27 lutego 2013

Wieża Błaznów i tak dalej

Andrzej Sapkowski
Narrenturm, Boży wojownicy, Lux Perpetua
SuperNowa, 2002-2006
s. 593, 587, 560 (1740)

Zamek w Sternberku
Rok 2013 jest u mnie rokiem powtórek. Od jakiegoś już czasu nosiłam się z zamiarem odświeżenia sobie Trylogii husyckiej, chyba od chwili, gdy po raz kolejny wchłonęłam cykl o Wiedźminie i dostrzegłam w nim o wiele więcej niż przy pierwszym i drugim czytaniu – to reguła, że każde kolejne spotkanie z dobrą książką obfituje w nowo dostrzeżone myśli i pozwala docenić to, co głębiej schowane. Również trylogia o Reynevanie nie zawiodła mnie pod tym względem.
Most w Litovelu
Rzecz dzieje się podczas wojen husyckich, na Śląsku rządzonym przez wielu książąt z linii piastowskiej i w Czechach, gdzie ścierają się zwolennicy i przeciwnicy nowego rozumienia słowa bożego, w latach dwudziestych XV wieku. Czas akcji zbliżony jest do powieści Korkozowicza z cyklu o Czarnym, ale jakże inaczej pokazany. Nie ma tu idealnych bohaterów, nie ma idealnych akcji – nie wszystko się udaje, jak było zaplanowane, a główne postacie często muszą się salwować ucieczką (może nawet zbyt często, co przejada się nieco, zwłaszcza w trzeciej części). Bohaterowie są prawdziwi, z krwi i kości, odmalowani z całym dobrodziejstwem inwentarza i we wszystkich odcieniach, a opisy historycznej rzeczywistości i miejsc, po których przemieszczają się tabuny postaci wszelakich, realnych i wymyślonych przez autora, są tak sugestywne, że aż czujemy zapachy, nie zawsze piękne, i słyszymy odgłosy życia, bywa że bolesne, jak wrzaski torturowanych czy skwierczenie palonych heretyków – cały naturalizm w konwencji średniowiecza. Bywa niepięknie, jak w życiu, ale są i momenty ładne, śmieszne, ironiczne, sarkastyczne. Jest idealizm, oddanie się działaniu wbrew wszystkim przeszkadzaczom, i jest interesowność, przesadne umiłowanie pieniędzy, walka w imię własnego dobra, bez liczenia się z opinią innych i bez troski o obcych. Są też przejawy fanatyzmu, który pomoże strawić każdą myśl, odstającą od równo przyciętego szablonu, i który posłuży się każdym sposobem, choćby najgłupszym (jak na przykład list od Chrystusa czytany na rynku miejskim), by spróbować pognębić przeciwnika myślącego odmiennie.
Zamek w Bouzovie
Wiele zarzutów słyszałam o Trylogii husyckiej, ale mnie i tak się ona podoba. Lubię pisanie Sapkowskiego, jego erudycję, zręczność wplatania informacji w fabułę, bawienie się słowem, konwencjami i anachronizmami. Ta historyczno-fantastyczna trylogia ma w sobie dostatecznie dużo historii i akurat w sam raz magii, żeby przyciągnąć czytelnika, który lubi i jedno, i drugie. No i nie znudzić go przesadą w którąś stronę. Poza tym Sapkowski bardzo ładnie, często ironicznie, pisze o absurdalnej dla mnie motywacji wojen religijnych – wyrzynanie się w imię jakiegoś bóstwa, zwłaszcza dobrego i miłosiernego w założeniu, jest samo w sobie dostatecznie głupie, by irytować każdego czytelnika, nie stroniącego od przemyśleń. Na świecie jednak bywa dostatecznie wielu fanatyków, żeby wojny, zwłaszcza religijne, się zdarzały. Wątpiących i zniesmaczonych Trylogią husycką zachęcam do zapoznania się z wywiadem Stanisława Beresia przeprowadzonym z Andrzejem Sapkowskim i wydanym pod tytułem Historia i fantastyka – wtedy wiele się wyjaśni, a co nieco okaże się nawet sensowne i ciekawe.
(Ocena: t. 1 – 5/6, t. 2 – 5/6, t. 3 – 4,5/6)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz dotyczący posta.
Proszę o nieskładanie mi życzeń świątecznych, bo świąt nie obchodzę, a inne uwagi najlepiej kierować na podanego maila, pocztę sprawdzam każdego dnia. Dziękuję! :)