Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Colleen McCullogh. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Colleen McCullogh. Pokaż wszystkie posty

26 września 2012

Nie tylko miłość

Ptaki ciernistych krzewów to już trzecia powieść Colleen McCullough, z jaką miałam okazję się zapoznać. I coraz bardziej mi się jej pisarstwo podoba. W sięgnięciu po nią przeszkadzało mi przez czas dłuższy wspomnienie o serialu (w rolach głównych Rachel Ward i Richard Chamberlain), jaki oglądałam w młodym wieku, który to serial utrwalił we mnie przekonanie, iż rzecz jest o miłości głównie, zakazanej, więc niosącej posmak tajemnicy, ale zawsze o miłości. A ja od romansów stronię, bo mnie nudzą. I nie wiem, czy główny nacisk w serialu był tak spłycony i na miłość postawiony, czy też młode dziewczę, jakim wówczas byłam, skupiło się na tym aspekcie, dość że jakaś niechęć się tliła i odsuwała w czasie czytanie Ptaków ciernistych krzewów. Oczywiście niesłusznie.
Powieść jest bowiem bardzo dobrze napisaną sagą rodziny Clearych, opisującą życie trzech pokoleń od osiedlenia się w Nowej Zelandii, przez spokojne życie w Australii, aż po wędrówki najmłodszych przedstawicieli rodu po powojennej Europie. Najpierw poznajemy członków rodziny, ich korzenie, relacje i aspiracje, a potem na plan pierwszy lekko wysuwa się postać Meggie, jedynej dziewczynki wśród dziewięciorga dzieci, wyrastającej na piękną kobietę na oddalonej od miast, osadzonej wśród buszu farmie, i jej miłość do przystojnego księdza Ralpha de Bricassart, potrafiącego zrozumieć najpierw osamotnione dziecko, a potem wrażliwą dziewczynę i pomóc w miarę wiedzy i umiejętności. Ptaki... pozostają jednak powieścią wielowątkową, z wieloma równorzędnymi bohaterami, a miłość pełni taką rolę, jak w życiu, jest po prostu jego częścią.
Powieść Colleen McCullough, napisana bardzo plastycznym językiem, urzeka pięknymi opisami otoczenia i trafnymi charakterystykami wielowymiarowych postaci, a śledzenie zgrabnie skonstruowanej akcji, lekko przechodzącej od jednego ważnego wydarzenia do następnego, sprawia czytelnikowi dużą przyjemność. Zwyczajna egzystencja, codzienne trudy i radości, chwile szczęścia i skrywanego bólu, popełnione błędy i tajemnice z przeszłości, wyjaśniające motywy kierujące ludźmi, przedstawione są w sposób tak ciekawy, że trudno oderwać się od czytania, nawet wtedy, gdy opis skupia się na miłosnych rozterkach bohaterów. Tło akcji zarysowane jest w takim tylko stopniu, w jakim to konieczne, bez przepełnienia zbędnymi szczegółami, dopełniając, a nie przerysowując, lekko przenosząc nas z antypodów do Europy, Watykanu i Londynu. Sporą rolę odgrywa w powieści religia, uzupełniając tło obyczajowe o zwyczaje katolickie i ich wpływ na ludzkie wybory. Zachęcam niezdecydowanych, świat Meggie i Ralpha nie jest tak nudny, jak utrwalił to w mojej pamięci serial, powieść po prostu wciąga.
(Ocena: 5/6)

17 lutego 2012

Troja realistycznie

Wiele jest opowieści o wojnie o piękną Helenę, poczynając od Homera, a na współczesnych pisarzach kończąc. Oblężenie Troi to nieustające źródło inspiracji twórców, sięgających do tak zamierzchłych czasów po znane i uznane motywy, postacie czy fortele.
Colleen McCullogh pisząc Pieśń o Troi czerpała z dzieł Homera pełną garścią, ale przedstawiła walkę bardziej prawdziwie, nie tylko jako źródło sławy i chwały bohaterów, powód radości zwycięzców i rozpaczy pokonanych, ale jako twardą, brudną grę zbrojną, mającą być środkiem do uzyskania wpływów politycznych, a co za tym idzie i handlowych. Bo wyprawa po porwaną Helenę jest jedynie pretekstem wojny, a oblężenie Troi ma być wstępem do podboju całej Azji Mniejszej i poddania jej wpływom Greków. Niestety, od tamtych zamierzchłych czasów motywacje ludzi się nie zmieniły, unowocześniły się tylko środki używane do osiągnięcia celu.
Akcja powieści obejmuje czasy od narodzin Achillesa i ślubu Heleny do zwycięstwa Greków i zrówniania Troi z ziemią. Toczy się na terenie Grecji i okolicznych wysp oraz na wybrzeżu Azji Mniejszej i oczywiście pod Troją. O kolejnych wydarzeniach opowiadają poszczególni bohaterowie, dzięki czemu możemy porównać różne punkty widzenia i lepiej zagłębić się w opowieść – tak prowadzona narracja powoduje, że postaci z papierowych kart stają się nam bliższe, a na pewno bardziej znajome i łatwiejsze do zrozumienia. Powieść napisana jest żywym, barwnym językiem, przyjemnym w odbiorze, pozwalającym czytelnikowi poczuć tamten czas i tamtą wojnę. Czytało się ją trochę lepiej niż Asklepiosa, który również zasługuje na uwagę miłośników starożytności, a czasów trojańskich w szczególności.
(Ocena: 5,5/6)