31 marca 2013

marzec 2013 – podsumowanie

W tym roku ciągnie mnie do powtórek dawno czytanych, dobrych książek. Co miesiąc kilka książek czytam ponownie. Od pewnego czasu chciałam też wrócić do Pratchetta, ale zawsze coś innego bardziej skusiło. W marcu przyszedł wreszcie czas na powtórkę ze Świata Dysku. Warto było znowu zagłębić się w ten świat, pośmiać się i zadumać. Nie udało mi się zaliczyć wszystkich wyzwań, ale też nie starałam się na siłę. To był dobry miesiąc.
Jak zwykle lista przeczytanych książek, uzupełniana na bieżąco, jest po prawej, w zakładce „przeczytane w 2013”.

● ● ●

Siba Shakib, Samira i Samir
(Ocena: 5/6)

Howard Pyle, Wesołe przygody Robin Hooda
Legenda o wesołej kompanii z lasu Sherwood od wieków bawi młodszą część ludzkości. Idealistyczny obraz zbójników odbierających bogatym i wspierających biednych ugruntował się między innymi przez dziewiętnastowieczną powieść Pyle’a. Fabuła jest znana i oklepana, styl nieco trąci myszką, ale da się przeczytać, by poznać, jak przebiegała kariera Robin Hooda, obecnego ciągle w kulturze. Chociaż bardziej mi odpowiada obraz bardziej prawdziwy i prozaiczny, jaki pokazał Ridley Scott w filmie Robin Hood (2010).
(Ocena: 3,5/6)

Teodor Parnicki, Tylko Beatrycze
(Ocena: 5,5/6)

Andrzej Pilipiuk, Operacja „Dzień Wskrzeszenia”
(Ocena: 4,5/6)

Nando Parrado, Vince Rause, Cud w Andach
Oparta na faktach historia katastrofy lotniczej, mającej miejsce w Andach, w trudno dostępnym miejscu. Relacja pokazuje, jak wielkim hartem trzeba się wykazać, jak mocno podtrzymywać upór i nadzieję, żeby wydostać się z tak beznadziejnej sytuacji, jaką jest znalezienie się w zimowych górach w nieodpowiednim ubraniu i bez prowiantu, w otoczeniu zmarłych i umierających z ran, z destruktywnym poczuciem bezsiły i niewiary w ocalenie, nawiedzającym chwilami każdego z rozbitków. Parrado ładnie wykazał, że dużym oparciem jest w takich chwilach rodzina i marzenia o przyszłości.
(Ocena: 4/6)

Terry Pratchett, Kolor magii, Blask fantastyczny (powtórka)
(Ocena: 4,5/6)

Terry Pratchett, Równoumagicznienie (powtórka)
(Ocena: 5/6)

Terry Pratchett, Mort (powtórka)
(Ocena: 5,5/6)

Pierre Péju, Śmiech ogra
(Ocena: 4,5/6)

Terry Pratchett, Czarodzicielstwo (powtórka)
Kolejna powieść o Rincewindzie. Tym razem mag musi poradzić sobie z pierwotną siłą zamkniętą w lasce czarodziciela. Zabawne sytuacje, komiczne sploty wydarzeń, trafne spostrzeżenia, niecodzienne porównania, garść mądrości podana w strawnej formie – wszystko jak zwykle u Pratchetta.
(Ocena: 4,5/6)
„Zawsze sprawiał na ludziach wrażenie, jakby patrzył na nich zębami.” (Kwestor Spelter)
„Nie mam nic przeciwko magom, ale to nie znaczy, że są do czegokolwiek potrzebni. Zwykła dekoracja.”
„Prawdę niełatwo jest przyszpilić pismem do stronicy. W wannie historii prawdę trudniej jest utrzymać niż mydło, i o wiele trudniej znaleźć...”
„W głębi serca każdy z magów był przekonany, że naturalną jednostką magii jest jeden mag.”
„Zniknęli wszyscy jego przyjaciele. No, może nie przyjaciele. Mag nie ma przyjaciół. Potrzebne jest inne słowo... A tak, to jest to: wrogowie. Ale bardzo porządni wrogowie. Dżentelmeni. Najlepsi z najlepszych.”

Evelyn Waugh, Zmierzch i upadek
Na początku żałowałam, że sięgnęłam po tę powieść. Życie młodego człowieka, wyrzuconego ze studiów z powodu złego prowadzenia się i przyjętego na nauczyciela do szkoły dla chłopców niespecjalnie mnie zainteresowało. Potem jednak akcja zrobiła kilka zwrotów, pojawiło się trochę humoru i było ciekawiej. Ostatecznie stwierdziłam, że nie jest tak źle – można dać czwórkę.
(Ocena: 4/6)

Jodi Picoult, Świadectwo prawdy
Ciekawa byłam bardzo powieści o życiu amiszów. Jednak rozumowanie członków tej sekty, ich uwarunkowanie do życia w grupie, konsekwentnie od urodzenia prowadzone jako jedynie słuszne, strasznie mnie irytowało. Zwłaszcza że historia, całkiem nieźle zaczęta, stała się z czasem ckliwą, umoralniającą bajką, grającą, a nawet żerującą na emocjach czytelnika. I te śmieszne historie o duchach, przewidywalne zakończenie, odnowa duchowa pani adwokat – brrr. Doczytałam siłą rozpędu, ocena jest za dobry początek.
(Ocena: 4/6)

Eugeniusz Paukszta, Straceńcy, Buntownicy
(Ocena: 5/6)

Thomas Hardy, Juda nieznany
Miałam trudności z oceną tej powieści. Bo z jednej strony owszem, nowatorskie spojrzenie, niecodzienne jak na XIX wiek podejście do sprawy małżeństwa, ale z drugiej jakoś tak to napisane zbyt melancholijnie, egzaltowanie. Styl ładny, acz denerwujący, jednocześnie przyciąga i odrzuca, natomiast bohaterowie zbyt irytujący, żeby nie zgrzytać zębami podczas lektury. Nie wiem, czy nie zmienię oceny po paru dniach.
(Ocena: 4,5/6)

● ● ●

Statystyki:
W sumie (w miesiącu/w roku): 16/48
Powtórki: 5 (Pratchett x 5)
Cykle zakończone: 1 (Straceńcy, Buntownicy)
Cykle w trakcie: 1 (Świat Dysku)
Autorzy polscy: 4 (Parnicki, Pilipiuk, Paukszta x 2)
Autorzy obcy: 12 (Shakib, Pyle, Parrado i Rause, Pratchett x 5, Péju, Waugh, Picault, Hardy)
Średnia ocen: 4,59

Realizacja projektów:
Książki historyczne – 5 (Tylko Beatrycze, Wesołe przygody Robin Hooda, Śmiech ogra, Straceńcy, Buntownicy)
Nobliści – 0
Z półki (nowe [powtórki]/razem w roku [z powtórkami]/cel) – 5[5]/17[30]/31
Wyczekane – 5 (Tylko Beatrycze, Wesołe przygody Robin Hooda, Operacja „Dzień Wskrzeszenia”, Straceńcy, Buntownicy)
Trójka e-pik – 1. powieść z wątkiem nieszczęśliwej miłości: Tylko Beatrycze, Operacja „Dzień Wskrzeszenia”, Śmiech ogra 2. książka z listy BBC: Juda nieznany 3. książka o kobietach: Samira i Samir
Z literą w tle – 13 (Pyle, Parnicki, Parrado, Pilipiuk, Pratchett x 5, Péju, Picault, Paukszta x 2)
Wojna i... literatura – 4 (Samira i Samir, Śmiech ogra, Straceńcy, Buntownicy)
Czytam fantastykę – 5 (Operacja „Dzień Wskrzeszenia”, Kolor magii, Blask fantastyczny, Równoumagicznienie, Mort)
Pod hasłem – 1 (słodkości: Buntownicy)
Wyzwanie miejskie – 2 (Kraków lub miasto, które chcę odwiedzić – Królewiec: Straceńcy, Buntownicy)
Pochłaniam strony, bo kocham tomy (24.01.–24.04.2013) – 13293
Eksplorując nieznane – 0
Jubileuszowe lektury – Parnicki

29 marca 2013

Straceńcy i buntownicy – czarne chmury nad Polską

Eugeniusz Paukszta
Straceńcy 
(t. 1: Welawa, t. 2: Trybun królewski)
Buntownicy 
(t. 1: Beczka Danaid, t. 2: Desperat)
Wydawnictwo MON, 1977-1978
s. 827 + 760

Można powiedzieć, że serialowo wychowałam się między innymi na Czarnych chmurach. Doborowa obsada (Pietraszak, Pietruski, Fetting, Seniuk i Starostecka) i szybka, bardzo dynamiczna akcja powodowały, że z niecierpliwością czekało się na kolejny odcinek. W pamięć zapadły mi szczególnie słowa piosenki śpiewanej przez komediantów, wzruszająco patriotycznej (tekst poniżej). Czułam jednak pewien niedosyt z powodu słabej znajomości tego okresu historycznego, a że były to czasy sprzed Internetu to i nie chciało się szukać i grzebać po słabo zaopatrzonych bibliotekach w małym miasteczku. Nadrabiam to teraz, przy okazji lektury dwóch powieści Paukszty, których akcja obejmuje okres poprzedzający rzeczywistość serialową (Straceńcy) i oddający czasy działalności pierwowzoru pułkownika Dowgirda – Krystiana Ludwika Kalksteina-Stolińskiego (Buntownicy). Niektóre niejasne dla mnie dotąd zakręty historii objawiły się w całej swej ponurej często pełni – ot, pożytek z czytania powieści historycznych.
Fabuła obu powieści Paukszty obraca się wokół spraw związanych z Prusami Książęcymi i ich zależnością od Polski. Koniec potopu szwedzkiego i traktat welawsko-bydgoski wprowadzają nas do siedemnastowiecznych Prus, będących najpierw lennem Polski pod rządami elektora brandenburskiego Fryderyka Wilhelma, później odrębnym państwem z opcją powrotu do Polski w razie wygaśnięcia dynastii rządzącej. Zapisy traktatu uderzyły mocno w przywileje pruskich stanów, co stało się powodem protestów i walki z tyrańskimi zapędami elektora. Trudności wewnętrzne i zewnętrzne Polski, jak i przepychanki dyplomatyczne związane ze zmianą zasad obierania królów elekcyjnych, uniemożliwiły udzielenie efektywnej pomocy mieszczanom i szlachcie pruskiej, broniącym się przed bezprawnie ustanawianymi podatkami i naciskami ekonomicznymi i politycznymi, jakie fundował im Fryderyk Wilhelm. Głównymi oponentami elektora byli: niezłomny Hieronim Roth ze strony mieszczaństwa i szlachcic generał Albrecht Kalkstein, ojciec pułkownika Ludwika Kalksteina.


Dobrze poznane i opisane tło ważkich dla przyszłości Polski wydarzeń jest dużym atutem obu powieści. Bogata jest również galeria postaci, zarówno historycznych, jak i fikcyjnych, żywo i prawdziwie odmalowanych: król Jan Kazimierz, dający sobą powodować, królowa Maria Ludwika, trzymająca w swych żelaznych rękach politykę państwa, potem król Michał Korybut Wiśniowiecki, najbardziej zainteresowany jedzeniem, zwłaszcza słodkości, magnaci i wielmoża, jako też prosta szlachta, prawa swoje znająca i dobrze ich pilnująca, biorąca przykład z góry, gdzie własny interes stoi przed dobrem państwa: „osobiste lub rodu dobro najwyższym dla każdego wielmoży prawem, reszta, o rzeczy publicznej, to jedno gadanie” (Buntownicy, t. 1, s. 48-49). Wzorują się panowie szlachta na magnatach i królu, który zwycięstw wywalczonych nie potrafi wykorzystać ku dobru ojczyzny, ziem polskich się pozbywa, ku zgorszeniu i przy protestach prawych szlachciców, albo zdrajcom wybacza, jak choćby Bogusławowi Radziwiłłowi, co solą w oku jest wielu: „wielkim i zdrada, i każde świństwo gładko mija, wszakoż małych o byle głupstwo łacno skracają o głowę” (Straceńcy, t. 2, s. 98). Książę Bogusław za to przedstawiony jest jako pięknoduch gładki, przez francuskiego masażystę wymuskany, zawsze według najnowszej mody paryskiej ubrany, piękne słówka prawiący, ale też twardy i okrutny, przed zdradą się nie cofający, jeśli takowa w jego interesie leży. I jak niektórzy nie mają wątpliwości, jaką drogą podążyć, tak inni pełni są wahań i gnębiących ich rozterek, bo okoliczności przysparzają trosk i wymagają trudnych decyzji, mających wpływ na wielu – nie jest od nich wolny nikt, kto pełniąc rolę przywódczą myśli o dobru innych, jak Roth zastanawiający się, „czy trafna jest droga, jaką wybrał, czy realne jest upieranie się przy zachowaniu starych praw i przywilejów, czy nie słuszniej byłoby za przykładem Wallenrodtów przyklasnąć elektorowi, uznać go najwyższym, jedynym władcą kraju i korzystając z przywilejów urzędu zorganizować sobie wygodne życie” (Straceńcy, t. 2, s. 386). Również wśród bohaterów fikcyjnych wiele jest postaci ciekawych, jak choćby Horusza, uosobienie prostego szlachcica, którego peregrynacje dają pretekst do poznawania spraw wielkich i małych, ważnych dla narodów polskiego i pruskiego; człek prawy, choć porywczy, szczery, do zdrady niezdolny, pierwszy do walki o cześć i chwałę ojczyzny, ale i od szklanicy nie stroniący, z głową mocną a rozsądną. Także jego towarzysze walk i wędrówek to postacie malownicze, do zwady gotowi, ale honorowi, o cześć dbający, spośród rycerstwa wielu krajów się wyróżniający: „polscy kawalerowie butniejszą mają od niemieckich fantazję” (Straceńcy, t. 2, s. 87). Również kobiece postacie przedstawione są ładnie, na czele z królową Marią Ludwiką i Barbarą Roth, córką przywódcy mieszczan królewieckich, do każdej wyprawy zdolną niczym mężczyzna.
Nie mógł uniknąć Paukszta podkreślenia roli chłopów w wojnie polsko-szwedzkiej, pokazując ich znaczący wpływ na wynik walk, pod dowództwem Czarnieckiego zmienionych w skuteczne narzędzie broniące kraju. Ale też wyraźnie zaznaczył różnice społeczne w stosunku warstw wyższych do niższych, ich pogardę i poczucie wyższości, usankcjonowane prawem od wieków respektowanym, widoczne w traktowaniu służby chociażby; nie do pomyślenia było, żeby chłop pańszczyźniany śmiał się sprzeciwić, wziąć do ręki broń, a w zadziwienie wprawiała panów chłopska umiejętność tą bronią władania. Również mieszczan uważała szlachta za niższy gatunek, krzywo patrząc na próby równego traktowania, a świeżo nobilitowanym za złe mając brak dwudziestu pokoleń szlacheckich przodków. Także sugestywnie przedstawił Autor sejm elekcyjny, na którym w przepychankach między trzema obcymi kandydatami wybrano niespodziewanie „Piasta” – Michała Korybuta Wiśniowieckiego.


Dwie obszerne dwutomowe powieści czyta się dość szybko. Przystępnie nakreślone tło historyczne pomaga zorientować się w realiach i uporządkować wiedzę o problemach Polski w XVII wieku. W prosty i klarowny sposób opisuje Paukszta przypadki wojenne i dyplomatyczne zabiegi, zdrady i rokosze, złotą wolność szlachecką i obrady sejmowe, przemowy i dysputy. Podoba mi się też język powieści, lekko stylizowany, tyle tylko, żeby podkreślić koloryt epoki i uwiarygodnić staropolszczyzną mowę, a nie nazbyt archaiczny, by przeszkadzał w swobodnym czytaniu i rozumieniu tekstu. (Trochę przeszkadzały błędy i literówki, zwłaszcza w Straceńcach, gdzie trafiły się takie kwiatki, jak „Sapiecha” i „tętęt”.) Obie powieści warte są przeczytania – dla wszystkich, którzy lubią historię prawdziwą jako tło wydarzeń opisanych.
(Ocena: 5/6)

● ● ●

Wspomniana piosenka, w Czarnych chmurach wykonana przez trupę komediantów:
Lasy i góry, łąki i wody,
lud pracowity i twardy,
Królu, w tym kraju więcej swobody
ma wróg podstępny i hardy.
Nie mogę śpiewać, bo serce pęka
i lutnia w rękę mnie pali!
Nie mogę nucić mojej piosenki,
Królu, gdy lud Twój się żali!
Hen na północy, gdzie bór liściasty,
pająk swe sieci rozwija
krzyż ma na plecach, nienawiść w sercu,
na ustach: Jezus, Maryja.
Nie mogę śpiewać, bo serce pęka
i lutnia w rękę mnie pali!
Nie mogę nucić mojej piosenki,
Królu, gdy lud Twój się żali!
Królu, mój królu, tam lud Twój ginie
i czeka Twojej miłości,
w prastarej polskiej, pruskiej krainie,
wróg się podstępnie rozgościł.
Nie mogę śpiewać, bo serce pęka
i lutnia w rękę mnie pali!
Nie mogę nucić mojej piosenki,
Królu, gdy lud Twój się żali!

27 marca 2013

Tylko Beatrycze zawsze była, jest, zawsze też będzie

Teodor Parnicki
Tylko Beatrycze
PAX, 1962
s. 410

Lata temu przeczytałam kilka książek Teodora Parnickiego, tych łatwiejszych w odbiorze. Jednak sława pisarza trudnego, wymagającego pewnego przygotowania czytelniczego, skutecznie zastopowała moje dalsze jego poznawanie. I niesłusznie. Fakt, jest to proza wymagająca, ale dla chcącego... I tak, przy okazji nieco zaokrąglonej rocznicy urodzin pisarza, sięgnęłam po jedną z bardziej znanych powieści – Tylko Beatrycze.
Kanwę powieści stanowi historia prawdziwa spalenia przez zbuntowane chłopstwo mnichów w klasztorze cystersów w 1309 roku i śledztwo w sprawie tegoż prowadzone na najwyższym szczeblu papieskim w Awinionie. W tle przewija się też sprawa zabójstwa króla polskiego, Przemysła II, w Rogoźnie, powiązana osobami tychże zakonników z późniejszymi wydarzeniami, sięgającymi daleko w przyszłość aż po czasy starań o koronę dla Łokietka. Opowieść snuje się przez życie i wędrówki wychowanka wieleńskich braci, objawiających słabość ojcowską do zdolnego Stanisława, syna młynarzówny, przez rozważania o jego winie, okazaną skruchę i pokutę, jako i kajanie się przed najwyższą władzą kościelną.
Wszystko to opisane jest, jak to u Parnickiego, w sposób logiczny, acz zawiły, z licznymi dopowiedzeniami, dygresjami i uściśleniami, a także daleko czasem odchodzącymi spekulacjami dotyczącymi zarówno działań, jak i myśli stron zainteresowanych dyskursem. W powieści nie ma typowej narracji, cała zawartość jest rozmową, dyskusją o tym, co było, jest, a może będzie – rozbudowanym labiryntem myśli i zdarzeń, z którego trzeba wyłuskać to, co istotne i oddzielić plewy od ziarna. Tylko Beatrycze jest też doskonałym przykładem na to, jak z wydarzeń mało znaczących, chyba że dla zainteresowanych bezpośrednio, czyli na przykład spalonych mnichów, którzy dla samych siebie mało znaczącymi z pewnością nie byli, jak z wydarzeń takich można zbudować opowieść trzymającą uwagę czytelnika, wzbudzającą zainteresowanie, chęć poznania dalszych dziejów Stanisława, jak i jego wcześniejszych dokonań czy tego, co dokonaniem być nie zdążyło, jak ostrzeżenie, które miał zanieść czternastolatkiem będąc do Rogoźna, a nie zdążył, przez co miał okazję poznać swoją Beatrycze w osobie królewny Ryksy Elżbiety, przyszłej królowej Polski i Czech.
W Tylko Beatrycze mają swe miejsce nie tylko rozważania historyczne, ale i teologiczne, różnego stopnia ważności, wśród których przewija się deliberowanie, czy Duch Święty tak naprawdę nie jest Duszycą Świętą, zawierającą pierwiastek kobiecy jako przeciwwagę do pozostałych dwóch w Trójcy zawartych pierwiastków męskich. Liczne są również nawiązania literackie i kulturowe, nie tylko do Dantego, przez jego muzę w tytule dzieła omawianego uwiecznioną, ale i do Iliady Homera, i do króla Artura, Graala strażnika, ku Avalonowi się kierującemu, dokąd i Stanisława, bohatera głównego, co niektórzy chcą wysłać jako do czyśćca Aligerusa. Ciekawe są też rozważania o roli każdego człowieka w świecie, w jakim funkcjonować mu przyszło, o zdolnościach przyrodzonych i nabytych, a także tych, którym nie dane było się rozwinąć, losu zrządzeniem: „kto na świat przyszedł z nadmiarem wyobraźni, a i z nadmierną też wrażliwością odczuć, przy tym z niespokojnym, choć niekoniecznie władnym rozumować poprawnie, umysłem – ma do wyboru szaleństwa popełniać na pergaminie albo we współżyciu z bliźnimi, a i z samym sobą” (s. 364-365).
Tylko Beatrycze jest powieścią złożoną, niełatwą w odbiorze, przez swą treść, jak i formę niecodzienną, wymagającą wzmożonej uwagi, namysłu i śledzenia nader często zmieniających się faktów przeszłych, wynikłych z pojawiania się w wyniku śledztwa nowych wyznań, zmieniających przeszłość odbieraną przez Stanisława na zupełnie inną jego przeszłość. Nawet miłość do Reiczki, wzajemna lub osamotniona, staje się iluzją jedynie, wydumaną w młodocianym umyśle i okrzepłą w prawdziwość trwałą. Wydarzenia się zapętlają, coraz to nowe fakty i wyobrażenia na wierzch wywołując, aż w końcu nie wie Stanisław Polak, Janem diakonem zwany, co za prawdę, a co za złudzenie wyobraźni szalonej uważać.
Taka to jest powieść, pomieszana, tajemnicza i mroczna chwilami przez nieodkryte sekrety i niepewne odkrycia, wymagająca spokojnej chwili, czasu do namysłu, chęci do przedzierania się przez mrok śledztwa, w którym więcej jest domysłów niż faktów niezbitych, więcej wywodów logicznych niż dowodów niepodważalnych. Dająca satysfakcję z rozgryzania poszczególnych elementów mozaiki i ten dreszczyk emocji, co jeszcze czeka bohaterów, jaki zwrot nagły losu jest im pisany. I zostaje czytelnik z materiałem obszernym do rozmyślań nad istotą człowieczeństwa, prawem do wolności, wiarą czy niewiarą w Boga – i sam musi zdecydować, jak dalej żyć z takim jarzmem, jak dźwigać swój los.
(Ocena: 5,5/6)

● ● ●
„[...] co naczelną jest właściwością barbarzyńcy? Niezdolność do odróżniania przenośni od dosłowności znaczeniowej!” (s. 160)
„A i w ogóle nie unoście się tak. Kto się unosi, wstyd takiemu uznać, że słuszności nie miał – stokroć bardziej jeszcze niż próbującemu przeczyć głosem spokojnym.” (s. 202)
„[...] łamać ciała, więc też woli, nikt tak wytrwale nie zdoła, jak właśnie czciciele duszy nieśmiertelnej, jako najwspanialszego z wszystkich tworów wszechmądrości i wszechmocy Bożej.” (s. 204)
„Tylko Beatrycze zawsze była, jest, zawsze też będzie.” (s. 315)
„I właśnie to: przeistaczanie się teraźniejszości w przeszłość, przyszłości najpierw w teraźniejszość, potem też w przeszłość, gdy już przyszłość inna jakaś zdąża do przeistoczenia się w teraźniejszość, by z kolei też się przeszłością stać – właśnie to, powiadam, pozbawia konieczność cech nieuniknioności i nieodwracalności, czyli umożliwia uwolnienie się od konieczności, z tym, że z kolei to, co było wolnością, przeistacza się w konieczność, by z dalszym czasu upływem też przestać nią być.” (s. 341)
„Naczelną właściwością władczości mądrej jest takie rozporządzanie ludźmi, nad którymi się ma władzę, jakie by było objawem mądrości też, nie zaś władczości samej jedynie...” (s. 349)

25 marca 2013

Śmiech ogra

Pierre Péju
Śmiech ogra (Le Rire de l’ogre)
tłum. Magdalena Pluta
Sic!, 2006
s. 266

Rozpoczęłam poznawanie twórczości Pierre’a Péju od lektury Siostrzyczki Ewy od kartuzów. Pamiętam, że ta cienka książeczka bardzo mi się spodobała, chociaż dziś już nie umiałabym powiedzieć o niej nic znaczącego. Trafiając na kolejną powieść tego autora spodziewałam się co najmniej podobnych wzruszeń.
Péju podzielił Śmiech ogra na dwie części. W pierwszej przeplatają się obrazy masowych unicestwień ludności Ukrainy podczas II wojny światowej z wydarzeniami toczącymi się dwadzieścia lat później w małym niemieckim miasteczku. Współudział w ludobójstwie wykrzywia psychikę mimowolnych sprawców, jeden z bohaterów, niemiecki oficer, lekarz „[...] cierpiał, nie mogąc sobie wyobrazić ludzkiej potworności na taką skalę. Możemy dopuścić do świadomości drogę krzyżową każdego człowieka z osobna, ale nigdy w masie. Jeśli cierpienie jest masowe, staje się abstrakcyjne. Ludzkość w ogóle, ludzkość podlegająca masowo eksterminacji wymyka się naszemu współczuciu.” (s. 69), żołnierze próbujący ratować ukraińskie dzieci i patrzący na śmierć ich matek muszą jakoś sobie poradzić z traumą uczestnictwa w tym procederze, próbować normalnie żyć, zakładać rodziny, płodzić dzieci. Nie każdemu się to udaje, doprowadzając do powojennych tragedii. Ciągle przebija się w ich świadomości bajka o ogrze, który tak mocno trzymał dzieci, że aż je udusił – i nie mógł już wykorzystać. I obraz Boga wokół morza cierpienia, trudny i niemożliwy, wymazany z prawa do istnienia, bo „świat nie jest niczym innym jak wysiłkiem, jaki Bóg podejmuje, aby się samemu unicestwić, przejęty zgrozą nad własnym Dziełem Stworzenia... Świat, ze wszystkim, co się na nim dzieje, nie jest niczym innym jak samobójczym gestem Boga, który usiłuje jeszcze trochę bardziej zepsuć swoje ohydne dzieło, zrujnować własną boskość. Wielki stos rupieci Boga, który usiłuje z tym skończyć.” (s. 76). Zdarzają się chwile, które zaważą na przyszłym życiu. Dla Paula i Clary, powojennych dzieci, ważna okazała się taka chwila przypadkowego spotkania, wiążąc ich na całe życie tajemnym, niewyjaśnionym przyciąganiem, sięgającym głęboko wstecz i daleko w przyszłość.
Część druga jest poszukiwaniem sensu życia, swojego miejsca na ziemi, drugiej połówki pomarańczy. I rozliczeniem z przeszłością niewyjaśnioną, dla Paula związaną silnie z tragiczną śmiercią ojca, jakoś podświadomie kojarzoną z jego udziałem we francuskim Ruchu Oporu. Paul i Clara, dzieci uczestników wojennych zdarzeń, spotykają się zrządzeniem losu, ciągną ku sobie i odpychają, skazani na mijanie się w życiu. Chociaż przez chwilę wydaje się, że może młodzieńcze zauroczenie, fascynacja pełna zuchwałości i niezręczności przekształci się w miłość, potrzebę bycia blisko siebie. Jednak niecierpliwość Clary, niemożność ustania w miejscu, i poszukiwania Paula niszczą to, co się na dobre nie zaczęło. Paul w końcu znajduje swoją niszę w świecie tworzenia. Wyraża siebie w rzeźbach, tak jak Clara w fotografiach, szukając głębi ludzkiego cierpienia na wojnach, w kolejnych potyczkach kolejnych skłóconych nacji.
Jest w tej powieści znacznie więcej niż wynikałoby z niezbyt dużej jej objętości. Jest treść obszerna i ważna dla istoty człowieczeństwa. Jest cena za udział w wojnie i nadzieja na przyszłe, lepsze życie. W rozliczeniu trzeba jednak uwzględnić spotkania po latach, nawet jeśli nie samych uczestników zdarzeń, to ich potomków, którzy ciągną bagaż doświadczeń własnych i swoich ojców i muszą się z nim uporać na swój własny sposób, poszukując drogi do celu i miejsca, w którym znajdą spokój duszy. Żeby móc przeżywać „każdego dnia cud kolejnego dnia” (s. 198). To powieść dojrzała i niełatwa, wymagająca uwagi i namysłu. Nie każdemu się spodoba, ale niektórych oczaruje.
(Ocena: 4,5/6)

● ● ●
„Wadą wielkich zbiorowych porywów jest to, iż wytwarzają złudne przekonanie, że każda indywidualna twórczość robi się śmieszna. Wyjątkowe dni nie niwelują normalności: ustanawiają normalność wyjątku.” (s. 156)
„Wojna to nie tyle bitwy, ile niewyobrażalna niegodziwość ludzka.” (s. 166)
„W bloku zła są zawsze jakieś szczeliny dobra.” (s. 238)

23 marca 2013

Szary citron

Zrobiłam sobie citrona. Nie wiem, po co, bo chust nie noszę, ale może komuś się spodoba i kupi. :)


Włóczka w dwóch odcieniach szarości, skład nieznany, ale zblokowała się dobrze, więc trochę wełny musi mieć. Wyszło 150 g, druty 3 mm. Chusta luźno rozłożona ma wymiary 115 x 45 cm. 



Korzystałam z tłumaczenia Truskaveczki, ale zrobiłam jedno powtórzenie więcej.

21 marca 2013

Śmierć i jego terminator

Terry Pratchett
Mort (Mort)
tłum. Piotr W. Cholewa
Prószyński i S-ka, 1996
s. 260

Nawet Śmierć potrzebuje czasem urlopu. Zwłaszcza że słyszał o przyjemnościach spędzania wolnego czasu, czy to na łowieniu ryb, czy podczas tańca, czy nawet upijając się ze smutku z przygodnym barmanem jako obiektem do zwierzeń. Nic dziwnego, że i główny strażnik klepsydr Świata Dysku zapragnął poznać, ile dobrego wyniesie ze spędzenia czasu na czymś innym niż machanie kosą. Aby sobie jednak na to pozwolić, musi zatrudnić kogoś, kto go zastąpi – najmuje więc terminatora, który po krótkim przeszkoleniu podejmuje rolę zastępcy Śmierci.
Mort jest wiejskim nieudacznikiem, niezgrabnym, długonogim nastolatkiem, który niepokoi rodziców swoją nieporadnością. Uznają, że najlepiej oddać go do terminu. Tyle że nikt go nie chce. Oprócz Śmierci. Mistrz i uczeń zaskakująco dobrze się dogadują. Do czasu, gdy okazuje się, że Mort, otrzymawszy standardowe zadanie oddzielenia duszy od ciała, zlitował się nad młodością i urodą księżniczki ocalając jej życie. I tym samym zachwiał osnową istnienia. Konieczne staje się podjęcie działań zmierzających do ratowania świata przed groźnymi konsekwencjami samowoli Morta. To element klasycznej baśni o uczniu czarnoksiężnika. Młody terminator uczy się pilnie, przejmując nawet sposób zachowania od mistrza, ale lekkomyślnie nie umie przewidzieć konsekwencji swoich czynów. Jest jednak na tyle odpowiedzialny, by spróbować naprawić to, co zepsuł.
Nie tylko Mort jest tu głównym bohaterem. Równie ważną, o ile nie ważniejszą postacią jest Śmierć – dostojny, poważny, choć nieco kościsty, zakapturzony osobnik w czerni, mówiący wielkimi literami. Musi robić mocne wrażenie. Które jednak trochę niweczy imię jego konia – Pimpuś. Takie sympatyczne, swojskie imię, dobre dla każdego domowego zwierzątka. Nie tylko imieniem konia wyłamuje się Śmierć gminnym wyobrażeniom o grozie i potędze odbieracza ostatniego tchnienia. Również zamiłowaniem do kotów i ciekawością świata, objawiającą się eksplorowaniem nieznanych obszarów działalności człowieka. Śmierć sprawia tak sympatyczne wrażenie, że łatwo zapomnieć o jego ostatecznej roli. Wszystko jednak do czasu.
W Morcie jest i zabawnie, i poważnie. Komiczna strona powieści oswaja z tematyką śmierci, poważna nie pozwala jej zlekceważyć. Trochę uwag o mijaniu czasu i wierzeniach też każe zastanowić się, co robimy tu i teraz, a co nas może czekać po drugiej stronie kosy. Tradycyjnie już każdego zachęcam do zasmakowania przygody z płaskim światem – można znaleźć tu swojego ulubionego bohatera i spędzić z nim niezapomniane chwile.
(Ocena: 5,5/6)

19 marca 2013

Babcia Weatherwax po raz pierwszy

Terry Pratchett
Równoumagicznienie (Equal Rites)
tłum. Piotr W. Cholewa
Prószyński i S-ka, 2003
s. 198

Wiadomo, że na Niewidocznym Uniwersytecie mogą studiować wyłącznie mężczyźni. Taka jest tradycja. Po prostu. Problem pojawia się, gdy na skutek pośpiechu czy pomyłki spadkobiercą laski umierającego maga zostaje dziewczynka. Wprawdzie ósma córka ósmego syna, ale jednak dziewczynka. Przeciwni jej magicznej edukacji są początkowo wszyscy, nawet babcia Weatherwax, która usiłuje skierować drzemiącą w Eskarinie moc na zioła i głowologię, charakterystyczne w działalności wielu czarownic, a Babci w szczególności. Przychodzi jednak moment, że nawet ta doświadczona czarownica musi przyznać, że potrzeba tu innego nauczyciela, więc wyrusza z Esk i jej laską do Ankh-Morpork.
W Równoumagicznieniu pierwszy raz spotykamy wiedźmy, moje ulubione bohaterki Świata Dysku. Najlepiej scharakteryzowana jest oczywiście Babcia Weatherwax, jeden (jedna?) z trzech filarów wśród czarownic. Początek jej drogi z Ramtopów do wielkich wydarzeń w Ankh-Morpork nie jest łatwy. Jak każdy krok w nieznane i ten musi Babcia okupić sporą dawką samozaparcia, przełamać własne wątpliwości i obawy i wykorzystać znajomość ludzkiej psychiki, aby przedrzeć się tam, gdzie tradycja nie pozwala, przez sztywne i bezmyślne jej przestrzeganie. A potencjał niewątpliwie posiada. Gdzie trzeba, stosuje głowologię, a jeśli to nie wystarcza, sięga po bardziej wybuchowe, magiczne środki. Bo to mądra kobieta jest. Zna się na psychologii człowieczej, chociaż słowo „psychologia” nie jest jej zapewne znane. Umie też pomanipulować mężczyznami, żeby osiągnąć cel niemożliwy do osiągnięcia wprost. Mimo że ci mądrzy mężczyźni, magowie, są hmm, mądrzy. Bo Równoumagicznienie jest też o wiedzy. Tej nabywanej w toku studiów, która potrafi wiele wytłumaczyć, i tej intuicyjnej, którą się ma w sobie, jak magia na przykład. I ich wzajemnym przenikaniu się i trudnych relacjach. Tak bywa.
Jest w tej powieści to, czego u Pratchetta zwykle nie brakuje, czyli przedni humor (parskałam wiele razy), w miarę interesująca akcja (chociaż nie tak dynamiczna jak w dwóch pierwszych częściach) i to, co sprawia, że jego książki chcą być czytane wielokrotnie (pewnikiem jakieś czarowanie), czyli ponadkulturowe problemy podane w formie strawnej i dającej do myślenia. Ogólnie: jest magia w codzienności i codzienność w magii, a od nas tylko zależy, co z niej zaczerpniemy i jak wykorzystamy.
(Ocena: 5/6)

● ● ●
„Czasami trzeba robić to, co nam dyktuje życie.
„Rzeka płynęła leniwie jak śledztwo.”
„W świecie cieni idee są rzeczywistością.” 
„Często upamiętnia to niewielka tablica pamiątkowa głosząca, że wbrew wszelkiemu ginekologicznemu prawdopodobieństwu ktoś bardzo sławny urodził się na ścianie.”
„Magia jednak ma w zwyczaju czekać w ukryciu niby grabie leżące w trawie.”
„Babcia przygryzła wargę. Nie bardzo wiedziała, jak ma się zachować w stosunku do dziecka. Dzieci uważała – przy tych rzadkich okazjach, kiedy w ogóle o nich myślała – za coś pośredniego między ludźmi a zwierzętami. Znała się na niemowlakach: z jednego końca trzeba lać mleko, a drugi utrzymywać w czystości. Dorośli są jeszcze łatwiejsi, bo sami się karmią i myją. Ale pomiędzy jednymi a drugimi istniał świat, którego nie próbowała nawet zrozumieć. O ile się orientowała, należy tylko pilnować, żeby nie złapali czegoś groźnego, i mieć nadzieję, że wszystko się dobrze skończy.”
„– Jeśli nie możesz się nauczyć jeździć na słoniu, naucz się przynajmniej jeździć konno.
– Co to jest słoń?
– Rodzaj borsuka – wyjaśniła Babcia.
Nie dzięki przyznawaniu się do ignorancji od czterdziestu lat cieszyła się sławą znawczyni natury.”
„Doskonale wiadomo, że istotnym warunkiem sukcesu jest brak wiedzy o niemożliwości tego, co człowiek próbuje osiągnąć. Osoba niezdająca sobie sprawy z szansy porażki może być kijem wepchniętym w szprychy roweru historii.”
„Był głupi, owszem, w ten szczególny sposób, w jaki bywają głupi bardzo mądrzy ludzie. Miał tyle taktu, co lawina i tyle egocentryzmu, co tornado, ale nigdy nie przyszłoby mu na myśl, że dzieci są dostatecznie ważne, by zachowywać się wobec nich nieuprzejmie.”
„Bywają też istoty tak potworne, że nawet ciemność się ich lęka.
Większość ludzi nie ma o tym pojęcia. I bardzo dobrze, ponieważ świat nie mógłby normalnie funkcjonować, gdyby wszyscy leżeli w łóżkach z kołdrami naciągniętymi na głowy.”
„Rzeczywistość powróciła i starała się udawać, że ani na chwilę nie odchodziła.”

17 marca 2013

Ciasto drożdżowe dyniowe

Pyszne, pięknie żółte ciasto drożdżowe. Bardzo łatwe do zrobienia, dla każdego.

składniki:
2,5 dag drożdży
1/4 szklanki mleka
● 1/2 szklanki cukru
3 szklanki mąki pszennej
2 żółtka
szczypta soli
5 dag masła
15 dag ugotowanej i zmiksowanej dyni


składniki opcjonalne:
2-3 łyżki rodzynek
2-3 łyżki płatków migdałowych
● powidła śliwkowe albo masa krówkowa

● krokant

sposób przygotowania:
1. W ciepłym mleku rozpuścić drożdże, łyżeczkę cukru i łyżkę mąki, odstawić do wyrośnięcia.
2. Rozpuścić masło, odstawić do schłodzenia.
3. 2 i 1/2 szklanki mąki wymieszać z solą, cukrem, dynią, żółtkami i wyrośniętymi drożdżami, wyrabiać dodając pod koniec masło i, w razie potrzeby, dosypując pozostałą mąkę. Odstawić na godzinę do wyrośnięcia (ciasto powinno podwoić objętość).
4. Tu można robić dwojako: albo zagnieść ponownie dodając rodzynki i płatki migdałów i przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia, albo podzielić ciasto na dwie części, rozwałkować każdą i posmarować powidłami albo masą krówkową, posypać rodzynkami i krokantem. 


Ta wersja zawiera powidła śliwkowe, rodzynki i krokant

W drugim przypadku posmarowane ciasto zwinąć ciasno i spleść obie części.


5. Znowu odstawić pod przykryciem do wyrośnięcia.
6. Piec w temperaturze 200°C około 30-40 minut.



A potem można się delektować delikatnym smakiem. :)

15 marca 2013

Magia w świecie Dysku

Terry Pratchett
Kolor magii  
(The Colour Of Magic)
Blask fantastyczny 
(The Light Fantastic)
tłum. Piotr W. Cholewa
Prószyński i S-ka, 2002
s. 245 + 236



Już od pewnego czasu nosiłam się z zamiarem powrotu do pratchettowego Świata Dysku. I dobrze, bo okazało się, że z pierwszych tomów mało pamiętam. A pamiętać warto, bo seria jest fantastyczna. Nie tylko z racji przynależności gatunkowej, ale i ze względu na ogólnie wysoką klasę powieści Pratchetta.
Dwie pierwsze części cyklu najlepiej czytać ciągiem, bo dotyczą jednej akcji, prowadzonej przez te same główne postacie. Już w Kolorze magii poznajemy bohaterów, którzy będą się pojawiać w kolejnych tomach, przede wszystkim maga-nieudacznika Rincewinda, turystę Dwukwiata, przypominającego utrwalających wszystko na zdjęciach Japończyków, i jego podróżny kufer, zwany Bagażem. Przewijają się też magowie, bogowie i stwórcy, trolle i bohaterowie, jak również Śmierć i Patrycjusz. Zaraz na początku Rincewind i Dwukwiat zostają związani ze sobą przez Los i Patrycjusza, wielokrotnie wpadają w tarapaty zdawałoby się bez wyjścia, co jest doskonałą okazją do pokazania różnych smaczków dyskowego świata, krańcowych niebezpieczeństw, ingerencji bogów, zarówno wielkich jak i tych pomniejszych, irytacji bohaterów, którym się wydaje, że wiele znaczą, jak i pomocy barbarzyńców i trolli, którym przepowiedziano nadejście Rincewinda. Jeszcze nie wszystko jest tak bogate w szczegóły, jak w późniejszych częściach, ale już widać ogólny, dobrze przemyślany zarys specyficznego świata dysku.
Od pierwszych stron można zakochać się w stylu Pratchetta, pełnym trafnych sformułowań świadczących o dużej spostrzegawczości i dystansie Autora do rzeczywistości, charakteryzującym się ogromnym poczuciem humoru, wzbudzającym śmiech. Bo po prostu trzeba się uśmiechnąć czytając na przykład o minach Bagażu, który, chociaż nie posiada twarzy, a więc oczu ani ust, potrafi sprawiać wrażenie groźnie patrzącego i chcącego pożreć delikwenta, który śmiał wejść w drogę jego panu. Bawią rozterki Stworzycieli zastanawiających się, co było pierwsze: Słowo czy Jajko? Nie można nie docenić zabawnych dialogów, pełnych gagów i kulturowych skojarzeń czy nawiązań do naszej rzeczywistości. Niesamowita wyobraźnia Autora zapełnia Świat Dysku postaciami, zwyczajami i gadżetami, będącymi karykaturą naszego, tak znajomego, że aż nudnego już świata. Przydaje się spojrzenie na samych siebie w krzywym zwierciadle, bezlitosnym i obnażającym ludzkie przywary. Lektura dla każdego.
(Ocena: 4,5/6)

13 marca 2013

Dzień Wskrzeszenia

Andrzej Pilipiuk
Operacja „Dzień Wskrzeszenia”
Fabryka Słów, 2006
s. 491

Wiele jest powieści wykorzystujących motyw podróży w czasie. Podróże podejmuje się, by naprawić błędy przeszłości czy zlikwidować przyszłego mordercę, a przy okazji pozyskać materiał do badań historycznych na żywym materiale. Do tej kategorii należy też Operacja „Dzień Wskrzeszenia”, która w lekki i przystępny sposób przybliża czytelnikowi problemy wiążące się z takimi podróżami, jak i epoki, do których trafiają czasonauci.
Świat po wojnie atomowej nie jest przyjemnym miejscem do życia. Z wielomiliardowej ludzkości pozostały nędzne resztki, ale utrzymuje się władza w poszczególnych krajach i prowadzone są badania nad poprawą losu ocalałych. Wśród jednostek prowadzących takie badania jest tajny Instytut Fizyki Doświadczalnej w Warszawie, w którym testuje się moduł do przemieszczania się w czasie. Jako króliki doświadczalne używani są coraz młodsi uczestnicy, spełniający określone warunki psychofizyczne, trenowani i przystosowywani do radzenia sobie w zmieniających się realiach historii dawno przeszłej.
Powieść Pilipiuka jest trzymającą w napięciu, wartko prowadzoną, dynamiczną historią fantastyczną. I to w zasadzie wszystkie jej zalety. No dobrze, trochę lepiej wyjaśnia istotę podróży w czasie, paradoks dziadka i efekt motyla niż na przykład Marcin Ciszewski w swoich powieściach z cyklu www, traktując te ograniczenia z większym szacunkiem dla możliwych skutków. Jest jednak bardziej powierzchowna, jakby autorowi nie chciało się dopracować niektórych szczegółów. Wprawdzie ładnie zostały przedstawione realia dziewiętnastowiecznej Warszawy, ale nie do końca czuje się jej ducha – nie sposób zapomnieć, że czyta się powieść lekką i nieskomplikowaną. Podobnie, a nawet jakby mocniej i to nie tylko przez czas, jaki dzieli nas od tej epoki, oddaleni jesteśmy od Polski siedemnastowiecznej, z epidemią dżumy zbierającą krwawe żniwo (taka zaraza, tyle że średniowieczna, lepiej pokazana została w Księdze Sądu Ostatecznego Connie Willis). Instytut sprawia wrażenie kierowanego jakby nie do końca z głową, szkolenie nowych podróżników wydaje się mocno niedopracowane, a przypadków i niespodzianek jest jakby trochę za dużo – gdyby ktoś chwilę pomyślał, mógłby sporą ich część wyeliminować. Bohaterowie też nie wypadają najlepiej: wielokrotnie musiałam się cofnąć, żeby sprawdzić, kto daną kwestię wypowiada, bo charaktery są za mało zindywidualizowane i w mowie, i w rysunku postaci, przez co trudno ich rozpoznać przy normalnym, płynnym czytaniu.
Mimo powyższych niedociągnięć powieść można przeczytać, jak już wpadnie w ręce. Nie jest gruba, chociaż sprawia takie wrażenie przez dość dużą czcionkę i ładne, słusznych rozmiarów marginesy, ale staranne wydanie jest dodatkową jej zaletą, zwłaszcza że korekta tym razem się postarała, bo oprócz „za wyjątkiem” i złego przeniesienia „in-aczej” nie zauważyłam błędów (mogła na to wprawdzie wpłynąć szybkość czytania, ale nie bądźmy drobiazgowi). Lektura na weekend, lekka, łatwa i przyjemna, niewnosząca nic do życia, ot, zapewniająca spędzenie wolnego czasu na ulubionej czynności.
(Ocena: 4,5/6)

9 marca 2013

Resztkowe drobiazgi

Cały czas coś się dzieje. A to na drutach, a to szydełkiem. Tylko z dokumentowaniem mam poważne zaległości i zwykle długo po skończeniu dopiero udaje mi się obiekty zblokować i sfotografować. Nie inaczej było i tym razem. 
Najpierw długo się robiąca nakładka na krzesło, która tak naprawdę jest półproduktem, bo powinna mieć pod sobą jeszcze część bardziej miękką, w postaci gąbki na przykład. Tymczasem służy bardziej spłaszczona, może kiedyś doczeka się wnętrza. ;)


Potem szaliczek wiosenny w kolorze jasnokremowym, który miał być robótką szybką i niekłopotliwą, a zajął mi tydzień bez mała. Dobrze chociaż, że kłopotu rzeczywiście nie przysporzył. ;) 


I jeszcze zbliżenie zakończenia, com go wymyślić jakoś zgrabnie musiała. Chyba wyszło.


Wszystko zrobiłam z resztek różnych włóczek w ramach pozbywania się małych, samotnych kłębuszków, na różnych szydełkach. Szaliczek musi mieć w sobie odrobinę wełny, sądząc po zapachu, zwłaszcza w stanie mokrym. Ma wymiary 13 x 140 cm.

7 marca 2013

Samira i Samir

Siba Shakib
Samira i Samir (Samira & Samir)
tłum. Barbara Tarnas
Muza, 2005
s. 277

Współczesny Afganistan, Hindukusz, wieloletnia wojna, zmieniający się przeciwnicy – to tło powieści Siby Shakib. I ludzie, którzy żyją jak przed wiekami, nie znając zdobyczy cywilizacji. To świat podstawowych potrzeb i najbardziej oczywistych sposobów ich zaspokajania. Świat siły i zręczności, w którym prym wiodą mężczyźni, a kobiety traktowane są jako mało istotny dodatek, narzędzie do zajmowania się gospodarstwem i rodzenia, najlepiej synów. Świat, w którym tradycją o sile prawa jest to, że pierworodnym dzieckiem Komendanta musi być chłopiec. Świat boga surowego i jego przedstawicieli, nadużywających swego autorytetu do legitymizacji władzy mężczyzn nad słabszą płcią. Świat, w którym relacje między małżonkami zaburzone są przez wybujałe męskie ego i kobiece poczucie niższości, utrwalane przez wieki. Świat pełen braku wykształcenia i ignorancji, która za płeć dziecka obwinia kobietę. Świat, w którym „życie dziewcząt jest karą” (s. 163).
W tym świecie pojawia się Samira – dziewczynka, która powinna być chłopcem. I która jest chłopcem, dopóki nie uświadomi sobie, że coś z nią jest nie tak. Wstrząs, jaki to ze sobą przyniesie, spowoduje, że Samira przestanie mówić. Żeby nie mogła zdradzić narzuconej jej tajemnicy. Żyje w zakłamaniu, podtrzymuje iluzję, by zaspokoić oczekiwania otoczenia, sprostać żądaniom ojca, być chłopcem, a potem mężczyzną, zdolnym bronić i chronić. Od tej pory dziewczynka-chłopiec będzie chłonąć świat całą sobą. I będzie zadawać sobie pytania, setki pytań. O słowa, prawdę, winę. Przede wszystkim o winę. Ojca, matki, swoją. To kobietę obarcza się winą za wszystko, co może się zdarzyć. A kobieta przyjmuje tę winę, bierze ją na siebie, nauczona doświadczeniem matki, babki i prababki. Ale mężczyzna zdaje sobie sprawę, kto faktycznie tę winę ponosi, dlatego wstydzi się i nienawidzi – za swój strach, ból i darowane życie, za tradycję i boga, który dał ludziom taki porządek świata. Ulega temu porządkowi wbrew sobie, wbrew własnym potrzebom i utajonym chęciom, zadaje gwałt własnej duszy, by wreszcie kiedyś uświadomić sobie: „widziałem, jak moja matka postradała rozum, widziałem, jak mój ojciec utracił honor, dlatego że nie kierowali się sercem, tylko zawsze robili to, czego oczekiwali od nich inni ludzie, religia, tradycja, mułła czy ktokolwiek.” (s.172). I wychowuje kolejne pokolenia chłopców, by byli silni, szybcy i odważni. Wychowuje ich dla walki – gdy staną się mężczyznami, pójdą na wojnę, zabijać Rosjan, talibów, cudzoziemców. Jak Komendant, a wcześniej jego ojciec. Wojna jednak okalecza, czasem odbierając życie, czasem członki, a czasem zabijając cząstkę każdego, kto uniesie broń, by odebrać życie innemu. Rządzi jednak przymus, bo „także mężczyźni nie są wolni. Gdyby byli wolni, nie potrzebowaliby odbierać wolności kobietom. Ten, kto jest wolny, nie musi nikomu innemu zabraniać być wolnym.” (s. 233).
Czasem uda się wyrwać z błędnego koła ugruntowanej wiary i usankcjonowanej tradycji. Wbrew wszystkiemu i wszystkim, którzy myślą zachowawczo, w zgodzie z własną naturą – uwolnić się i żyć pełniej, znaleźć swoje miejsce i swoją rolę do odegrania, stawiając na kobiety: „Jeśli chce się zmienić cały lud, należy zaczynać od dziewcząt. To rozsądne: uczą się szybciej, a to, czego się nauczyły, przekazują dzieciom.” (Terry Pratchett, Niuch, Prószyński i S-ka, 2012, s. 179).
Samira i Samir to powieść o współczesnych afgańskich kobietach, tych biernych i tych silnych, dążących do zmian. Bardzo dobra powieść, wywołująca u czytelnika silne emocje, nie pozostawiająca obojętnym, dająca nadzieję. Warto przeczytać w odpowiednim momencie życia, niespiesznie i z uwagą. Uwagę przyciąga zresztą sposób pisania: i styl autorki, i układ książki – brak kresek dialogowych, brak wyraźnych miejsc wypowiedzi wymusza koncentrację przy czytaniu, a ważki temat tylko ją pogłębia. Dla wszystkich, którzy potrafią przejąć się niesprawiedliwością i nierównością ciągle obecną na świecie.
(Ocena: 5/6)

5 marca 2013

Lista 100 najlepszych książek według BBC

W związku z wyzwaniem na blogu Sardegny, w którym trzeba w marcu przeczytać m.in. książkę z listy stu najlepszych według BBC, wrzucam post ku pamięci, żeby uporządkować sobie, co mam przeczytane, a co w planach. Oczywiście listę tę, jak wszystkie tego typu, należy traktować jako zabawę.

Pogrubione = przeczytane
Kursywne pogrubione = w planach
Podkreślone = próbowałam, nie zainteresowało mnie
Pozostałe = nie mam zamiaru, chyba że coś się zmieni ;)

1. Duma i uprzedzenie – Jane Austen
2. Władca Pierścieni – J.R.R. Tolkien

3. Jane Eyre – Charlotte Bronte
4. Seria o Harrym Potterze – J.K. Rowling
5. Zabić drozda – Harper Lee
6. Biblia
7. Wichrowe Wzgórza – Emily Bronte
8. Rok 1984 – George Orwell
9. Mroczne materie (seria) – Philip Pullman
10. Wielkie nadzieje – Charles Dickens
11. Małe kobietki – Louisa M. Alcott
12. Tessa D’Urberville – Thomas Hardy

13. Paragraf 22 – Joseph Heller
14. Dzieła zebrane Szekspira (przeczytałam kilka tytułów)
15. Rebeka – Daphne Du Maurier
16. Hobbit – J.R.R. Tolkien

17. Birdsong – Sebastian Faulks
18. Buszujący w zbożu – J.D. Salinger
19. Żona podróżnika w czasie – Audrey Niffenegger
20. Miasteczko Middlemarch – George Eliot
21. Przeminęło z wiatrem – Margaret Mitchell

22. Wielki Gatsby – Scott Fitzgerald
23. Samotnia (w innym tłumaczeniu: Pustkowie) – Charles Dickens (przeczytane w styczniu 2015)
24. Wojna i pokój – Lew Tołstoj

25. Autostopem przez Galaktykę – Douglas Adams (przeczytane we wrześniu 2015)
26. Znowu w Brideshead – Evelyn Waugh
27. Zbrodnia i kara – Fiodor Dostojewski
28. Grona gniewu – John Steinbeck
29. Alicja w Krainie Czarów – Lewis Carroll
30. O czym szumią wierzby – Kenneth Grahame
31. Anna Karenina – Lew Tołstoj
32. David Copperfield – Charles Dickens
33. Opowieści z Narnii (cały cykl) – C.S. Lewis
34. Emma – Jane Austen
35. Perswazje – Jane Austen
36. Lew, Czarownica i Stara Szafa – C.S. Lewis
37. Chłopiec z latawcem – Khaled Hosseini
38. Kapitan Corelli (Mandolina kapitana Corellego) – Louis De Bernieres
39. Wyznania Gejszy – Arthur Golden
40. Kubuś Puchatek – A.A. Milne
41. Folwark zwierzęcy – George Orwell
42. Kod Da Vinci – Dan Brown (przeczytane w maju 2015)
43. Sto lat samotności – Gabriel Garcia Marquez
44. Modlitwa za Owena – John Irving
45. Kobieta w bieli – Wilkie Collins
46. Ania z Zielonego Wzgórza – L.M. Montgomery
47. Z dala od zgiełku – Thomas Hardy
48. Opowieść podręcznej – Margaret Atwood
49. Władca much – William Golding
50. Pokuta – Ian McEwan
51. Życie Pi – Yann Martel (przeczytane w lipcu 2013)
52. Diuna – Frank Herbert
53. Cold Comfort Farm – Stella Gibbons
54. Rozważna i romantyczna – Jane Austen
55. Pretendent do ręki – Vikram Seth
56. Cień wiatru – Carlos Ruiz Zafon
57. Opowieść o dwóch miastach – Charles Dickens
58. Nowy wspaniały świat – Aldous Huxley
59. Dziwny przypadek psa nocną porą (również: Dziwny przypadek z psem nocną porą) – Mark Haddon
60. Miłość w czasach zarazy – Gabriel Garcia Marquez
61. Myszy i ludzie (również: O myszach i ludziach) – John Steinbeck
62. Lolita – Vladimir Nabokov
63. Tajemna historia – Donna Tartt
64. Nostalgia anioła – Alice Sebold
65. Hrabia Monte Christo – Alexandre Dumas
66. W drodze – Jack Kerouac
67. Juda nieznany – Thomas Hardy (przeczytane w marcu 2013)
68. Dziennik Bridget Jones – Helen Fielding
69. Dzieci północy – Salman Rushdie

70. Moby Dick – Herman Melville
71. Oliver Twist – Charles Dickens
72. Dracula – Bram Stoker
73. Tajemniczy ogród – Frances Hodgson Burnett
74. Zapiski z małej wyspy – Bill Bryson
75. Ulisses – James Joyce
76. Szklany klosz – Sylvia Plath
77. Jaskółki i Amazonki – Arthur Ransome
78. Germinal – Emile Zola (przeczytane w październiku 2013)
79. Targowisko próżności – William Makepeace Thackeray
80. Opętanie – A.S. Byatt
81. Opowieść wigilijna – Charles Dickens
82. Atlas chmur – David Mitchell (przeczytane w lutym 2015)
83. Kolor purpury – Alice Walker
84. Okruchy dnia – Kazuo Ishiguro
85. Pani Bovary – Gustave Flaubert
86. A Fine Balance – Rohinton Mistry
87. Pajęczyna Szarloty – E.B. White
88. Pięć osób, które spotykamy w niebie – Mitch Albom
89. Przygody Sherlocka Holmesa – Sir Arthur Conan Doyle
90. The Faraway Tree Collection – Enid Blyton
91. Jądro ciemności – Joseph Conrad
92. Mały Książę – Antoine De Saint-Exupery
93. Fabryka os – Iain Banks
94. Wodnikowe Wzgórze – Richard Adams
95. Sprzysiężenie głupców (również: Sprzysiężenie osłów) – John Kennedy Toole
96. Miasteczko jak Alice Springs – Nevil Shute (przeczytane w lutym 2015)
97. Trzej muszkieterowie – Alexandre Dumas
98. Hamlet – William Shakespeare

99. Charlie i fabryka czekolady – Roald Dahl
100. Nędznicy – Victor Hugo