28 września 2014

Czarci Jar i Królik

Antoni Marczyński
Czarci Jar
Oficyna Filmowa „Galicja”, 1990

Lubimy czasem wrócić do epoki minionej, mniej czy bardziej odległej, do kraju, którego już fizycznie nie ma, a istnieje jedynie we wspomnieniach przelanych na papier. Przyjemnym sposobem zagłębienia się w dawne czasy są powieści, nie zawsze wybitne, ale wystarczająco pokazujące życie w czasach na przykład międzywojennych, ludzi, ich mentalność i prozę codzienności, czasem odbiegającej od powszechnie dzisiaj uznawanych norm. Wśród nich jest jedna z powieści Antoniego Marczyńskiego, autora nieco zapomnianego, do czego prawdopodobnie przyczyniła się cenzura PRL-u, wydając nakaz wycofania jego książek z bibliotek.
Rafał Królik, ubogi dziennikarz ze skłonnością do popadania w tarapaty, przypadkiem i niespodziewanie dla siebie samego wplątuje się w szeroko zakrojoną aferę. Pomyłkowo wzięty za znanego detektywa nie prostuje tegoż mniemania młodej dziedziczki, Ewy Turno, ale podejmuje się pomóc jej w trudnej sprawie. Razem wyjeżdżają do majątku panny, gdzie o przejęcie jej ziemi, na której odkryto bogate złoża naftowe, toczą boje dwaj inwestorzy. Panna Ewa jest niepełnoletnia, oficjalnie jej majątkiem zarządza stryj, którego na miejscu reprezentuje sekretarz Priwim, ma więc związane ręce i musi mocno opierać się naciskom, by doczekać osiągnięcia wieku umożliwiającego jej samodzielne podejmowanie decyzji dotyczących ziemi. Jednym z utrudnień uprzykrzających życie we dworze jest też pojawiający się nocami duch, mający wystraszyć dziedziczkę.
W Czarcim Jarze pełno jest komicznych sytuacji, nieporozumień coraz mocniej komplikujących akcję, ciekawych miejsc i zdarzeń: dwór, leżący nieco na uboczu głównych szlaków, podziemia ruin, pamiętające walki podczas pierwszej wojny światowej, zabójstwa, podpalenia, intrygi i miłość. I solidnie opisani bohaterowie, z wyraźnymi cechami, dążący do wytyczonych celów choćby po trupach. Język powieści jest uroczo barwny, a tempo akcji na tyle szybkie, by nie znudzić. Całość sprawia sympatyczne wrażenie, zajmujące i pełne humoru – trudno oprzeć się zwariowanym przygodom pechowego Królika, z gruntu jednak dobrego i uczciwego, ale potykającego się o każdy napotkany występ. Oprócz szczerej radości, jaką wywołuje lektura powieści, również zakończenie, pełne emocji i sprawiedliwej zemsty losu, jest dla czytelnika satysfakcjonujące.
Antoni Marczyński pisał dla pieniędzy. Tworzył bardzo dużo i szybko, co przekłada się niestety na jakość jego tekstów. Posiadał jednak niezaprzeczalną zdolność konstruowania ciekawie zakręconych fabuł i interesujących postaci. Trzeba również wykazać się radosną inwencją, by nazwać bohatera Królikiem i obdarzyć go adekwatnymi do miana cechami charakteru. Nie jest Czarci Jar literaturą wysoką, bliżej jej do grafomanii, ale przyznać trzeba, że czyta się to, nawet po wielu latach od powstania, z przyjemnością i przy akompaniamencie licznych wybuchów śmiechu. Nie przeszkadzały mi nawet koszmarne błędy, jakie wydawca zafundował czytelnikom, zarówno edytorskie, redakcyjne, stylistyczne, jak i interpunkcyjne (wydanie jest z lat dziewięćdziesiątych, co wiele wyjaśnia – ten okres nie był zbyt dobry dla książek). Dobra lektura dla tych, którzy potrafią śmiać się przy powieściach Joanny Chmielewskiej – to podobny typ humoru.
(Ocena: 4/6)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz dotyczący posta.
Proszę o nieskładanie mi życzeń świątecznych, bo świąt nie obchodzę, a inne uwagi najlepiej kierować na podanego maila, pocztę sprawdzam każdego dnia. Dziękuję! :)