30 sierpnia 2012

Suttree

Polubiłam Cormaca McCarthy’ego przy czytaniu Drogi. Przemówiła do mnie jego postapokaliptyczna wizja wraz z nadzieją, jaką zasugerował na koniec. Potem były dwie kolejne powieści, które, owszem, podobały mi się, ale już bez takiego zachwytu. Ostatnio natomiast miałam okazję zapoznać się z najnowszym na polskim rynku dziełem pisarza, pt.: Suttree.
Wbrew temu, co sugeruje opis na okładce, Suttree nie jest do śmiechu. Miano „najzabawniejszej powieści McCarthy’ego” jest mocno przesadzone, bo nie ma w niej tak naprawdę niczego zabawnego (no może z wyjątkiem niektórych pomysłów Harrogate’a, ale to raczej taki smutny śmiech). Skłania ona bardziej do zadumy nad marnością świata tego i niezrozumiałymi dla postronnego obserwatora wyborami życiowymi. Przeczytać warto, bo napisana jest językiem pięknym, soczystym, ale często mocno bijącym realizmem, brudem i brzydotą.
Porównywany do Williama Faulknera, McCarthy w tej akurat powieści, może bardziej ze względu na fabułę, skojarzył mi się z innym amerykańskim noblistą, Johnem Steinbeckiem i jego trzema powieściami o żyjących inaczej: Tortilla Flat, Ulica Nadbrzeżna i Cudowny czwartek. Cornelius Suttree to też outsider z wyboru, żyjący z dnia na dzień, zarabiający na czym się da, znający ulicę, knajpy, dziwki czy areszt od środka, nie stroniący od alkoholu, ale zarazem to człowiek wrażliwy, który na swój sposób troszczy się o znajomych, pomaga kumplom, wyciąga ich z tarapatów, sprawdza, jak sobie radzą w mrozy i skutecznie zbiera z rynsztoka, gdy tego potrzebują. Jest postacią, którą poznajemy przez działania, nie przez przemyślenia. On po prostu robi to, co musi, czy co wydaje mu się, że musi. Jako człowiek wrażliwy i uczuciowy próbuje sobie poradzić w świecie, który nie głaszcze go po głowie, żyjąc pozornie poza normalnym społeczeństwem, walczy z bólem, wciąż niepogodzony ze śmiercią brata, syna, kochanki. Jest postacią tragiczną.
U McCarthy’ego świat wyrzutków społecznych, odmalowany z całym brudem i brzydotą jego, okraszony jest dla kontrastu pięknymi opisami przyrody, ze starannością i drobiazgowością pełnego finezji języka (można mieć skojarzenia z Proustem ;)). Opisy te nie są jednak nużące, jak mogłoby się wydawać, ale pozwalają odetchnąć po naturalistycznych pijatykach, bijatykach i ukrywaniu trupów. Te kontrasty dają się we znaki czytelnikowi, bo jednocześnie zachwycają i zniesmaczają, a ostatecznie powodują, że żałujemy, że to już się skończyło i może że tak się skończyło.
Zdecydowanie warto sięgnąć po powieści tego Autora. Dobrze, że na półce czeka już na mnie Krwawy południk.
(Ocena: 5/6)

1 komentarz:

  1. Czytałam tę książkę, a także ,,Drogę,,
    Bardzo lubię tego autora:)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz dotyczący posta.
Proszę o nieskładanie mi życzeń świątecznych, bo świąt nie obchodzę, a inne uwagi najlepiej kierować na podanego maila, pocztę sprawdzam każdego dnia. Dziękuję! :)