28 września 2013

Temeraire

Początek XIX wieku. Europa jest terenem wojen, w których ścierają się siły Napoleona Bonapartego z armiami sąsiednich krajów. Cesarz Francuzów chce sobie podporządkować kontynent, a nawet kawałek świata poza nim. W tej scenerii rozgrywają się wydarzenia, opisane w kolejnych tomach siedmioczęściowego cyklu Naomi Novik o wyjątkowym smoku w służbie angielskiego Korpusu Powietrznego, i ludziach, związanych z nim od jaja, przez wyklucie i kolejne lata pełne przygód, walk, nauki, rozważań i niełatwych decyzji.
Novik stworzyła świat alternatywny, który różni się od naszego tylko tym, że istnieją w nim smoki: inteligentne, mówiące stworzenia, poddające się oswajaniu, zdolne do walki i często do niej wykorzystywane. Ten świat nękany jest wojną; Europa boryka się z zapędami małego cesarza, pragnącego podbić znany mu świat. Wraz z Temeraire’em uczestniczymy w kolejnych potyczkach, najpierw w Anglii i okolicach, w Turcji, Prusach, a nawet w Afryce czy Australii. Kolejne przygody Temeraire’a i jego kapitana, Williama Laurence’a, urozmaicone są procesem dorastania i dojrzewania smoka, poznawania nie tylko kolejnych sposobów walki, ale i następnych dziedzin ludzkiej i smoczej działalności, nauki i filozofii, a także zagadnień dobra i zła, własności i niewolnictwa, posługiwania się pieniędzmi i argumentami. Przypomina to tłumaczenie świata dziecku, dziwiącemu się złożoności otoczenia, bogactwu doznań i emocji, a jednocześnie myślącemu prosto i nieuznającemu pokrętnych tłumaczeń i motywacji.
Na plan pierwszy oczywiście wysuwają się smoki. Trochę szkoda, że inne zwierzęta są pokazane wyłącznie jako pokarm dla nich, z wyjątkiem jednego psa o znakomitym węchu, przydatnego w poszukiwaniach lekarstwa dla smoków. Krowy, konie, owce, słonie i kangury występują tylko biernie, dając się pożerać, przepędzać na pobliskie pastwiska, porywać czy zarzynać. Za to smoki mają bardzo malownicze charaktery; niektóre nawet charakterki, jak na przykład Iskierka, niesforna i krnąbrna smoczyca zionąca ogniem, mająca w każdej sprawie własne zdanie i podejmująca samodzielne wyprawy w celu zdobycia bogactw. Temeraire za to jest poważnym, rozmyślającym smokiem jednej z najszlachetniejszych ras, podchodzącym do wszystkiego z rozwagą, działającym honorowo, ale i nad wyraz dzielnie.
Temeraire to cykl o sympatycznym smoku, któremu przyszło żyć w czasach mało sympatycznych, za to ciekawych i pozwalających na doznawanie mocnych wrażeń. Nadaje się już dla starszych dzieci, o ile nie przeszkadza im tematyka wojenna. Wojna przedstawiona jest dość realistycznie, ale bez drastyczności, w całej swej smutnej okazałości, z koniecznymi szczegółami, barwami i całą polityką z nią związaną. Język powieści jest prosty, ale trafiający do serca, sugestywny i komunikatywny. Bohaterowie przeżywają rozterki, pokonują trudności, zmagają się z przeciwnościami, z klasą i honorem podejmując trudy wojny, nie pozwalając sobie na odstępstwa od przekonań, nawet jeśli ceną za honorowe zachowanie ma być śmierć. Cykl napisany jest bardzo serio, brakowało mi trochę humoru, zabawnych sytuacji, jednak jest dość ciekawy, żeby z niecierpliwością czekać na kolejny tom.

● ● ●

Naomi Novik
t. 1: Smok Jego Królewskiej Mości (His Majesty's Dragon)
tłum. Paweł Kruk, Rebis, 2007
Walki na morzu zawsze budzą duże emocje – te salwy z jednej czy drugiej burty, zwroty okrętów, zwijanie żagli, abordaż, a jak jeszcze dochodzi do tego nieoczekiwana, bardzo cenna zdobycz, to już jest pełnia szczęścia dla załogi. Zwłaszcza gdy tą zdobyczą jest jajo smoka, mającego się zresztą wkrótce wykluć. A to nie jest już dobra wiadomość, gdyż świeżo wyklutemu smokowi musi założyć uprząż jego opiekun. Ktoś musi więc zrezygnować z kariery na morzu i poświęcić się zawodowi awiatora.
(Ocena: 5/6)

t. 2: Nefrytowy tron (Throne of Jade)
tłum. Paweł Kruk, Rebis, 2007
Laurence i Temeraire muszą udać się do Chin, żeby wyjaśnić sprawę własności smoka i wynegocjować jego powrót do Anglii. Płyną na transportowcu przez siedem miesięcy, spotykają ich nieliczne przygody, burze i morskie potwory, by wreszcie dotrzeć na cesarski dwór. Tu mają okazję poznać zwalczające się stronnictwa i stać się pionkami w grze, której reguł nie znają, a która ma znaczący wpływ na uzyskanie koncesji handlowych, pozwalających Anglikom na swobodne korzystanie z dóbr chińskich. Gra toczy się nie tylko o duże pieniądze, ale i o władzę.
(Ocena: 4/6)

t. 3: Wojna prochowa (Black Powder War)
tłum. Paweł Kruk, Rebis, 2008
Jak było do przewidzenia Temeraire i Laurence nie wracają z Chin na transportowcu, ale znacznie ciekawszą, obfitującą w przygody drogą nad kontynentem azjatyckim. Muszą bowiem odebrać zakupione w Turcji trzy jaja smocze i dostarczyć je do kryjówki w Anglii. Stambulski dwór obfituje jednak w intrygi, które nie ułatwiają wypełnienia tego zadania. Po odlocie z Turcji czekają ich kolejne, liczne przygody w drodze przez walczącą Europę – wojna w Prusach, ciężki marsz z wojskami w odwrocie, obrona Gdańska. I cały czas wisi nad nimi zemsta białej smoczycy Lien, która nie spocznie, nim nie doprowadzi do unicestwienia Temeraire’a.
(Ocena: 5/6)

t. 4: Imperium kości słoniowej (Empire of Ivory)
tłum. Jan Pyka, Rebis, 2008
Wśród angielskich smoków zapanowała epidemia wyniszczająca ich organizmy. Im większy smok, tym ciężej choruje i tym trudniej mu dojść do zdrowia. Temeraire jest zrozpaczony i, gdy okazuje się, że może uratować przyjaciół sprowadzając lekarstwo, nie waha się ani chwili. Podróż do południowej Afryki i poszukiwania leku obfitują w liczne przygody, porwania, ucieczki i walki, trzymając uwagę czytelnika nagłymi zwrotami akcji i ciekawymi wydarzeniami.
(Ocena: 5/6)

t. 5: Zwycięstwo orłów (Victory of Eagles)
tłum. Jan Pyka, Rebis, 2009
Przyszedł ten moment, którego angielscy politycy się obawiali: Napoleon rozpoczął inwazję na Brytanię, zajmując nie tylko wybrzeże, ale i Londyn. Król wraz z wojskiem wykonali taktyczny odwrót do Szkocji, by tam zebrać siły i przegrupować się przed walną bitwą. Temeraire organizuje smoki z terenów rozpłodowych w samodzielną grupę działającą niezależnie od wojsk angielskich, a wkrótce razem z Laurence’em, warunkowo dopuszczeni do działań wojennych, gnębią oddziały wroga skutecznie, choć niehonorowo.
(Ocena: 5/6)

Niestety brakuje mi pozostałych dwóch tomów: Języki węży i Próba złota. Może ktoś ma na zbyciu – chętnie wymienię.

25 września 2013

Wafle kakaowe

Dobre, domowe... :)

składniki:
● 1/3 szklanki mleka
● 3/4 szklanki cukru
● 20 dag masła
● 2 łyżki kakao
● 2,5 szklanki mleka w proszku
● 5 wafli
● dowolny aromat (opcjonalnie)

sposób przygotowania:
1. Mleko w proszku i kakao przesiać, wymieszać.
2. Podgrzać zwykłe mleko, rozpuścić w nim najpierw cukier, potem masło.
3. Wsypywać po trochu mleko w proszku i kakao, mieszać do połączenia się składników.
4. Posmarować wafel jedną czwartą masy, przykryć drugim waflem, znowu posmarować, przykryć, i do końca na zmianę.
5. Delikatnie docisnąć, obciążyć i odstawić do przestygnięcia.
6. Pokroić na dowolne kształty, schłodzić w lodówce w zamkniętym pojemniku.

Proste, prawda? No to do roboty! Smacznego!

16 września 2013

Korona śniegu i krwi

Elżbieta Cherezińska
Korona śniegu i krwi
Zysk i S-ka Wydawnictwo
MP3, czyta: Roch Siemianowski

Podchodziłam do tej powieści z dużymi nadziejami. Czytałam pochlebne recenzje osób, których zdanie cenię, a i okres historyczny, który autorka opisała, bardzo lubię. Niestety mimo pozytywnego nastawienia podobało mi się niewiele bardziej niż czytana kiedyś powieść Elżbiety Cherezińskiej o wikingach.
Czas akcji to mało eksploatowany w literaturze okres rozbicia dzielnicowego, gdy potomkowie Piastów, licznie rozmnożeni, tłuką się nawzajem, zawiązując chwilowe sojusze zarówno między sobą, jak i z władcami ościennych państw, żeniąc się i krzyżując rody ku większej chwale i pomnożeniu sił. Wszyscy mają już dosyć tych przepychanek do krakowskiego stolca, ale każdy chciałby go dla siebie. Na czoło tego wyścigu wysuwają się książęta z linii śląskiej i wielkopolskiej. Raz związani sojuszem, raz wojną, nie żałują sił, by dopiąć celu. Udaje się to obiecującemu księciu starszej Polski, Przemysłowi II, choć nie na długo. Świeżo koronowany król Polski ściąga na siebie gniew możnych, dotąd przyjaźnie nastawionych, zarówno w kraju, jak i poza jego granicami. Nasłani zabójcy dokonują zbrodni w Rogoźnie, pozbawiając kraj szansy na normalniejsze rządy. Jest jednak nowa nadzieja: w tle wielkich wydarzeń wyrasta na znaczącego wodza mały wzrostem Władysław, książę kujawski i sandomierski, wychowujący się przez kilka lat na krakowskim dworze Bolesława Wstydliwego, a potem wiernie wspierający politykę Przemysła jako jego zbrojne ramię; jest też wierny i przewidujący Jakub Świnka, który z prostego kanonika dochodzi do urzędu arcybiskupa, dzięki swoim wcześniejszym studiom i koneksjom mogąc pomóc w ziszczeniu marzenia poznańskiego księcia.
Koronę śniegu i krwi poznałam w formie audiobooka. Słuchając miałam wrażenie, że w tej powieści brakuje celu działań podejmowanych przez bohaterów. Niby wiadomo, że nadrzędne były próby scalenia rozczłonkowanego państwa i odzyskania korony, ale wiadomo to z historii, a nie z tej powieści. Słuchałam i zastanawiałam się, kiedy wreszcie wyłoni się to coś, co będzie miało kluczowe znaczenie w sklejeniu różnych wątków, co doprowadzi do kulminacji wydarzeń czy jakiejś interesującej puenty. Dostałam zlepek zdarzeń, samych w sobie ciekawych, ale zbyt luźno powiązanych, żeby stworzyć interesującą całość. Niestety zbyt często dla porównania stawała mi w pamięci świetna powieść Parnickiego osadzona w tamtych czasach, wspominająca śmierć Przemysła, a genialnie skonstruowana. Nie pomógł nawet sposób poznawania powieści – audiobook czytany przez mojego ulubionego lektora, Rocha Siemianowskiego, który potrafi swoim pięknym męskim głosem oddać gorączkę wydarzeń, przekazać emocje, podkreślić to, co ważne, a jednocześnie umie poprawnie czytać (co wcale nie jest takie oczywiste w przypadku polskich lektorów), stawiając akcent tam, gdzie być powinien, uwydatniając właściwe słowa, a w cień spychając te mniej istotne. W dużej mierze dzięki lektorowi dosłuchałam do końca.
Podobały mi się natomiast dwie rzeczy: postacie bohaterów, nakreślone ze zdecydowaniem i wprawą, soczyste i wyraziste, do polubienia albo znienawidzenia – to niewątpliwie atut powieści; oraz pomysł z herbami, tymi wszystkimi orłami, gryfami i innymi stworzeniami, które, jako symbole władców, brały aktywny udział w rozmowach, walkach, pijatykach, oddając emocje i podkreślając słuszność poglądów bądź niechęć do rozmówcy. Ciekawy pomysł, chwilami nawet zachwycający w swojej prostocie i skomplikowaniu jednocześnie. Takie perełki wystarczą, żebym sięgnęła po kontynuację, jeśli takowa kiedyś powstanie, najlepiej znowu w postaci audiobooka czytanego przez mojego ulubionego lektora.
(Ocena: 4/6)

12 września 2013

„Wszystko jest na styku życia i śmierci”

Maria Nurowska
Hiszpańskie oczy
Wydawnictwo Alfa, 1990

Każda kobieta wie, że wychowanie dziecka jest zadaniem niełatwym. Każda świadoma kobieta zdaje sobie sprawę, że wymaga to ciągłej pracy nie tylko nad dzieckiem, ale i nad sobą. Pomagają w tym doświadczenia, jakie wynosi się z domu rodzinnego, jeśli są dobre. Gorzej, gdy przeważają te złe. Nawet dzieci otoczone, wydawałoby się, miłością i staraniem, miewają duże problemy z akceptacją siebie i znalezieniem swojego miejsca w życiu. Bo kochać też trzeba mądrze i, przede wszystkim, świadomie. Miłość zaborcza, miłość nadopiekuńcza, miłość oparta na nienawiści i wyparciu nie przysłuży się ani dziecku, ani matce. W takiej sytuacji kluczowe staje się uświadomienie sobie, że coś jest nie tak, jak powinno, że coś się nie zgadza, a potem poszukiwanie rozwiązania i dążenie do zmiany, przede wszystkim siebie i swojego nastawienia. Jeśli kobieta wykona tę pracę dobrze, ma szansę wychować szczęśliwą, pewną swojej wartości, akceptującą siebie córkę. I poczuć się spełnioną w macierzyństwie.
Anna jest nieszczęśliwa. Ma córkę, która niszczy siebie, przy okazji unicestwiając związki z matką i synem. Ale istnieje ważki powód, dla którego od początku nie potrafiła zaakceptować istnienia Ewy – córka została poczęta w wyniku gwałtu. Anna nie umiała pokochać tego dziecka, przez lata nie potrafiła go nawet dotknąć, przytulić. Wpłynęło na to również zimne wychowanie, jakiemu sama została poddana, bez czułości i bliskości własnych rodziców. Gdy Ewa coraz gorzej radzi sobie w życiu, gdy powoli się wyniszcza, matka szuka dla niej pomocy u psychologa. Początkowo obu kobietom trudno się otworzyć, jednak z czasem mówią coraz więcej, zaczynają akceptować ujawniającą się prawdę o sobie i o tej drugiej i rozumieć, w czym tak naprawdę tkwi problem. To nie znaczy jednak, że od razu wiedzą, jak go pokonać.
Poznajemy Annę po trochu, raz tę współczesną, borykającą się z opieką nad córką i wnukiem, a raz dawną, z czasów powstania warszawskiego i zesłania do łagru. Kolejne odsłony ukazują kobietę nieszczęśliwą, zagubioną, łaknącą miłości, czy to od uwielbianego mężczyzny, dla którego gotowa jest zrobić wszystko, czy od kobiety, która pomaga jej przetrwać następny trudny rok w niewoli. W tych naprzemiennych obrazach uwidaczniają się przyczyny i skutki, niekiedy odległe w czasie, a niekiedy natychmiastowe. I coraz lepiej można zrozumieć, dlaczego Anna nie radzi sobie z emocjami, dlaczego nie umie okazać córce zaufania, a całą zaborczą miłość przeniosła na wnuka – lęk o bliskich zamraża rozsądek, nie pozwala odetchnąć swobodnie, dusi i gniecie, każe pilnować, chronić i osłaniać, nawet wbrew woli dorosłego dziecka. Zrozumiałe też staje się dążenie Ewy do samounicestwienia, powolne zabijanie siebie, kaleczenie ciała, brak matczynych starań o syna. Ważny staje się ten moment, gdy obie kobiety uświadamiają sobie, że dłużej tak się nie da żyć, że złe relacje między nimi doprowadzą do katastrofy, że muszą się rozdzielić, by przestać wywierać na siebie nawzajem destrukcyjny wpływ. Czy jednak znajdą siłę na tak radykalny krok? Czy ktoś im w tym pomoże, wytłumaczy, wesprze?
Hiszpańskie oczy to bardzo dobra powieść o kobietach i dla kobiet. Raczej dla tych dojrzałych, matek córkom, które w pewnym momencie życia uświadomiły sobie, że łączą je z Anną lub Ewą jakieś wspólne doświadczenia, że dzielą któryś z problemów, i uznały, że czas na zmiany. Mogą się nauczyć, jak poradzić sobie z pewnymi przeciwnościami albo jak próbować uniknąć niesprzyjających okoliczności, mogą wreszcie uświadomić sobie, że potrzebna jest pomoc z zewnątrz, świeże spojrzenie fachowca, rada osoby, która widzi problem z dystansu i wie, jak mu zaradzić. To proza bardziej zrozumiała dla tych dojrzałych kobiet, które miały okazję zetknąć się w dzieciństwie z brakiem miłości albo z miłością zaborczą, spaczoną nadmiarem kontroli, z brakiem oparcia, niekonsekwencją dorosłych – tym wszystkim, co nie pozwala na rozwinięcie skrzydeł i utrudnia samodzielne, odpowiedzialne życie.
(Ocena: 5/6)

● ● ●
„Wszystko jest na styku życia i śmierci.” (s. 112)
„Ani moje dzieciństwo, ani młodość nie nauczyły mnie godnie żyć. I o to mam największe pretensje, i dlatego tak siebie nie lubię.” (s. 170)

8 września 2013

Kolejne wyzwanie

Lubimy wyzwania. Przeważnie podejmujemy je dla własnej satysfakcji, żeby się sprawdzić i dostarczyć sobie przyjemności z pokonania trudności. W wyzwaniach polegających na czytaniu książek spełniających określone warunki najtrudniejsze okazuje się przeważnie zdobywanie pasujących tytułów. Takim z początku jawiło mi się nowe wyzwanie, którego podjęłam się za sprawą postu przeczytanego na stronie Ewy Bauer.


Zasady przedstawiają się następująco (skopiowane ze strony pani Ewy):
1/ Wyzwanie trwa od 1 września 2013 r. do 31 grudnia 2013 r.
2/ W ramach Wyzwania powinno się przeczytać jak największą liczbę książek, które w tytule zawierają słowo „JUTRO” (w dowolnych odmianach czy językach). Ilość nie ma znaczenia, ale daje satysfakcję :-)
1-4 dobrze!
5-7 świetnie!
8 i więcej – doskonale!
3/ Przyjmujący Wyzwanie winni zgłosić się w grupie WYZWANIE „JUTRO” na facebooku (jeśli ktoś nie posiada tam konta, powinien zgłosić się na book@ewabauer.pl)  i tam wpisywać tytuły przeczytanych książek z podaniem kolejnego numeru przeczytanej książki
4/ Przyjmujący Wyzwanie zamieści na swoim blogu (jeśli go nie posiada, to na profilu facebook) informację o Wyzwaniu oraz linki do naszych stron autorskich
http://www.ewabauer.pl/
http://jarzebina22.blogspot.com/
http://ksiazkiidy.blox.pl/html
Wyzwanie okazało się naprawdę wyzwaniem. Po dokładnym sprawdzeniu, jakie książki spełniają warunki okazało się, że większość jest mocno poza moimi zainteresowaniami, spora część to kryminały i sensacje, czyli również mało dla mnie pociągające, a jeszcze kilka przeczytałam już dawniej i jakoś nie kusiła mnie powtórka. Na szczęście jest kilka książek, które z chęcią przeczytałabym, gdyby... no właśnie, gdybym miała do nich dostęp. Przy takiej selekcji udało mi się wynotować jedną serię i kilka pojedynczych tytułów, na które jest jakaś szansa w okolicznych bibliotekach.

Do dzisiaj przeczytałam trzy książki z cyklu Johna Marsdena Jutro:
1. Marsden John, Jutro 2: W pułapce nocy - 4
2. Marsden John, Jutro 3: W objęciach chłodu - 4,5
3. Marsden John, Jutro 4: Przyjaciele mroku - 4,5

6 września 2013

Niemiecki taniec

Maria Nurowska
Niemiecki taniec
Wyd. Tower Press, 2001

Dwie kobiety, dwie opowieści, odmienne spojrzenia. Urywki zdarzeń, ważnych i znaczących, wrażenia i emocje skumulowane na niewielu stronach, fragmenty życia, decydujące o istnieniu. Eliza i Marianna, szwagierki złączone nie tylko wspólnym nazwiskiem, ale i tajemnicami, które bezpieczniej zachować w ukryciu. Od czasu drugiej wojny światowej i trudnych chwil tuż po wyzwoleniu Pomorza związane ze sobą, chociaż żyją w oddaleniu i, zdawałoby się, bez potrzeby kontaktu.
Marianna jest zakonnicą, pracującą na misji w Afryce. Właściwie już nie pracuje, leży umierająca. W tych ostatnich dniach chce zobaczyć żonę swojego brata, pragnie z nią porozmawiać, wyjawić, co uczyniła, usprawiedliwić się, może uzyskać przebaczenie. Eliza natomiast spędza schyłek życia w luksusowym domu opieki, bez rodziny, otoczona życzliwymi, ale obcymi ludźmi. Zatrudnia sekretarza, młodzieńca o pochodzeniu czesko-niemieckim, do czytania jej gazet i książek – to właśnie Vaclawa wyśle jako swojego przedstawiciela w rozliczeniową podróż do Zairu. Po pięćdziesięciu latach dla obu kobiet przyszedł czas, by pogodzić się ze sobą i z własną przeszłością. I rozliczyć się z ucieczek – przed sobą, innymi, rzeczywistością, przemocą zwycięzców, wreszcie przed prawdą, której nie zagłuszy niepamięć. By pozbyć się poczucia straty, spróbować uczynić życie spełnionym, bez niezałatwionych spraw, niewyjaśnionych bolączek. By wyrazić skruchę, wyrzucić z siebie winę, pozbyć się żalu, ujawnić prawdę, która nawet tych wyglądających na prawych i uczciwych odrze z pozorów, ukaże prawdziwe, skrywane oblicze, niepiękne, splamione zbrodnią bądź przeniewierstwem. By pokonać upiory przeszłości i by ta niechlubna przeszłość przestała rzucać cień na obecne życie.
Powojenna rzeczywistość przyniosła Niemcom strach i upokorzenia, takie, jakie były udziałem ich wcześniejszych ofiar. Tak trudno rozliczyć winnych, łatwiej i może słuszniej po prostu przebaczyć. I spróbować zrozumieć. Jak wielka jest bowiem nienawiść ofiar? Na co potrafią się zdobyć w odwecie za ten strach i nieludzkie upokorzenia? Jak bardzo byłe ofiary potrafią skrzywdzić przypadkowych przedstawicieli niedawnych ciemiężycieli? Niemiecki taniec jest taką próbą rozliczenia z wojną i przeszłością, z balastem niesionym przez następne dziesiątki lat, z koszmarem snów nie pozwalających zapomnieć o śmierci, bólu, rozpaczy. Urzeka smutek, bijący z tęsknoty za tym, co być mogło, poczucie straty nie do nadrobienia, żal za błędne decyzje. Niby historia jakich wiele, a jednak wyjątkowa, jak każdy los wojenny. I napisana ładnym, prostym językiem, słowami trafiającymi dokładnie tam, gdzie powinny, bez przesady i nadmiaru, akurat w takiej dawce, w jakiej jest konieczny.
(Ocena: 5/6)

4 września 2013

Kamizelka, spódniczka i torebka

Mam spore opóźnienie w pokazywaniu dziergadełek, więc chociaż część dziecięcą pokażę. Wszystko zostało zrobione szydełkiem i już w wakacje dostarczone do małej właścicielki. Oczywiście, jak można było się spodziewać, najbardziej spodobała się torebeczka. ;)

szerokość: góra - 22 cm, dół - 28 cm, długość: 44 cm, na ręce: 15 cm


średnica: 13 cm, pasek: 55 cm

szerokość: góra - 26 cm, dół - 44 cm, długość: 26 cm

31 sierpnia 2013

sierpień 2013 – podsumowanie

Miesiąc został zdominowany przez powieści Mariusza Wollnego, było więc przyjemnie historycznie.
Jak zwykle lista przeczytanych książek, uzupełniana na bieżąco, jest po prawej, w zakładce „przeczytane w 2013”.

● ● ●

Alicja Niedźwiecka, Tydzień z godziną zero
Czasem miło wrócić do lektury z dzieciństwa. Całkiem sympatyczna opowieść dla starszych dzieci, ucząca tolerancji i wyrozumiałości. Bliźniaki Arika i Todik planują, każde osobno, wielką wyprawę do tropików. W tym samym czasie ich babcia szykuje dla całej rodziny niespodziankę, która będzie wymagała od wszystkich przystosowania się do zmienionych warunków. Każdy z członków rodziny czeka też z utęsknieniem na dziadka, mądrego starszego pana, posiadającego zdolność rozwiązywania spraw trudnych ku ogólnemu zadowoleniu. Jak łatwo się domyślić, w ostateczności wszystko wygląda inaczej niż się spodziewano, tylko dziadek pozostaje elementem pewnym i niezmiennym.
(Ocena: 4/6)

Peter Watts, Wyspa
Krótkie opowiadanie zawierające sporo treści. Budowa autostrady przez wszechświat napotyka po drodze różne, nieprzewidziane trudności. Jedną z nich jest obecność istoty wykazującej inteligencję wyglądającą na wyższą niż ludzka. Problem w tym, że wytyczona trasa nowej drogi przebiega przez jej mocno rozciągnięte ciało. Czy uda się zmienić trajektorię lotu, by ocalić żywe stworzenie? A przy okazji, czy ludzie nauczą się być bardziej ludzkimi, czy może maszyny przejmą wszystkie funkcje na statku? Warto przeczytać.
(Ocena: 5/6)

Connie Willis, Przewodnik stada
Całkiem niezła, niepozbawiona akcentów humorystycznych, powieść o modach i chaosie i ich wzajemnym przenikaniu się. Badania nad przyczynami wprowadzania nowych trendów są przyczyną bliskiego kontaktu ze stadem owiec i powodują radykalne zmiany w życiu zawodowym i uczuciowym głównych bohaterów.
(Ocena: 4/6)
„W ostatnich latach najstraszniejszym trendem w zarządzaniu bibliotekami jest tak zwane liczenie się z potrzebami czytelnika. Oznacza to po kilkanaście egzemplarzy Mostów w Madison County oraz książek Danielle Steel, w związku z tym brakuje miejsca na półkach. Bibliotekarze radzą sobie w ten sposób, że pozbywają się książek, których ostatnio nikt nie wypożyczał.”

Józef Ignacy Kraszewski, Krzyżacy 1410
(Ocena: 4/6)

Connie Willis, Nie licząc psa
(Ocena: 5/6)

Erich Segal, Nagrody
To jedna z książek, o których mogę powiedzieć: kiedyś czytałam, ale zapomniałam. I właściwie dobrze, bo całkiem przyjemnie poznawało się ponownie drogę naukowców do najwyższej nagrody. Medycyna, fizjologia czy fizyka – w każdej dziedzinie można mieć wyjątkowe wyniki i zdobyć sławę i uznanie, jeśli tylko wykorzysta się talent i pracuje nad jego pogłębieniem. Czasem, w przypadku bardzo młodych uzdolnionych, przypomina to ciężką tresurę, ale jeśli delikwent to lubi...
(Ocena: 5/6)

Chuck Wendig, Drozdy: Dotyk przeznaczenia
Od czasu do czasu wpada mi w ręce jakiś thriller, chociaż nie gustuję w takiej literaturze. Tym razem tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że nie warto. Brud, zło, seks i przemoc, krew się leje, rękoczyny są na porządku dziennym (i nocnym), a bohaterka miota się bezradnie poddając się przeznaczeniu. No dobra, pomysł był nawet niezły, wykonaniu też wiele zarzucić nie można, jako czytadło może być, ale epatowanie brutalnością mnie nie pociąga.
(Ocena: 3/6)

Mariusz Wollny, Kacper Ryx
(Ocena: 5/6)

Mariusz Wollny, Kacper Ryx i król przeklęty
(Ocena: 5/6)

Mariusz Wollny, Kacper Ryx i tyran nienawistny
(Ocena: 5/6)

Mika Waltari, Turms nieśmiertelny
Jestem znużona tą powieścią. Schemat podobny jak w Egipcjaninie Sinuhe – bohater wsiada na okręt i wędruje, zwiedza, walczy i doświadcza innych przygód. Tylko opisane to jest jak bajka, ze zbyt dużym nieprawdopodobieństwem; ludzie się tak po prostu nie zachowują. Turms jest greckim młodzieńcem nieznanego pochodzenia, szukającym swojego miejsca w znanym świecie. Wierzy, że ma ponadnaturalne zdolności, a inni go jeszcze w tej wyjątkowości utwierdzają: przywołuje wiatry i uspokaja burze, a ponadto zyskuje przyjaciół, zakochuje się, porywa kapłankę Afrodyty. Nieco ciekawiej robi się, gdy opuszcza Sycylię i urządza się w Rzymie, ale to za mało, żeby zachęcić do lektury.
(Ocena: 3/6)
„Zastanawianie się nad sensem wszystkiego jest tylko myślową pomyłką. Nasze myślenie jest niczym pancerz, który wiąże nas i skuwa z tym widocznym światem, nie mogąc jednak dlatego uchronić nas. Ten sens jest tylko złudzeniem, jakobyśmy z wytężeniem wszystkich naszych sił pędzili do celu, który nie istnieje. Nie musi być żadnego sensu. To tylko myślenie oszukuje nas stwarzając sensy i cele. Istnieją tylko urzeczywistnienia. Ten, co to rozumie, jest wolny od władzy bogów.” (Wyd. Poznańskie, 1986, s. 255)
„Czasem może to być gestem przyjaźni nie mówić o czymś, o czym się wie, że to sprawia ból komuś innemu, choćby takie kłamstwo zostało w człowieku i paliło mu serce.” (s. 262)

Mariusz Wollny, Kacper Ryx i król alchemików
(Ocena: 5/6)

Mariusz Wollny, Krew Inków
Awanturnicza powieść o trudnych dla Polski czasach tuż po rozbiorach, osnuta wokół autentycznych przekazów rodu Beneszów Berzeviczych, osadzona w rodowym zamku w Niedzicy. Próby zorganizowania kolejnej insurekcji, mającej na celu odzyskanie niepodległości Polski, przeplatają się z przygodami byłego powstańca, Wacława Benesza, i grupy Inków, towarzyszących jego stryjowi Stanisławowi, a mających za zadanie bezpieczne ulokowanie potomka ostatniego Inki – władcy zajętych przez Hiszpanów terenów Peru. Przeszkadzają im w tym zbiry, najęci przez Hiszpanów i Inkwizycję, a także władze austriackie. Nie zabrakło też wątku romansowego, nieco urozmaicającego walki, pojedynki i podstępy. Rozkwitające między Wacławem i Anną uczucie jest przedstawione nieco naiwnie, a i panna cechuje się zbytnią łatwowiernością, ale można na to przymknąć oko. W sumie niezła przygodówka historyczna.
(Ocena: 4,5/6)

Herbjørg Wassmo, Księga Diny
Długo czekała na przeczytanie ta powieść, aż szkoda, że nie sięgnęłam po nią wcześniej. Typowy skandynawski klimat, nieco mroczny, ale bardzo ciekawy. Z chęcią poczytałabym o dalszych losach Diny i jej rodziny.
Dina jako dziecko spowodowała wypadek, w wyniku którego jej matka zmarła w okropnych męczarniach. Obwiniana przez ojca, zaniedbana i odtrącona rośnie dzika, nieokiełznana, zaniedbana. Specyficzne zachowanie dorastającej Diny sprawia, że trudno jej wdrożyć się do codziennego, unormowanego życia małżeńskiego, a stąd tylko krok do kolejnego nieszczęścia.
(Ocena: 5/6)

Mariusz Wollny, Oblicze Pana
Całkiem niezły kryminał przygodowy wyszedł z tego miszmaszu współczesności i historii. Nie jest tak dobry jak cykl o Ryxie, ale przeczytałam z przyjemnością, mimo że po ten gatunek rzadko sięgam. Oblicze Pana to przygodówka w stylu Pana Samochodzika, z poszukiwaniem starych relikwii, grzebaniem w dokumentach i zagraconych piwnicach, ale i z bezlitosnymi zabójcami. Najbardziej jednak interesujące były dla mnie wstawki z czasów średniowiecza – XIV i XV wiek to ten okres, który mnie najmocniej pociąga. Kluczowe były tu dzieje zakonu templariuszy, jego tragiczny koniec i los skarbów, rozproszonych po kościołach i zamkach i zabezpieczonych przed niepowołanymi rękami. Jest kilka nieoczekiwanych zwrotów akcji, chociaż zakończenie okazało się zgodne z przewidywaniami, zwłaszcza dla miłośników prozy Nienackiego. Bardzo mi się też podobała szczypta humoru zawarta w działaniach dwóch starszych pań, zwłaszcza dziewięćdziesięcioletniej pani Michaliny, raczącej się koniakiem dla poratowania serca, i niewyszukane może, ale i tak wzbudzające uśmiech, rozważania policjantów w trakcie obserwacji (cytaty poniżej).
(Ocena: 4/6)
„W istocie, błyskało w określonym porządku. Najpierw trzy krótkie błyski, potem trzy długie i znów trzy krótkie. I jeszcze raz to samo.
– Kurna, dziwne... – zdumiał się powtórnie sierżant.
Aspirant nie odpowiedział, bo właśnie myślał intensywnie, usiłując sobie coś przypomnieć. Był prawdziwym dzieckiem swojej epoki, wychowanym na telewizji i komputerach, jednak w dzieciństwie i wczesnej młodości zdarzyło mu się przeczytać kilka książek. I w jednej z nich spotkał się już z czymś podobnym. O co tam chodziło?” (Otwarte, 2009, s. 183)
„Na domiar, nie było kropelek, którymi pani Michalina zwykle koiła nerwy. Zaś żadnych pastylek nie chciała brać. Jeszcze tego brakowało, by na stare lata została lekomanką! Jak te nieszczęsne istoty, które spotykała w przychodni.” (s. 185)

Mika Waltari, Karin, córka Monsa
Przeczytałam Karin powtórkowo przez Kacpra Ryxa, który w ostatniej części swych przygód poznał Gustawa, syna Eryka i Karin.
Prosta dziewczyna, córka strażnika miejskiego, oczarowała swoją urodą i wdziękiem młodego króla szwedzkiego Eryka. Od tej chwili jej los zmienił bieg: została najpierw dwórką, a potem, po wielu przeciwnościach, również żoną Eryka i królową Szwecji. Nie było jej jednak łatwo, mimo że z Erykiem łączyła Karin silna więź. Ale to ona była przy nim w chorobie, ona go pielęgnowała i pocieszała, ona uspokajała w lęku, i przez nią nastąpił upadek króla: „śmierć zatacza kręgi wokół jego miłości”. Ich nieszczęście polegało na tym, że urodzili się w różnych sferach i ośmielili się mimo to żyć razem. Postaci tragiczne w trudnych czasach.
(Ocena: 4/6)

● ● ●

Statystyki:
W sumie (w miesiącu/w roku): 15/126 (plus jedno opowiadanie)
Powtórki: 2 (Kacper Ryx, Karin, córka Monsa)
Cykle zakończone: 1 (Kacper Ryx)
Cykle w trakcie: 2 (Drozdy, Księga Diny)
Autorzy polscy: 8 (Niedźwiecka, Kraszewski, Wollny x 6)
Autorzy obcy: 7 (Willis x 2, Segal, Wendig, Waltari x 2, Wassmo)
Średnia ocen: 4,4

Realizacja projektów:
Książki historyczne – 9 (Kraszewski, Wollny x 6, Waltari x 2)
Nobliści – 0
Z półki (nowe [powtórki]/razem w roku [z powtórkami]/cel) – 5[1]/40[51]/31
Wyczekane – 5 (Turms nieśmiertelny, Kacper Ryx, t. 2-3, Księga Diny)
Trójka e-pik – 1. powieść, której jednym z głównych bohaterów jest zwierzę: Przewodnik stada, Nie licząc psa
2. książka z kontynentu afrykańskiego (miejsce akcji/pochodzenie autora): –
3. literatura popularnonaukowa/naukowa: –
Z literą w tle – 12 (Willis x 2, Wendig, Wollny x 6, Waltari x 2, Wassmo)
Wojna i... literatura – 3 (Krzyżacy 1410, Kacper Ryx i tyran nienawistny, Kacper Ryx i król alchemików)
Czytam fantastykę – 1 (Nie licząc psa)
Pod hasłem – 11 (Homo sapiens: Krzyżacy 1410, Przewodnik stada, Kacper Ryx x 4, Turms nieśmiertelny, Krew Inków, Księga Diny, Oblicze Pana, Karin, córka Monsa)
Wyzwanie miejskie – 7 (wszystkie dotychczasowe: Tydzień z godziną zero – Wrocław, Krzyżacy 1410 – Toruń, Malbork, Kacper Ryx – Kraków, Warszawa, Lublin, Kacper Ryx i król przeklęty – Kraków, Kacper Ryx i tyran nienawistny – Kraków, Warszawa, Kacper Ryx i król alchemików – Kraków, Lublin, Oblicze Pana – Kraków, Warszawa, Gdańsk)
Eksplorując nieznane – 0
Jubileuszowe lektury – 0
Book-Trotter – 2 (literatura fińska – Waltari x 2)

29 sierpnia 2013

Kacper Ryx, odsłona czwarta

Mariusz Wollny
Kacper Ryx i król alchemików
Wydawnictwo Otwarte, 2012

Śmierć króla Stefana Batorego ponownie postawiła polską szlachtę przed koniecznością wyboru władcy. Głównymi kandydatami byli Zygmunt z rodu Wazów, syn królewny polskiej, Katarzyny Jagiellonki, wnuk Zygmunta Starego, i Maksymilian z Habsburgów, arcyksiążę austriacki. Tarcia między zwolennikami obu kandydatów doprowadziły do obwołania w ciągu kilku dni królem obydwu, a to stało się powodem wojny o tak łakomy kąsek, jakim była Polska.
Kacper i Janka mogli wreszcie odetchnąć – śmierć Samuela Zborowskiego oddaliła czarne chmury, zbierające się nad ich głowami. Wzięli ślub, dochowali się syna, Kacpra juniora, jednak proza życia i szara codzienność nie ominęła i tego, zdawałoby się, wytęsknionego stadła. Drobne nieporozumienia doprowadziły ich niemal na skraj rozłąki. Dopiero oblężenie Krakowa i konieczność podjęcia walki o życie pomogła zwalczyć ten kryzys. Ryx, ponownie raniony w starciu ze swym najstarszym wrogiem, albinosem Kettlerem (który kojarzy mi się luźno z Moriartym), leczy się w zaciszu rezydencji hetmana Zamoyskiego, w towarzystwie Staszka Żółkiewskiego. W zastępstwie męża to Janka musi podjąć kroki zmierzające do uratowania rodziny, zwłaszcza że sprzysięgły się przeciw nim siły nieznane i tajemnicze.
Również ostatni tom przygód Ryxa mnie nie rozczarował. Jak poprzednio i tu jest dużo akcji, szybkie tempo, zmiany konfiguracji wśród wrogów, bowiem trup ściele się gęsto, a także emocje związane z walkami, porwaniami i pościgami, malowniczo przedstawionymi. Wszystko to zanurzone jest w sosie alchemii, sztuki tajemnej, stawiającej sobie za cel przemianę metalu w złoto – wabik, przyciągający natury małe i chciwe. Swojego protektora znajdują alchemicy w królu Zygmuncie, bardzo zainteresowanym magiczną sztuką, co i rusz wypróbowującym nowe receptury przez kolejnych szarlatanów przynoszone. Kacper, jako człek trzeźwo myślący, do cudów podchodzący ze sceptycyzmem, a dostrzegający najdrobniejsze szczegóły, ma wyjątkowe predyspozycje do ujawniania szalbierstw, co powiększa jego sławę, ale wcale nie przysparza mu przyjaciół. Na dodatek w Krakowie wybucha epidemia dżumy, a po tajnych przejściach zamku i miasta plączą się różokrzyżowcy. Roboty jest więc sporo, Kacper musi się nieźle uwijać, by zdążyć wszystko zgrać, żonę i syna ocalić, a i królowi, czwartemu już z kolei, się przysłużyć i do kryzysu politycznego nie dopuścić.
Tradycyjnie już świetnie zarysowane jest w powieści tło historycznie, z mnóstwem szczegółów, sprawnie i strawnie podanych, w których można się zagłębić i wielu ciekawych rzeczy dowiedzieć. Aż chciałoby się więcej takich powieści, by historię spopularyzować i zniechęconych do niej w szkole przekonać. Mnie wprawdzie przekonywać nie trzeba, ale i tak wdzięczna jestem panu Wollnemu, że tak ciekawie pokazał okres dziejów, do którego jakoś wcześniej serca nie miałam, a teraz już unikać go nie będę.
(Ocena: 5/6)

25 sierpnia 2013

Kacper Ryx, odsłona trzecia

Mariusz Wollny
Kacper Ryx i tyran nienawistny
Wydawnictwo Otwarte, 2010

Od wydarzeń opisanych w drugiej części cyklu upłynęło kilka lat. Na niwie politycznej zaszły duże zmiany – kolejnym królem elekcyjnym został książę Siedmiogrodu, Stefan Batory. Kacper Ryx przeżył, ale z ostatniego starcia wyszedł trwale okaleczony. Nieporozumienia z Janką nie dodały mu też chęci do życia. Jednak nowe czasy wymagały jego aktywnego udziału, co pomogło przemóc zniechęcenie i podjąć walkę. Zwłaszcza że dawnych wrogów Kacprowi nie brakowało, a i nowi doszli. Oprócz Samuela Zborowskiego, awanturnika i warchoła, nie liczącego się z prawem, zyskał nieprzyjaciela w jego siostrzeńcu Stanisławie Stadnickim, znanym z historii jako Diabeł Łańcucki. Burzliwe spotkania z tymi dwoma zabijakami bardzo urozmaicają akcję trzeciej części przygód Kacpra. Nie obyło się bez smutnych akcentów: Kacper zmuszony jest pożegnać umierającego przyjaciela, Mikołaja Sępa Szarzyńskiego, z którym tak świetnie dogadywał się w żakowskiej młodości, a także mistrza Jana Kochanowskiego, szanowanego poetę, dotkniętego osobistymi nieszczęściami, rażonego apopleksją w czasie dopominania się sprawiedliwości u króla.
Coraz bardziej lubię Ryxa. Ten na wskroś ludzki bohater ujmuje szczerością i dobrocią. Nie jest jednak jedynie poprawny, ma wady i słabości, dzięki czemu zyskuje na wiarygodności. Dodatkowym atutem są jego zdolności śledcze wykorzystywane w wymyślonym przez siebie zawodzie inwestygatora królewskiego i lecznicze jako uznanego, nowatorskiego medyka, zasłużonego w zwalczaniu epidemii, jak i zwykłych chorób, złamań czy ran. To połączenie czyni z niego alter ego Sherlocka Holmesa i Johna Watsona zarazem, co jest dla mnie znaczące, gdyż opowiadania Conan Doyle’a należą do nielicznych kryminałów, do jakich wracam. Również inni bohaterowie nie pozostawiają czytelnika obojętnym. Postać króla przedstawiona jest sugestywnie i żywo. Przez współczesnych sobie zwany tyranem, bo żądał respektowania prawa i swojej woli jako króla, wybranego i zaprzysiężonego dobrowolnie przez polską szlachtę, przyzwyczajoną do nadmiernych swobód i źle pojętej wolności, arogancką i butną, wynoszącą się ponad innych, niższych stanem. Batory był człowiekiem bardzo konkretnym, nie znoszącym długich, pustych tyrad, ceniącym prawość i odwagę, walecznym i przewidującym, twardym, ale sprawiedliwym. Jego panowanie to ciąg wojen z Rusią i groźby ze strony Turcji, to Połock, Wielkie Łuki i Psków, to wreszcie odzyskane Inflanty. Tak ciekawego pokazania panowania Batorego trudno oczekiwać po lekcjach historii w szkole.
Mariusz Wollny idealnie osadził przygody Ryxa w kontekście historycznym – widać doskonałe przygotowanie Autora, znajomość szesnastowiecznych realiów, a wszelkie zmiany czasu czy miejsca wydarzeń są przemyślane i uzasadnione (wyjaśnia je na końcu książki). Rzuca się też w oczy talent Autora do snucia historii, budowania napięcia, opisywania wiarygodnych bohaterów i wydarzeń, swym realizmem, czasem brutalnym i dosadnym, budzących skrajne uczucia. Wollny każe nam przeżywać przygody Ryxa, wczuwać się w jego położenie, kombinować, jak wyjść z opałów, pomóc sobie i bliskim, pokonać wrogów – nie pozostawia czytelnika obojętnym na los bohaterów. To kolejny świetny tom, może nawet najlepszy z czterech.
(Ocena: 5/6)

23 sierpnia 2013

Kacper Ryx, odsłona druga

Mariusz Wollny
Kacper Ryx i król przeklęty
Wydawnictwo Otwarte, 2008

Bezpotomna śmierć Zygmunta Augusta sprowadza na kraj żałobę i konieczność załatwienia sprawy sukcesji. Nie jest to proste, gdy ścierają się wrogie, silne stronnictwa, wreszcie jednak na tron polski wstępuje Henryk z rodu Walezjuszy, brat króla Francji. Wraz z nim do nowej ojczyzny przyjeżdżają rzesze dworzan, sług i zwolenników, a także kilku tajnych agentów.
W Krakowie wre. Mnożą się kradzieże cennych woluminów, wpisanych do indeksu ksiąg zakazanych. Po ulicach nocami grasuje upiorny jeździec rozrzucający odcięte głowy, a w różnych miejscach co i rusz znajduje się zamordowane dziewki – sposób, w jaki umarły, przypomina mord na Dorotce sprzed trzech lat, za który głowę położył Wolski. Do tego mnożą się zamachy na nowego króla. Na te wszystkie bolączki najlepszy okazuje się inwestygator królewski, imć Kacper Ryx, gotów sprzymierzyć się z dawnym wrogiem, byłym burmistrzem Czeczotką, i zadrzeć z Samuelem Zborowskim, dumnym pankiem, za nic mającym mniej możnych od siebie i słabszych mieszczan.
Druga część cyklu o Kacprze Ryxie jest znacznie dłuższa i bardziej rozbudowana niż pierwsza. Akcja nabiera tempa, mnożą się coraz to bardziej zawikłane nitki prowadzące do kłębka, a szczegóły kolejnych mordów i kradzieży coraz bardziej plączą sprawy, niektóre wiążąc ze sobą, a niektóre rozdzielając. Kacper, pogodzony z dawnym antagonistą, zyskuje nowego, znacznie potężniejszego wroga, ale i nieoczekiwanych pomocników. Tym razem bliższe więzy przyjaźni łączą go z przedstawicielami czołowych rodów magnackich, z Zamojskimi i Żółkiewskimi, z których najbliższym staje się Staszek Żółkiewski, druh wierny i prawy, zawsze gotów wspomóc Kacpra w uczciwej sprawie. Tytułowy bohater nie pozostaje też obojętnym na wdzięki pięknej Janki, dzięki czemu mamy okazję śledzić perypetie miłosne tej pary, ich nieporozumienia i tęsknoty, na szczęście w takim wymiarze, że nie nudzą, a dodają kolorów. Wędrujemy z Kacprem po mrocznych zakamarkach Krakowa i terenach podmiejskich, śledząc i drążąc. Wszystko to w otoczce historii, mało dla mnie znanej, ale jakże ciekawej, i opisane plastycznym, jędrnym językiem, z użyciem trafnych, dawno nieużywanych słów, swojskich i obcych jednocześnie. Doskonale wyważone proporcje realiów i fikcji kolejny raz nie pozwalają na dłużej odłożyć lektury, każąc czytać i czytać.
(Ocena: 5/6)

21 sierpnia 2013

Kacper Ryx, odsłona pierwsza

Mariusz Wollny
Kacper Ryx
Wydawnictwo Otwarte, 2007

Polska Jagiellonów i królów elekcyjnych nie jest mi znana zbyt dobrze, zawsze wolałam czytać o czasach Piastów. Stan ten ma szansę ulec zmianie dzięki Mariuszowi Wollnemu, który zaserwował miłośnikom historii bardzo wciągającą powieść łotrzykowską osadzoną w scenerii Krakowa i Warszawy ostatnich lat panowania Zygmunta Augusta. Przygody Kacpra Ryxa, znajdy wychowującego się u krakowskich duchaków, a potem u wdowy Balcerowej, są tak zajmujące i ciekawe, że trudno się od książki oderwać.
Rok 1569 zapowiadał się nader interesująco. Król, ciągle tęskniący za zmarłą Barbarą, gotów był zrobić wszystko, by znów wziąć w ramiona ukochaną, a w jego otoczeniu byli tacy, takoż wiele uczynić zdolni, by potrzebę tę zaspokoić i podsunąć Zygmuntowi Augustowi sobowtóra żony. Spisek prowadzony jest przez Mniszchów przy współudziale mistrza Twardowskiego, co gwarantuje pokazy sztuczek magicznych i porcję silnych wrażeń. Jednocześnie w Krakowie mnożą się dziwne kradzieże i zabójstwa, a związki między wieloma wydarzeniami jeszcze przez jakiś czas nie zostaną odkryte. Tu konieczne okazało się wkroczenie na scenę bohatera – Kacper Ryx pojawia się we własnej osobie wraz z bólem głowy, acz w zacnej kompanii Jana Kochanowskiego i Łukasza Górnickiego. To zresztą nie jedyni znani z nazwiska przedstawiciele renesansu polskiego obecni w powieści, bo później spotkamy też Mikołaja Reja i Mikołaja Sępa Szarzyńskiego, rówieśnika i przyjaciela Ryxa. Kacper z pomocą Sępa prowadzi śledztwo i pomału łączy fakty, zaskarbiając sobie wdzięczność jednych, a nienawiść innych, którym przy okazji swych inwestygacji depcze po odciskach – oczywiście ci ostatni najgęściej reprezentowani są wśród możnych i bogatych, co dodaje smaczku całej zabawie.
Kacper Ryx to bardzo obiecująca i pełna treści powieść, którą czyta się z zaciekawieniem i niecierpliwością, co będzie dalej. Ma wszystko, co potrzebne w dobrej, trzymającej w napięciu historii: dynamiczną akcję, interesujących, wielowymiarowych bohaterów, zmieniającą się scenerię – wędrujemy głównie po Krakowie, ale mamy też okazję pogalopować w kierunku Lublina i Warszawy. Dobrze nakreślone jest tło polityczne i klimat krakowskiego renesansu, podkreślony delikatną stylizacją językową, z licznymi fraszkami i fragmentami tworzonych ad hoc wierszy, co przy tylu literackich bohaterach nie dziwi. Fakty historyczne stanowią tło, na jakim pokazana została droga Kacpra od rozdokazywanego dziewiętnastoletniego młodziana, mądrzejszego od innych, potrafiącego dostrzec to, co przed nimi zakryte, do stanowiska inwestygatora królewskiego, z oficjalnym dokumentem poświadczającym jego uprawnienia do wtykania nosa w każdą podejrzaną sprawę. Kacper niewątpliwie się rozwija, dostrzega szczegóły, dedukuje z przesłanek i wyciąga wnioski, zadziwiając otoczenie niczym Sherlock Holmes w swych najlepszych czasach. Nawiązania do metod pracy najbardziej znanego literackiego detektywa dodało smaczku powieści. Zdecydowanie lubię kryminały historyczne w takiej formie, w jakiej tworzy je Mariusz Wollny.
(Ocena: 5/6)

18 sierpnia 2013

Komedia omyłek podczas podróży w czasie

Connie Willis
Nie licząc psa (To Say Nothing of the Dog)
tłum. Danuta Górska
Prószyński i S-ka, 1999

Bardzo lubię powieści zawierające wątek podróży w czasie. Podobała mi się też wcześniej czytana, inna powieść Connie Willis, o początkach tychże, niebezpieczeństwach czyhających na temporalnych podróżników i zdobyczach naukowych z podróży wynikających, pt.: Księga Sądu Ostatecznego. W Nie licząc psa przeskakiwanie do dawnych czasów odbywa się już na poziomie zaawansowanym, można dokładnie wyliczyć czas i miejsce pojawienia się, a ewentualne rozbieżności wynikają z ingerencji w historię – dlatego trzeba się bardzo pilnować, żeby nic istotnego nie zmienić i nie przenieść nic ważnego z jednego punktu czasów do innego. Kusząca jest jednak chęć ocalenia pamiątek kultury z wojennej pożogi czy uratowania od wyginięcia rzadkiego gatunku.
Ned Henry i Verity Kindle są zaawansowanymi podróżnikami. Każde z nich prowadzi odrębne poszukiwania, ale dotyczące tej samej sprawy – strusiej nogi biskupa, starocia z katedry, zaginionego w Coventry podczas nalotu bombowego w 1940 roku. Ned grzebie w ruinach katedry, a Verity szuka w XIX wieku pamiętnika panny Mering, gdzie po raz pierwszy opisana została rzeczona strusia noga i jej znaczenie w życiu Tossie. Tossie zresztą jest przodkinią upiornej szefowej Neda i Verity, lady Schrapnell.
Bardzo fajna, rozrywkowa powieść, idealna do lekkiego spędzenia czasu. Dużo przygód, liczne zwroty akcji, wiele niepewności zdarzeń i zaskakujących motywów, a do tego galeria ciekawych, wielowymiarowych postaci, nierzadko komicznych: egzaltowana, sprawiająca wrażenie głupiutkiej panna Tossie, wznosząca okrzyczki i zachwycająca się wszystkim, co zrobi jej kotka, Księżniczka Ardżumand; Terence – młodzian o sporych możliwościach, ale mało zasobnej kiesie, który wraz ze swym psem Cyrylem chce popłynąć Tamizą w poszukiwaniu wrażeń; profesor Peddick – roztargniony badacz historii i natury, zażarcie broniący swoich teorii, gotów dać się skąpać w rzece, by nie odstąpić od przekonań; Eglandyna – dziecię wścibskie i dociekliwe, zbyt dużo dostrzegające i wszędzie obecne; kamerdyner Baines – człowiek niezastąpiony, w każdej chwili służący potrzebnymi informacjami i potrafiący usłużyć swym chlebodawcom, ale i skrywający tajemnicę, która okaże się kluczowa. No i postacie ze świata XXI wieku: wspomniany już Ned i Verity, panna Werder, mająca pieczę nad skokami w czasie, Dunworthy, kierujący pracą, T.J., próbujący ustalić, co się nie zgadza i dochodzący do ciekawych wniosków, jak i budząca strach i przerażenie, władcza lady Schrapnell, we własnej postaci pojawiająca się dopiero na ostatnich stronach, ale wisząca jak złowrogi cień nad wszystkimi podkomendnymi, zmuszająca ich do pracy ponad siły i uzyskiwania imponujących wyników.
Tytuł powieści nieprzypadkowo nawiązuje do książki Jerome’a – Ned ma okazję spotkać trzech panów w łódce podczas ich podróży, tak zgrabnie potem opisanej i bawiącej wiele pokoleń. Dużo jest też innych nawiązań literackich, co bardzo lubię, głównie do powieści z XIX i początków XX wieku: P.G. Wodehouse’a, Lewisa Carrolla, Agathy Christie, Arthura Conan Doyle’a, Willkie Collinsa. Świetna komedia omyłek, w której wszelkie próby wyprostowania historii prowadzą do jeszcze większego jej zagmatwania, a obfitość wrażeń zaspokoi najbardziej łaknącego ich czytelnika.
(Ocena: 5/6)

15 sierpnia 2013

Ego te baptizo in gladio

Józef Ignacy Kraszewski
Krzyżacy 1410
Wydawnictwo „Śląsk”, 1984

Czytywałam Kraszewskiego w czasach odległych, ale nie podobał mi się zbytnio, głównie przez rozwlekłe opisy przyrody, zbędne i nic nie wnoszące. Właściwie poza tymi nużącymi opisami niewiele mi w pamięci pozostało. Postanowiłam jednak dać mu jeszcze szansę, zwłaszcza że poza domem, na wakacjach, szybko skończyłam zabrane książki i nie miałam już nic ciekawszego pod ręką. Padło na Krzyżaków 1410, bo i czasy to interesujące, i zmagania z Zakonem przynoszą zwykle dużo emocji. Ciekawie też było porównać Kraszewskiego z Sienkiewiczem, którego Krzyżacy tkwią we mnie mocno od lat dziecięctwa.
Powieść rozpoczyna się krótko przed bitwą pod Grunwaldem, gdy wojna jest już właściwie rozpoczęta, wojska przemieszczają się ku sobie, a rozdrażnienie i czujność służb po obu stronach osiąga poziom niemal histeryczny. Przez ziemie należące do Krzyżaków wędruje samotnie z pielgrzymką ksiądz Jan, planując dotrzeć do Malborka i pomodlić się przed świętym obrazem, a przy okazji odszukać siostrę swoją przyrodnią Barbarę, która dawno temu na północy gdzieś osiadła. Zakonna czujność widzi w nim jednak szpiega i na męki wziąć każe, co źle by się skończyło, gdyby nie imię rzeczonej siostry, mającej u Krzyżaków znaczne poważanie. Wyrusza tedy Jan wraz z odnalezioną Barbarą i jej córką Ofką do Polski, by nawałnicę przeczekać i nie wie, że jego kobiety przeszpiegi dla Zakonu czynią i wieści braciom krzyżowym posyłają.
I na tym opiera się część fikcyjna, przechodząc w opowieść o wojnie. Na plan pierwszy wysuwa Kraszewski wydarzenia historyczne, z Grunwaldem i przepychankami z Zakonem, skupiając się głównie na bitwie i tym, co z nią związane, dokładnie opisując koleje zmagań, krytycznie i bez ogródek wyjawiając prawdę. Niewiele mówi jednak o ludziach i ich losach, jego bohaterowie są mało ciekawi, z żadnym się nie zaprzyjaźniłam, żadnego nie polubiłam, czytałam siłą rozpędu i dla poznania jakichś może niesłyszanych jeszcze szczegółów. Zbyt mocno jak dla mnie skupił się autor na przekazaniu prawdy historycznej, co oczywiście jest ważne, ale zabrakło mi tu jakiejś iskry, motywu, który mógłby pociągnąć akcję i nie dać czytelnikowi spocząć aż do końca powieści. Nawet niektóre autentyczne wydarzenia, jak oblężenie Malborka, przedstawił Kraszewski jakoś tak rozmamłanie, bez życia, a motyw próby zniszczenia refektarza podczas obrad rady krzyżackiej przez zawalenie na nią stropu, o czym nader chętnie opowiadają przewodnicy zwiedzającym zamek, zawarł w jednym krótkim akapicie. Po macoszemu potraktował bohaterów fikcyjnych, ledwo kreśląc ich postacie, nawet najbardziej wyrazistą Ofkę, oddaną Zakonowi i dla niego gotową na zgubę własnej duszy, podejmującą nieprawdopodobne, szalone zadania. Poza tą zdesperowaną dziewczyną nie ma zresztą bohatera, którego chciałoby się poznać, polubić czy przejąć jego losem, chociaż niewiele brakuje do tego Andrzejowi Brochockiemu czy Kuno Dienheimowi. Szkoda, bo potencjał opowieści jest duży, a wyszło jakoś nijako. Można przeczytać, ale niekoniecznie. Póki co Sienkiewicz górą, chociaż nie wiem, czy utrzymałby się na wiodącej pozycji po latach i tysiącach w międzyczasie przeczytanych książek. Wygląda na to, że z punktu widzenia przyjemności czytania lepiej sprawdza się powieść ku pokrzepieniu serc niż ku przestrodze.
(Ocena: 4/6)

● ● ●
„Nie ma niebezpieczniejszej rzeczy dla człowieka, dla ludzi nad pomyślność. W przeciwnościach potęgują się siły, uchodzą w szczęściu. Zawraca się głowa, przychodzi upojenie, mięknie serce, niknie energia, baczność się traci.” (s. 194)

12 sierpnia 2013

„Wszystko, co można wyśnić, jest prawdą”

Joanne Harris
Runy (Runemarks)
tłum. Maciejka Mazan
Prószyński i S-ka, 2008

Każdy, kto otarł się o literaturę skandynawską, słyszał o nordyckich bogach urzędujących w Asgardzie, o Odynie i Lokim Kłamcy, o Siedmiu Śpiących i Dziewięciu Światach, o Thorze i goblinach, o drzewie życia, Yggdrasilu, i o symbolach zwierzęcych, wężach i jeleniach. Znane są przepowiednie o Ragnaröku, Końcu Świata, znanego w dzisiejszej postaci, i o wojnie bogów, zagładzie i odrodzeniu nowej gałęzi życia. Joanne Harris napisała niebanalną powieść osadzoną w tych realiach, historię, która mogłaby się zdarzyć, gdyby nie była Snem; napisała ją dla córki i na jej prośbę, sprawiając przyjemność też innym dzieciom – małym i tym całkiem dużym.
Przeznaczeniem Maddy było stanąć u boku dawnych bogów, gdzieś między Odynem i Lokim. Od urodzenia naznaczona piętnem runy, inna od prawdziwie wierzących i za swą inność szykanowana przez rówieśników i ich rodziców, niepewnych znaczenia jej blizny, nauczyła się używać mocy w sposób kontrolowany. Po latach ćwiczeń przyszedł moment, gdy jej odmienność musiała się przydać. Pełna rozterek dziewczynka zmuszona została do uczestniczenia w niepewnej misji, której tak naprawdę nie rozumiała, i podejmowania działań, do których nie była przygotowana, musiała decydować, komu uwierzyć i zaufać – czy Jednookiemu, swojemu nauczycielowi, duchowemu ojcu, czy też Lokiemu, ukrywającemu się pod niepozorną, chłopięcą postacią. Decyzja była trudna, bo oparta na niepełnych informacjach – bogowie nie są skorzy do wtajemniczania w swoje sprawy ludzi, nawet tych obdarzonych wyjątkowymi talentami. Zatajenie przed Maddy prawdy czy karmienie jej półprawdami może się jednak zemścić na tajemniczym, żądnym władzy bogu. Bazując na szczątkowych danych dziewczynka musi podjąć grę, w której stawką jest istnienie świata. I dowiaduje się rzeczy, o których większość śmiertelników wolałaby nigdy nie usłyszeć. Jest jednak wyjątkowo dzielna i rozsądna próbując ratować świat, przeciwstawiając się i ludziom, i bogom, a przy okazji ocalić swojego przybranego ojca i nie poddać się wyrokowi przepowiedni.
Mityczni bogowie mają bardzo zwyczajne, ludzkie przywary, rządzi nimi zawiść i chciwość, chęć zemsty i pustota, ale też dobro i mądrość. Każda z tych cech może przyczynić się do rozpętania kolejnej wojny, do uwolnienia sił Porządku i Chaosu i ich krwawej konfrontacji, przy czym długo nie wiadomo, po której stronie stoi rzeczywiste Dobro, a po której rządzi Zło, udające jedynie słuszną, właściwą drogę. Istota sprawy sprowadza się do odwiecznej walki tych dwóch sił. A wszystko otoczone jest Snem.
Runy to ciekawa, trzymająca w napięciu historia inicjacyjna Maddy, jej dorastania, odnalezienia się w całkowicie zmienionej rzeczywistości, konieczności podejmowania trudnych decyzji, wymagających odwagi i rozwagi, wyobraźni i umiejętności przewidywania. Powieść nadaje się już dla młodszej młodzieży, ale i starszym przyniesie przyjemne i pożyteczne chwile, ucząc i bawiąc ciekawą opowieścią z elementami mitologicznymi, okraszoną pewną porcją akcentów humorystycznych. Na pewno postaram się o kolejny tom.
(Ocena: 5/6)

● ● ●
„Każdy może być bogiem, jeśli znajdzie wyznawców. Już nawet nie trzeba mieć mocy. Widywałem już bogów aktorów, bogów gladiatorów i nawet bogów bajarzy. Maddy, twój lud wszędzie widzi bogów. To wam daje pretekst, żeby nie myśleć samodzielnie.” (s. 99)
„Bóg to tylko słowo. Jak Furia. Jak demon. To tylko słowo, którym ludzie nazywają to, czego nie rozumieją.” (s. 99)
„...legendy i bajki. Narzędzia ignorantów, wymyślone, by zwodzić głupców i mącić w głowach łatwowiernym.” (s. 147)
„Świat Snu właściwie wcale nie jest światem, raczej zbiorem możliwych światów, w których kontynenty zmieniają kształty jak piaszczyste brzegi rwącej rzeki i nic nigdy nie jest tym, czym się wydaje.
[...]
We Śnie nie ma poczucia odległości, skali lub czasu. Terytorium Snu jest całkowicie neutralne, tak jak terytorium Śmierci; istnieje zarówno w Porządku, jak w Chaosie, nie obowiązują w nim żadne zasady – lub obowiązują wszystkie jednocześnie. Tak jak Świat Podziemi, Sen jest ponad to i dla każdej istoty, która znajdzie się pod jego wpływem, przybiera inną postać.” (s. 450)
„Wszystko, co można wyśnić, jest prawdą.” (s. 467)