21 marca 2013

Śmierć i jego terminator

Terry Pratchett
Mort (Mort)
tłum. Piotr W. Cholewa
Prószyński i S-ka, 1996
s. 260

Nawet Śmierć potrzebuje czasem urlopu. Zwłaszcza że słyszał o przyjemnościach spędzania wolnego czasu, czy to na łowieniu ryb, czy podczas tańca, czy nawet upijając się ze smutku z przygodnym barmanem jako obiektem do zwierzeń. Nic dziwnego, że i główny strażnik klepsydr Świata Dysku zapragnął poznać, ile dobrego wyniesie ze spędzenia czasu na czymś innym niż machanie kosą. Aby sobie jednak na to pozwolić, musi zatrudnić kogoś, kto go zastąpi – najmuje więc terminatora, który po krótkim przeszkoleniu podejmuje rolę zastępcy Śmierci.
Mort jest wiejskim nieudacznikiem, niezgrabnym, długonogim nastolatkiem, który niepokoi rodziców swoją nieporadnością. Uznają, że najlepiej oddać go do terminu. Tyle że nikt go nie chce. Oprócz Śmierci. Mistrz i uczeń zaskakująco dobrze się dogadują. Do czasu, gdy okazuje się, że Mort, otrzymawszy standardowe zadanie oddzielenia duszy od ciała, zlitował się nad młodością i urodą księżniczki ocalając jej życie. I tym samym zachwiał osnową istnienia. Konieczne staje się podjęcie działań zmierzających do ratowania świata przed groźnymi konsekwencjami samowoli Morta. To element klasycznej baśni o uczniu czarnoksiężnika. Młody terminator uczy się pilnie, przejmując nawet sposób zachowania od mistrza, ale lekkomyślnie nie umie przewidzieć konsekwencji swoich czynów. Jest jednak na tyle odpowiedzialny, by spróbować naprawić to, co zepsuł.
Nie tylko Mort jest tu głównym bohaterem. Równie ważną, o ile nie ważniejszą postacią jest Śmierć – dostojny, poważny, choć nieco kościsty, zakapturzony osobnik w czerni, mówiący wielkimi literami. Musi robić mocne wrażenie. Które jednak trochę niweczy imię jego konia – Pimpuś. Takie sympatyczne, swojskie imię, dobre dla każdego domowego zwierzątka. Nie tylko imieniem konia wyłamuje się Śmierć gminnym wyobrażeniom o grozie i potędze odbieracza ostatniego tchnienia. Również zamiłowaniem do kotów i ciekawością świata, objawiającą się eksplorowaniem nieznanych obszarów działalności człowieka. Śmierć sprawia tak sympatyczne wrażenie, że łatwo zapomnieć o jego ostatecznej roli. Wszystko jednak do czasu.
W Morcie jest i zabawnie, i poważnie. Komiczna strona powieści oswaja z tematyką śmierci, poważna nie pozwala jej zlekceważyć. Trochę uwag o mijaniu czasu i wierzeniach też każe zastanowić się, co robimy tu i teraz, a co nas może czekać po drugiej stronie kosy. Tradycyjnie już każdego zachęcam do zasmakowania przygody z płaskim światem – można znaleźć tu swojego ulubionego bohatera i spędzić z nim niezapomniane chwile.
(Ocena: 5,5/6)

1 komentarz:

  1. Dziękuję Ci za podesłanie linka do recenzji,
    została dodana do wyzwania :)
    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz dotyczący posta.
Proszę o nieskładanie mi życzeń świątecznych, bo świąt nie obchodzę, a inne uwagi najlepiej kierować na podanego maila, pocztę sprawdzam każdego dnia. Dziękuję! :)