omawiam pozostałe tytuły.

● ● ●

Philip K. Dick, Valis
(Ocena: 4/6)

Philip K. Dick, Boża inwazja
(Ocena: 4/6)

Patrick White, Wóz ognisty
Patrick White zdążył mnie już przyzwyczaić do solidnego pisarstwa – nie zawiodłam się również na kolejnej jego powieści. Tym razem miejsce akcji rozciąga się od Australii po Europę, a czas obejmuje okres przed, w trakcie i po II wojnie światowej. Dostajemy znów soczysty obraz społeczeństwa, na które składają się potomkowie kolonizatorów, imigranci i tubylcy, niektórzy obarczeni dużym bagażem doświadczeń, jak Żyd, który przeżywszy cudem holokaust znajduje dopełnienie swojego losu na antypodach, czy Aborygen próbujący dopasować się do warunków życia ustanowionych przez najeźdźców. Ścierają się tu namiętności, dochodzą do głosu uprzedzenia rasowe czy wyznaniowe. Wiele jest nawiązań do dziedzictwa kulturowego białego człowieka, z tytułowym wozem ognistym na czele (Biblia, Księga Ezechiela).
(Ocena: 4,5/6)
„Między Bachem a Hitlerem coś się zepsuło w państwie niemieckim.”

Stephen King, Roland
(Ocena: 4,5/6)

Antoine B. Daniel, Cień pumy
Szesnasty wiek, Ameryka Południowa, kraj Inków, konkwistadorzy. Niby jest wszystko, co powinna zawierać ciekawa powieść historyczna: walka o władzę, nieznany najeźdźca, miłość i nienawiść. Ale jakieś to takie mało wciągające. Zbyt często mój wzrok kierował się ku numerom stron, niecierpliwiłam się, chciałam mieć z głowy. Można przeczytać, ale właściwie nie ma po co. No chyba że ktoś łaknie literatury o tym mało opisanym z punktu widzenia Inków okresie.
(Ocena: 3,5/6)

Helen Oyeyemi, Mała Ikar
Napisana przez gimnazjalistkę powieść o szukaniu swojego miejsca w kulturze, o rozdarciu między dwa środowiska, dwie rasy. Uderza erudycja i dojrzałość młodej autorki, umiejętność obserwacji, wyciągania wniosków i operowania słowem. Bardzo zachęcający debiut.
(Ocena: 5/6)
„Dwóch głodnych nie powinno się zaprzyjaźniać, bo pozjadają się nawzajem. A jak jeden jest głodny, a drugi syty, z przyjaźni też nic nie wyjdzie, bo ten głodny pożre sytego. [...] Tylko dwóch sytych może naprawdę stać się przyjaciółmi. Bo nie chcą od siebie nawzajem niczego innego prócz przyjaźni...” (s. 262)

Robert Muchamore, Bojownicy, Wpadka
Kolejne dwie części sensacyjnego cyklu dla młodzieży. W Bojownikach Muchamore zwraca uwagę młodych czytelników na problem zwierząt – hodowanych na mięso, używanych do badań laboratoryjnych i eksperymentów. Obrońcami udręczonych stworzeń mienią się różne grupy terrorystyczne, z których najwięcej ludzkich ofiar zbiera radykalna OWZ. Kyle, James i Laura mają przeniknąć w jej szeregi i zebrać dowody wystarczające do skazania winnych okaleczeń ludzi.
Wpadka natomiast ukazuje dwa zazębiające się problemy: skalę korupcji w wielkim przemyśle i polityce oraz współczesną formę niewolnictwa, czyli sprowadzanie dziewcząt z biedniejszych rejonów świata dla zaspokajania seksualnych potrzeb bogaczy. Obie sprawy toczą się równolegle, a główną rolę grają w nich James i Laura – oboje nieoczekiwanie zostają narażeni na duże niebezpieczeństwo.
Jak zawsze akcja trzyma w napięciu od pierwszych stron. Mimo że nie jest to literatura wybitna, warta jest jednak poznania ze względu na ważkie tematy, poruszane w każdym tomie. No i poza tym to niezła rozrywka dla miłośników sensacji i/lub książek młodzieżowych.
(Ocena: obie po 5/6)

Ryszard Kapuściński, Ten inny
Sześć krótkich wykładów o różnorodności rasowej i kulturowej naszego szeroko pojętego świata. Za mało, za pobieżnie – lepiej by to wyglądało dołączone do jakiejś większej całostki. Trochę szkoda.
(Ocena: 3,5/6)

Pearl Buck, Ukryty kwiat
Zwykle nie czytuję romansów i omijam szerokim łukiem nawet to, co się do tej kategorii zbliża. Jednak powieści Pearl Buck bardzo lubię i spodziewam się po nich więcej niż tylko powierzchniowej warstwy. Ukryty kwiat to jednak głównie opowieść o miłości, niespodziewanej i nagłej miłości między przedstawicielami dwóch kultur, dwóch krańcowo odmiennych stylów życia. Czy Josui i Allen zdołają pokonać przeciwności piętrzące się na drodze ku ich szczęściu? Czy przekonają rodziny do tak egzotycznego związku? I najważniejsze, czy zdołają się usamodzielnić psychicznie, poprzecinać pępowiny, dojrzeć do samodzielnego życia?
Ładnie napisana, ale mało optymistyczna powieść.
(Ocena: 4/6)

Jerzy Krzysztoń, Obłęd
Przejmujące, surowe studium schizofrenicznego obłędu, od pierwszych sygnałów obsesyjnego wrażenia czyjejś obserwacji, przez leczenie, aż po wyzdrowienie. Bardzo dobra, sugestywnie napisana powieść, wciągająca realizmem urojeń.
(Ocena: 5/6)

Jacqueline Carey, Strzała Kusziela
Ciężka, mało ciekawa powieść. Miało być interesująco: świat wzorowany na średniowiecznej Europie, głównie Francja i okolice, szpiegostwo połączone z prostytucją, techniki dedukcyjne w praktyce. Ale... Tak długo się to rozkręcało, aż mnie znużyło, zwłaszcza że o atrakcyjności miały chyba stanowić opisy sado-masochistycznych praktyk seksualnych – takie zdobywanie informacji „wywiadowczych” niespecjalnie wciąga. Nie doczytałam, mam książkę na zbyciu. :(
(Ocena: 3/6)

Maja Lidia Kossakowska, Żarna niebios
Doczytałam dwa opowiadania, których nie było w Obrońcach Królestwa. Poziom przyzwoity, całkiem interesujące kreacje, ale jakoś nie mogę zasmakować w anielim świecie, nie pociąga mnie – wolałam już wampiry Magdaleny Kozak, chociaż i za tymi tworami zasadniczo nie przepadam.
(Ocena: 4,5/6)

Stephen King, Powołanie trójki
(Ocena: 4,5/6)

Richard Feynman, „A co ciebie obchodzi, co myślą inni?”: Dalsze przypadki ciekawego człowieka
Druga część wspomnień Feynmana jest nieco mniej ciekawa niż pierwsza. Opowiada głównie o związku noblisty z pierwszą żoną i o pracach komisji badającej przyczynę katastrofy promu kosmicznego. Jest w niej jednak znany nam już humor Feynmana, jego interesujące skojarzenia i przejawy intuicji, patrzenie na świat z ciekawością i dociekliwością, które prowadzą do odkrywania mechanizmów rządzących naturą.
(Ocena: 4,5/6)

● ● ●

Realizacja projektów:
Nobliści – 2 (White, Buck)
Z półki – 3 (razem: 10/16)
Wyczekane – 3 (Valis, Roland, Powołanie trójki)
W sumie (w miesiącu/w roku): 15/54

30 grudnia 2011

Czytelnicze podsumowanie roku 2011


Kończy się kolejny rok, ani lepszy, ani gorszy czytelniczo od poprzednich. Ilościowo jest mniej niż w roku poprzednim, ale nie to jest przecież najważniejsze, natomiast jakościowo ten rok wypadł nieco lepiej – wyglądał tak:

Książki na szóstkę, czyli to, co zrobiło największe wrażenie albo najmocniej utkwiło w duszy:
Lawinia Ursuli Le Guin – piękna powieść o początkach Rzymu, Etruskach i Trojańczykach luźno oparta na Eneidzie Wergiliusza. Napisana pięknym, poetyckim językiem. Na pewno będę do niej wracać i w przyszłości napiszę recenzję, bo powieść warta jest spopularyzowania.
Nic nie zdarza się przypadkiem Tiziano Terzaniego – ostatnie podróże cenionego reportera w poszukiwaniu leku na toczącą go śmiertelną chorobę. Wiele ogólnych przemyśleń dotyczących życia, psychiki ludzkiej, człowieczeństwa, magii, która jest w nas, ograniczeń mentalnych, własnego miejsca na świecie i roli, jaką pełnimy żyjąc tu i teraz. Ta książka trafiła w moje ręce w bardzo dobrym momencie – przydała mi się do utrwalenia pewnych wniosków i dostarczyła przyjemności z samej lektury.
Źródło Ayn Rand – kolejna powieść tej autorki, którą oceniłam na szóstkę (pierwszy był Atlas zbuntowany). Tym razem od bohatera możemy nauczyć się, jak, mimo przeciwności losu i działań zazdrosnych ludzi, pozostać wiernym sobie i swoim przekonaniom, nie ugiąć się dla pozornego dobra innych, nie dać się stłamsić, nie zmienić zdania dla dogodzenia cudzej wygodzie.
Buddenbrookowie: Dzieje upadku rodziny Thomasa Manna – jest recenzja.

Książki prawie na szóstkę, czyli 5,5 – trzy tomy z cyklu o Felixie, Necie i Nice, czyli Orbitalny Spisek, Orbitalny Spisek 2: Mała Armia i Trzecia Kuzynka. Bardzo dobry cykl dla młodzieży, a i dorosłym sprawia przyjemność czytanie o pomysłowych nastolatkach. Trzeba tylko przymknąć oko na liczne literówki, osobliwe rozwiązania typograficzne, a nawet błędy ortograficzne – tu wydawnictwo pana Kosika się nie popisało niestety. Szkoda, bo popularność serii zwiększa zamiłowanie do czytania wśród młodzieży, nie popularyzując jednak poprawności językowej.

Książek na piątkę jest w moim zestawieniu 73, na 4,5 – 40, na 4 – 45, na 3,5 – 17, na 3 – 23, na 2,5 – 3, na 2 – 2. Ogółem przeczytałam 210 książek, w tym kilka opowiadań. Z pełną listą można się zapoznać tutaj. Tytuły, o których napisałam recenzję lub opinię, są opatrzone linkami. Projekt Nobliści został uzupełniony o 17 tytułów. 

Nie liczę ilości przeczytanych stron, gatunków literackich czy źródeł pozyskiwania książek, bo nie ma to dla mnie większego sensu. ;) Ogólnie powiem tylko, że korzystam z własnych zasobów, dwóch bibliotek, nieznacznych pożyczek od znajomych i wymian za pośrednictwem BiblioNETki, podaja i finty. I zawsze mam stosiki przynajmniej na trzy kwartały naprzód. 

Jak co roku obiecuję sobie, że będę uważniej dobierać lektury, bo znowu za dużo trafiło mi się powieści miernych, niewartych uwagi. Pocieszam się, że sporo z nich wysłuchałam w formie audiobooka, robiąc przy tym coś jeszcze, więc nie mam poczucia tak całkiem straconego czasu. :)

30 października 2011

Kobiece światy

Clarissa Pinkola Estés, Biegnąca z wilkami: Archetyp Dzikiej Kobiety w mitach i legendach (Zysk i S-ka, 2001) – książka o nas, naszych wnętrzach, naszym dojrzewaniu do bycia sobą, walce o własną duszę, o przeciwstawianiu się krzywdzącym zwyczajom i tradycjom. Książka zmieniająca nasze podejście do życia, nastawienie do siebie, ucząca niezgadzania się na to, co zabija nas w nas. Wymagająca uwagi i domagająca się od nas pracy nad budowaniem swego szczęścia, wyzwolenia od narzuconych sprzeczności.
Nie jest to pierwsza książka o tej tematyce, jaką czytałam. Wcześniej miałam okazję zapoznać się z kilkoma tytułami podobnie propagującymi powrót psychiki do stanu naturalnego, wartego zaakceptowania, ułatwiającego życie i przeżycie w otaczającym nas świecie. Jednak ze wszystkich dotąd poznanych publikacji Biegnąca z wilkami jest tą najlepiej napisaną, chociaż nie najłatwiejszą w odbiorze. Szkoda, że nie wpadła mi w ręce 10 lat temu – byłabym dzisiaj kimś innym, rozumiałabym lepiej siebie i świat. Ale i teraz znajomość dzikiej natury kobiecej przyda mi się w życiu – wszak po zimie zawsze przychodzi wiosna, wszystko się odradza i zmienia na lepsze.
Gdzieś prawie w połowie stwierdziłam, że potrzebuję zmiany lektury, bo Biegnąca z wilkami zaczęła mnie przytłaczać. Sięgnęłam po Kaspijskie marzenia Giny Nahai (Książnica, 2008), głównie dlatego, że leżała na samym wierzchu jednego ze stosików do czytania. Myślałam, że lekka powieść będzie dobrym przerywnikiem dla rozważań o kobiecej psychice. Los jednak zadrwił ze mnie okrutnie, bowiem Kaspijskie marzenia opowiadają również o kobietach i to kobietach żyjących w świecie stworzonym dla wygody mężczyzn, tłamszonych i łamanych w codziennym życiu, kobietach, które nie znaczą nic bez „opiekującego” się nimi mężczyzny, traktowanych jak przedmioty i maszynki do rodzenia dzieci, najlepiej chłopców. Taki jest świat Bahar i Yass, matki i córki, żyjących w Iranie u schyłku panowania ostatniego szacha Pahlawiego.
Bahar była pełną radości życia, ale naiwną młodą dziewczyną, gdy spotkała na swej drodze Omida. Wyszła za mąż ufna i pełna nadziei na spełnienie marzeń u boku mężczyzny. Szybko wybito jej z głowy myśli o nauce i pracy, za to kazano siedzieć w domu i rodzić dzieci. Urodziła córkę, co było powodem konsternacji rodziny i niechęci znajomych, córkę, która z czasem okazała się w dodatku ułomna – rzecz to wstydliwa i wymagająca zachowania w tajemnicy, bo stawia poza nawiasem społeczeństwa i nie rokuje dobrze na przyszłość. Bahar musi wybierać pomiędzy dobrem dziecka a wymogami społeczeństwa, które domaga się od niej nieleczenia ułomności – to wewnętrzny przymus sprostania wymaganiom patologicznej kultury prowadzi do finałowej tragedii.
Kaspijskie marzenia są czwartą powieścią Giny Nahai, jaką przeczytałam. Mam wrażenie, że ta opowieść na dłużej zostanie w mojej pamięci, podobnie jak wcześniejszy Pawi krzyk. Treść jest zbyt przejmująca, by o niej szybko zapomnieć i, mimo że kreśli losy, jakich zapewne wiele w krajach Wschodu, nie staje się przez to mniej ważna. Nie jest to tylko opowieść o odmiennej kulturze – to także widziana oczami dziecka codzienność w niekochającej się rodzinie, to problemy dziecka odtrącanego, niemającego oparcia w najbliższych, dziecka, od którego wymaga się rzeczy niemożliwych, rujnujących psychikę i prowadzących do rozpaczy i poczucia beznadziei. Warto przeczytać.
(Ocena: 4,5/6)

● ● ●

Po takim przerywniku wracam do Biegnącej z wilkami, by poznać psychologiczne podłoże uległości kobiet wychowywanych w kulturach patriarchalnych. Książka jest bardzo ciekawa i pełna fragmentów wartych zachowania w podręcznym notesiku, ale zbyt przytłaczająca swą wymową, by czytać ją szybko, jak powieść – za dużo tu tematów wartych przemyślenia, nie można się tylko prześlizgnąć przez poruszane tu problemy. Polecam wszystkim, którzy potrzebują zmiany w życiu lub chcą lepiej poznać siebie i płeć przeciwną, by żyć pełniej i w większej harmonii z otoczeniem.