25 marca 2013

Śmiech ogra

Pierre Péju
Śmiech ogra (Le Rire de l’ogre)
tłum. Magdalena Pluta
Sic!, 2006
s. 266

Rozpoczęłam poznawanie twórczości Pierre’a Péju od lektury Siostrzyczki Ewy od kartuzów. Pamiętam, że ta cienka książeczka bardzo mi się spodobała, chociaż dziś już nie umiałabym powiedzieć o niej nic znaczącego. Trafiając na kolejną powieść tego autora spodziewałam się co najmniej podobnych wzruszeń.
Péju podzielił Śmiech ogra na dwie części. W pierwszej przeplatają się obrazy masowych unicestwień ludności Ukrainy podczas II wojny światowej z wydarzeniami toczącymi się dwadzieścia lat później w małym niemieckim miasteczku. Współudział w ludobójstwie wykrzywia psychikę mimowolnych sprawców, jeden z bohaterów, niemiecki oficer, lekarz „[...] cierpiał, nie mogąc sobie wyobrazić ludzkiej potworności na taką skalę. Możemy dopuścić do świadomości drogę krzyżową każdego człowieka z osobna, ale nigdy w masie. Jeśli cierpienie jest masowe, staje się abstrakcyjne. Ludzkość w ogóle, ludzkość podlegająca masowo eksterminacji wymyka się naszemu współczuciu.” (s. 69), żołnierze próbujący ratować ukraińskie dzieci i patrzący na śmierć ich matek muszą jakoś sobie poradzić z traumą uczestnictwa w tym procederze, próbować normalnie żyć, zakładać rodziny, płodzić dzieci. Nie każdemu się to udaje, doprowadzając do powojennych tragedii. Ciągle przebija się w ich świadomości bajka o ogrze, który tak mocno trzymał dzieci, że aż je udusił – i nie mógł już wykorzystać. I obraz Boga wokół morza cierpienia, trudny i niemożliwy, wymazany z prawa do istnienia, bo „świat nie jest niczym innym jak wysiłkiem, jaki Bóg podejmuje, aby się samemu unicestwić, przejęty zgrozą nad własnym Dziełem Stworzenia... Świat, ze wszystkim, co się na nim dzieje, nie jest niczym innym jak samobójczym gestem Boga, który usiłuje jeszcze trochę bardziej zepsuć swoje ohydne dzieło, zrujnować własną boskość. Wielki stos rupieci Boga, który usiłuje z tym skończyć.” (s. 76). Zdarzają się chwile, które zaważą na przyszłym życiu. Dla Paula i Clary, powojennych dzieci, ważna okazała się taka chwila przypadkowego spotkania, wiążąc ich na całe życie tajemnym, niewyjaśnionym przyciąganiem, sięgającym głęboko wstecz i daleko w przyszłość.
Część druga jest poszukiwaniem sensu życia, swojego miejsca na ziemi, drugiej połówki pomarańczy. I rozliczeniem z przeszłością niewyjaśnioną, dla Paula związaną silnie z tragiczną śmiercią ojca, jakoś podświadomie kojarzoną z jego udziałem we francuskim Ruchu Oporu. Paul i Clara, dzieci uczestników wojennych zdarzeń, spotykają się zrządzeniem losu, ciągną ku sobie i odpychają, skazani na mijanie się w życiu. Chociaż przez chwilę wydaje się, że może młodzieńcze zauroczenie, fascynacja pełna zuchwałości i niezręczności przekształci się w miłość, potrzebę bycia blisko siebie. Jednak niecierpliwość Clary, niemożność ustania w miejscu, i poszukiwania Paula niszczą to, co się na dobre nie zaczęło. Paul w końcu znajduje swoją niszę w świecie tworzenia. Wyraża siebie w rzeźbach, tak jak Clara w fotografiach, szukając głębi ludzkiego cierpienia na wojnach, w kolejnych potyczkach kolejnych skłóconych nacji.
Jest w tej powieści znacznie więcej niż wynikałoby z niezbyt dużej jej objętości. Jest treść obszerna i ważna dla istoty człowieczeństwa. Jest cena za udział w wojnie i nadzieja na przyszłe, lepsze życie. W rozliczeniu trzeba jednak uwzględnić spotkania po latach, nawet jeśli nie samych uczestników zdarzeń, to ich potomków, którzy ciągną bagaż doświadczeń własnych i swoich ojców i muszą się z nim uporać na swój własny sposób, poszukując drogi do celu i miejsca, w którym znajdą spokój duszy. Żeby móc przeżywać „każdego dnia cud kolejnego dnia” (s. 198). To powieść dojrzała i niełatwa, wymagająca uwagi i namysłu. Nie każdemu się spodoba, ale niektórych oczaruje.
(Ocena: 4,5/6)

● ● ●
„Wadą wielkich zbiorowych porywów jest to, iż wytwarzają złudne przekonanie, że każda indywidualna twórczość robi się śmieszna. Wyjątkowe dni nie niwelują normalności: ustanawiają normalność wyjątku.” (s. 156)
„Wojna to nie tyle bitwy, ile niewyobrażalna niegodziwość ludzka.” (s. 166)
„W bloku zła są zawsze jakieś szczeliny dobra.” (s. 238)

3 komentarze:

  1. Piękne to sformułowanie o szczelinach dobra :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dosłownie wszystko w tej książce sprawia, że chciałabym ją przeczytać. Rzut oka na tytuł, spojrzenie na okładkę i już wiem, że muszę. Przeczytanie recenzji i już notuję to na liście książek, o które absolutnie MUSZĘ zapytać w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie tytuł i okładka przyciągają. Oby Ci się dobrze czytało. :)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz dotyczący posta.
Proszę o nieskładanie mi życzeń świątecznych, bo świąt nie obchodzę, a inne uwagi najlepiej kierować na podanego maila, pocztę sprawdzam każdego dnia. Dziękuję! :)